Pindera: Czy Japończyk będzie królem skoczni?

Zimowe
Pindera: Czy Japończyk będzie królem skoczni?
fot. PAP/EPA

Na razie 22-letni Ryoyu Kobayashi jest liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w skokach narciarskich i być może w najbliższy weekend w Engelbergu znów będzie najlepszy.

Ale to dopiero początek sezonu i mało prawdopodobne, by pod koniec marca, podczas kończących rywalizację skoczków konkursów w Planicy, dalej przewodził stawce.

 

Przed rokiem wspaniale zaczął sezon jego starszy brat Junshiro. Wygrał w Wiśle, krótko był liderem PŚ. Później coraz lepiej spisywał się młodszy brat Ryoyu i tak jest do dziś. 22-letni Japończyk w Wiśle był trzeci, później dwa razy wygrał w Kuusamo i raz w Niżnym Tagile. Co zrobi w Engelbergu, znów będzie pierwszy?

 

Japońskie skoki mają piękną historię, wystarczy spojrzeć na listę złotych medalistów olimpijskich, czy mistrzów świata. Przed igrzyskami w Sapporo (1972) królem skoczni był Yukio Kasaya. Wygrał trzy konkursy z rzędu w Turnieju Czterech Skoczni i zapewne wygrałby czwarty, bo był w kosmicznej formie i na długo przed Svenem Hannawaldem, a później Kamilem Stochem dokonałby tej sztuki, ale został wycofany z zawodów przed japońską federację i wrócił do domu, by przygotowywać się w spokoju do igrzysk.

 

Pamiętamy jak się to skończyło: zdobył złoty medal na średniej skoczni, a na dużej, gdzie wygrał Wojciech Fortuna, zajął szóste miejsce. W latach 90 –tych fascynował swoim stylem Kazuyoshi Funaki, złoty medalista igrzysk w Nagano (1998) na dużej skoczni. Trzeci był tam jego rodak Masahiko Harada. Japończycy wygrali wtedy również rywalizację drużynową.

 

Najmocniej w pamięci kibica skoków zapadł jednak Noriaki Kasai, dziś już 46-letni skoczek, prawdziwy matuzalem tej dyscypliny. Na igrzyskach w Soczi (2014) niewiele brakowało, by pokrzyżował szyki Stochowi, był drugi. Na podium stanął za to w konkursie drużynowym, Japonia wyprzedziła Polskę zajmując trzecie miejsce. Dwadzieścia lat wcześniej, w Lillehammer (1994), Japończycy z Kasaim w składzie zdobyli medal srebrny.

 

Kasai dalej skacze, ale ten sezon nie zaczął się dla niego najlepiej. Teraz gwiazdą jest młodszy od niego o 24 lata Ryoyu Kobayashi. Tyle że prawdziwe wyzwania dopiero przed nim: najpierw Turniej Czterech Skoczni, później mistrzostwa świata w Seefeld. Dwa lata temu Słoweniec Domen Prevc, młodszy brata Petera, fruwał w pierwszych konkursach nad zeskokiem budząc powszechny podziw, ale gdy przyszło załamanie formy do dalekiego skakania już nie wrócił. Czy tak będzie z młodszym Kobayashim?

 

Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny, choć nie można wykluczyć, że Japończyk powtórzy bardziej optymistyczny wariant karier tych, którym udało się ominąć wszelkie przeciwności i problemy związane z nagle pojawiającą się sławą. Myślę, że w tym sezonie rządzić na skoczni będą jednak uznani mistrzowie, z Kamilem Stochem na czele. Trzykrotny mistrz olimpijski przypomina mi czujnego asa kolarskiego peletonu, który spokojnie szykuje się do ataku. Stoch być może zaatakuje już podczas Turnieju Czterech Skoczni, który wygrał w dwóch ostatnich sezonach. A jeśli nie tam, to w połowie stycznia w Zakopane, i nie odpuści już do końca.

 

Od początku w wysokiej formie jest też Piotr Żyła, aktualnie wicelider PŚ, brązowy medalista MŚ z ubiegłego roku na dużej skoczni, a wciąż na swój dobry dzień czeka Dawid Kubacki. Drużynę mamy mocną, dobrze znającą już smak sukcesu na wielkich imprezach, więc apetyt na kolejne jest w tej sytuacji zrozumiały. Co więcej myślę, że będziemy jeszcze częściej wygrywać z Norwegami czy Niemcami, a jeśli do ścisłej czołówki wrócą Austriacy, to z nimi też.

 

Japończycy z braćmi Kobayashi będą próbowali włączyć się do walki o medale podczas MŚ w Seefeld, szczególnie Ryoyu w konkursach indywidualnych. Mam jednak poważne wątpliwości, czy będzie tam równie skuteczny jak teraz. Dziś jest liderem PŚ, ale tuż za nim są Polacy, Żyła i Stoch. Na czwartym miejscu z niewielką stratą do naszej dwójki jest Norweg Daniel Forfang.

 

W Engelbergu do rywalizacji wraca Słoweniec Peter Prevc, skoczek wielkich możliwości. Jego zdaniem postawa Piotra Żyły jest dla niego większym zaskoczeniem niż zwycięstwa Japończyka Kobayashi. Ciekawe spostrzeżenie, i dużo w nim prawdy. To naprawdę może być sezon Żyły i Stocha, być może nawet w takiej właśnie kolejności.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze