Manny Pacquiao (60-7, 39 KO) - Adrien Broner (33-3, 24 KO), mistrzostwo świata WBA

 

Z wielkimi fanfarami, w poniedziałek w Nowym Jorku odbyła się pierwsza konferencja prasowa przed walką Manny Pacquiao, jedynego w historii boksu pięściarza z tytułami mistrzowskimi w ośmiu kategoriach wagowych z Adrianem "The Problem" Bronerem, któremu wróżono karierę sportową podobną do Floyda Mayweathera Juniora, ale skończyło się na podobnych do Floyda ekstrawagancjach i paru skandalach. Nie ulega jednak wątpliwości, że dla jednego i drugiego walka w Las Vegas (19 stycznia, PPV z MGM Grand) ma wielkie znaczenie sportowe i finansowe. "Chcę wszystkim udowodnić, że ciągle jestem w boksie kimś, z kim trzeba się liczyć. Wybrałem Bronera, bo on gwarantuje, że walka będzie się podobała kibicom. To dobry pięściarz dużego kalibru. Na pewno go nie zlekceważymy. (...) Ja nie potrafię nie walczyć. To wszystko, co potrafię - wyjść na ring, pokazać się kibicom. Kiedy spotkałem się z Floydem (Mayweatherem Jr) w Japonii, mówił, że skończy emeryturę i jeszcze raz zawalczymy. Zobaczymy co z tym będzie, ale na razie trzeba wygrać z Bronerem. Później wrócimy do rozmowy…” - mówił Pacquiao, który wraca do USA po dwuletniej przerwie.

 

Broner... jak to Broner: "Musiałem zadzwonić do mamy, kiedy popatrzyłem dziś w lustro, powiedzieć jej, jakiego ma pięknego syna. Udało mi się trafić do przekazu PPV w wieku 29 lat. Żaden z Afroamerykanów tego nie dokonał. To będzie wielka walka, nie przychodzę tylko odebrać czeku. Wiem, że jak wygram, tych pieniędzy będzie jeszcze więcej. Walka wiele dla mnie znaczy - wygrywam i natychmiast staje się legendą. Oczywiście, że uważam Manny’ego za elitę w swojej kategorii wagowej. To, czego dokonał w boksie jest niesamowite. Gadam zwykle wiele bzdur, ale też wiem, że 19 stycznia muszę być gotowy na 100 procent”.

 

Jarrell "Black Polska" Miller (23-0, 20 KO) - Bogdan Dinu (18-1, 14 KO), tymczasowy pas WBA

 

Oczywiście, że Miller ciągle ma przydomek "Big Baby", ale ja zawsze będę pamiętał, co miał napisane na spodenkach wychodząc do walki z Tomkiem Adamkiem w Chicago. Niepokonany pięściarz z Brooklynu, 7 tygodni po pokonaniu w drugiej rundzie "Górala" był ponownie na ringu, tym razem w stanie Kansas. Miał się bić się o tymczasowy pas WBA z Fresem Oquendo, ale ten po trzech latach nieobecności na ringach doszedł do wniosku, że pół miliona to za mało. Niepokonany Rumun, kolejny w rankingu WBA, wziął mniej niż jedną trzecią tej sumy. Wyszedł na ring bez strachu przed Millerem pomimo, że do tej pory walczył z rywalami z czwartej setki (albo jeszcze gorzej) rankingu "Boxrec". Dinu zadawał w pierwszych dwóch rundach więcej celnych ciosów niż będący w pierwszej dziesiątce światowego rankingu przeciwnik, ale "Black Polska" robił swoje - wyniszczał Dinu ciosami na korpus, położył go na deski, kończąc walkę w czwartej rundzie dwudziestym nokautem w karierze. "Daję sobie w skali od 1 do 10 tylko czwórkę. Miałem problemy ze ścięgnem, przez cały tydzień przed walką byłem przeziębiony... ale walczymy dalej!" - napisał na Instagramie Miller. Kto następny? Promowany przez Eddie Hearna pięściarz chciałby już teraz walki z mistrzem świata WBA/IBF/WBO Anthony Joshua, ale wie, że będzie musiał na taki pojedynek poczekać. "Trzeba wreszcie znokautować jakiegoś Angola" - mówi 30-latek z Nowego Jorku.