Łukasz Borowski: Jesteś zdruzgotany, ciebie też szczególnie dotknęła ta strata...
 
Dariusz Michalczewski: Bardzo mi przykro, bo Andrzej był świetnym facetem. Był jednym z najlepszych polskich trenerów, jeśli nie najlepszym, ale to był człowiek-orkiestra. Mnie też trenował w latach młodzieńczych. Andrzej był pasjonatem, on kochał boks. Boks był dla niego wszystkim. Nie dociera to do mnie, bardzo szkoda faceta.
 
Był to człowiek zawsze uśmiechnięty, miał świetny humor. Jak go wspominasz?
 
Andrzej to był dobry kot, on był wszędzie, było go pełno. Wprowadzał dobrą atmosferę, był bardzo aktywny. Był też świetnym fachowcem, to pamiętam przede wszystkim. Mimo, że nigdy nie boksował, był doskonałym trenerem i pedagogiem.
 
Tomasz Adamek czy Andrzej Gołota... Nazwiska, które wychował, doskonale o tym świadczą.
 
To był wielki autorytet, stał w narożniku prawie wszystkich czołowych polskich pięściarzy. Teraz miał stać w narożniku mojego zawodnika, Izu Ugonoha i mamy duży problem. Dla Izu będzie to ciężki kawałek chleba. Ja postaram się przygotować go do walki na ile tylko będę w stanie...
 
Po tej tragicznej informacji miałeś to, co wydarzy się za trzy tygodnie. Oprócz spraw organizacyjnych będziesz musiał ruszyć z nim do treningu.
 
Od kiedy dowiedziałem się o śmierci trenera Gmitruka chodzi mi to po głowie. Wykonałem kilkaset telefonów i powoli się przygotowuję, że to ja będę musiał przejąć stery. Muszę porozmawiać z Izu. Dogadamy się, jak musi trenować i gdzie. Być może przyjedzie do Gdańska. Mam już przygotowanych sparingpartnerów dla zawodnika. Nikt nie spodziewał się, że wydarzy się taka tragedia...
 
Cała rozmowa z Dariuszem Michalczewskim w załączonym materiale wideo.