Na inaugurację zmagań KMŚ rosyjski team pokonał Zenit Kazań po tiebreaku, natomiast PGE Skra przegrała 1:3 z Cucine Lube Civitanova i koniecznie potrzebowała przełamania.

 

Pierwszy set był bardzo wyrównany, a jego losy rozstrzygnęły się dopiero w samej końcówce. Obie drużyny prezentowały wysoki poziom, a wymiana cios za cios trwała do stanu 20:20. Następnie inicjatywę przejęli bełchatowianie, którzy zdobyli dwa punkty z rzędu w dwóch kolejnych ustawieniach, wychodząc na prowadzenie 24:21. Podopieczni Camillio Placi nie zamierzali jednak odpuszczać. Potrójny blok Rosjan zatrzymał na lewym skrzydle Mariusza Wlazłego i na tablicy świetlnej PGE Skra miała już tylko oczko przewagi (24:23). Szczęśliwie dla polskiego zespołu, zagrywkę zepsuł Dmitrij Wołkow i tym samym ekipa Roberto Piazzy wygrała pierwszego seta.

 

Podrażnieni wiceliderzy rosyjskiej Superligi od mocnego uderzenia rozpoczęli drugą odsłonę, w której objęli prowadznie 7:3. Siatkarze Skry nie radzili sobie z przyjęciem mocnego serwisu, ale sami dobrze prezentowali się w bloku. Głównie dzięki temu elementowi szybko udało się doprowadzić do remisu 11:11. Kibice znowu byli świadkami zaciętej rywalizacji, która trwała do samego końca. Po asie serwisowym Artura Szalpuka oraz skończonej kontrze Milada Ebadipura mistrzowie Polski odskoczyli na dwa punkty (23:21). Nie udało się jednak utrzymać tego prowadzenia, co oznaczało grę na przewagi. W niej bohaterem został Jakub Kochanowski, która posłał piekielnie mocną zagrywkę, z którą nie poradzili sobie rywale, dając triumf w tym secie swojej ekipie.

 

Trzecia partia przez długi okres czasu była bardzo jednostronna. Po dwóch przegranych setach siatkarze z Urengoju stracili animusz, co skrzętnie wykorzystali bełchatowianie. Polskiemu zespołowi wychodziło w tej odsłonie niemal wszystko, a swoje popisy na zagrywce pokazywali Kochanowski oraz Szalpuk. Przewaga Skry wynosiła już siedem oczek i wydawało się, że nic złego nie wydarzy się przedstawicielowi PlusLigi. Przy serwisie Wołkowa Fakieł wziął się jednak do odrabiania strat. Ich seria pozwoliła na zniwelowanie różnicy do zaledwie punktu. Tradycji stało się zadość i publiczność w płockiej hali trzeci raz oglądała nerwową końcówkę. W grze na przewagi emocji było co nie miara. Znakomitą szansę na skończenie meczu zmarnował Artur Szalpuk, ktory nie wykorzystał przechodzącej piłki. Niedługo później to zemściło się, ponieważ do głosu doszedł Fakieł, który wykorzystał jedną z kontr i przedłużył to spotkanie.

 

Scenariusz trzeciego seta spowodował, że Rosjanie złapali wiatr w żagle. Praktycznie od początku czwartej odsłony wypracowali sobie solidną zaliczkę, której nie oddali do samego końca, mimo ambitnych prób bełchatowian. W ekipie PGE Skry pojawiło się zmęczenie, a na parkiecie nie pojawił się już Szalpuk, który uskarżał się na ból w nodze już w poprzedniej partii. Roberto Piazza dał szansę zmiennikom, ale ci nie potrafili odrobić strat. O losach tego meczu musiał zadecydować tiebreak.

 

W decydującej odsłonie Skra wypracowała sobie kilkupunktową przewagę przy serwisie Wlazłego, ale to nie był kluczowy moment tiebreaka, ponieważ Fakieł zdołał zniwelować wysokie prowadzenie polskiej drużyny. Podobnie jak w poprzednich setach, wszystko rozstrzygnęło sie w końcówce. W niej więcej szczęścia miał Fakieł, który jeszcze przed północą zapewnił sobie triumf 3:2 i awans do Final Four. Skra swój trzeci mecz w grupie z Zenitem Kazań zagra wyłącznie o prestiż.

 

Fakieł Nowy Urengoj - PGE Skra Bełchatów 3:2 (23:25,27:29,30:28,25:21,21:19)

 

Fakieł: Igor Kołodinski, Jegor Kliuka, Andriej Ananiew, Artur Udrys, Iwan Jakowlew, Dmitrij Wołkow - Erik Shoji (libero) - Dmitrij Kolienkowski, Jewgienij Rukawisznikow, Denis Bogdan

 

PGE Skra: Grzegorz Łomacz, Milad Ebadipour, Karol Kłos, Jakub Kochanowski, Artur Szalpuk, Mariusz Wlazły - Kacper Piechocki (libero) - Kamil Droszyński, Renee Teppan, Milan Katic, Piotr Orczyk

 

Skrót meczu w załączonym materiale wideo.