Środkowy reprezentacji Polski pół żartem, pół serio wypowiedział się m.in. na temat swojego charakteru, który przynajmniej z perspektywy obserwatorów nie jest żywiołowy.

 

- Z zewnątrz jestem spokojny, ale w środku trwa ciągła walka. Czasami widać jak pod nosem rzucę jakąś wiązankę, kiedy mi coś nie idzie, kiedy znowu "na miłość Boską" zagram w lewo, a nie w prawo. Pozdrawiam pana Wojtka (Wojciech Drzyzga przyp. red.) (śmiech) - rzekł Nowakowski.

 

Dwukrotny mistrz świata w trakcie tegorocznego mundialu borykał się z problemami zdrowotymi i jego występ w meczu o złoto z Brazylią stał pod znakiem zapytania.

 

- Po tym tiebreaku z USA po jednym z ataków wylądowałem i poczułem ciepło na plecach. Wiedziałem już, że coś będzie nie tak, aczkolwiek wiadomo, że w trakcie meczu są emocje i adrenalina, które działały i nie wiedziałem czy to będzie coś poważniejszego, czy nie. Później, z biegiem czasu, wyglądało już troszkę gorzej - podkreślił były siatkarz m.in. AZS-u Częstochowa i Resovii Rzeszów.

 

- Doszło do tego, że w nocy, aby pójść do toalety, musiałem się mocno nagimnastykować, żeby dojść. Jeszcze nie na czworaka (śmiech), ale z podpieraniem się cały czas, bo naprawdę ból był przeszywający i bardzo nieprzyjemny. Jakoś poskładaliśmy się do kupy. Myślałem o tym, że został nam ostatni mecz i byłoby trochę głupio odpuścić finał mistrzostw świata z powodu bólu pleców - skwitował 30-letni zawodnik.

 

Rozmowa z Piotrem Nowakowskim w załączonym materiale wideo.