Canelo Alvarez, czyli bohater, który chce być legendą

Sporty walki
Canelo Alvarez, czyli bohater, który chce być legendą
fot. PAP

“Walczysz jak Meksykanin!” to - przynajmniej w Stanach Zjednoczonych - największa pochwała, jaką pięściarz może usłyszeć. Nieustępliwość, walka do końca, cios za cios - najbardziej wybredni kibice boksu, właśnie Meksykanie, nie tolerują w ringu niczego innego. Dlatego, żeby zostać gwiazdą, samo nazwisko nie wystarczy - trzeba mieć charakter, serce, pokazać twardość w wielkich walkach. I wygrywać.

Alvarez to potrafi i dlatego nikt dziś nie sprzedaje więcej PPV niż chłopak z Guadalajary. Wygrana z Rocky Fieldingiem (na żywo w Polsat Sport) to początek drogi dla biednego chłopaka z Guadalajary, który już jest w Meksyku idolem, ale ciągle marzy o tym, by jego nazwisko wymieniać na równi z herosami meksykańskich ringów. 
 
15 lat: zawodowiec
 
Canelo rozpoczął karierę tak, jak rozpoczyna kariery zdecydowana większość wielkich pięściarzy - bo to była jedyna droga wydostania się z ubóstwa. Najmłodszy z ośmiorga rodzeństwa, wychowany w biedzie, wiedział, że nawet o posiłek trzeba wywalczyć pięściami. Treningi oficjalne, kiedy skończył trzynaście lat (te mniej oficjalne przed dziesiątym rokiem życia), wygranie mistrzostwa juniorów Meksyku, kiedy Alvarez miał 15 lat - początek kariery, która specjalnie nie odbiega od standardów. Inaczej zaczęło być zaraz po tamtych mistrzostwach, kiedy trenerzy Chepo i Eddy Reynoso doszli do wniosku, że mają w rękach diament. Mając piętnaście lat, w 2005 roku, zamiast do szkoły średniej, Alvarez przeszedł na zawodowstwo.
 
Minęły dwa lata zanim trenerzy zdecydowali się wystawić Canelo przeciwko pięściarzom z dodatnim bilansem zwycięstw i porażek. Canelo wygrywał, ale zdania na temat jego wielkiej przyszłości były podzielone. “Silny, lubi się bić, ale nic więcej”, “za mało myśli w ringu” - to była krytyka ze strony tak dziennikarzy, jak trenerów. Nawet kiedy wygrywał z Shane Mosley’em czy Austinem Troutem, a jego popularność zaczęła rosnąć nie tylko wśród Meksykanów - tak za południowa granicą USA, jak wśród milionów tych, którzy mieszkają w Stanach, nie był gwiazdą. I wtedy Oscar De La Hoya wpadł na genialny pomysł - 22-letniego chłopaka wystawił do walki z najlepszym pięściarzem  świata - Floydem Mayweatherem Juniorem. 
 
To była lekcja boksu i pięściarskiego IQ. Floyd momentami ośmieszał Alvareza, który w całym pojedynku trafił tylko 22 procent wyprowadzonych ciosów, pokazał mu, że inteligencja wygra z siłą, obnażył braki kondycyjne Meksykanina, który większość walki spędził na trafianiu pięściami w powietrze. “Chcę być taki jak on ” - miał po powiedzieć Canelo, zaraz po walce do Chepo Reynoso. 
 
Od tego dnia w Las Vegas, Canelo - przynajmniej w opinii sędziów punktowych - nigdy nie przegrał. Przed pierwszą walką z Giennadijem Gołowkinem nie mógł przeżyć faktu, że to właśnie jego rywal z Kazachstanu utożsamiany jest z określeniem “meksykański styl”. Remis - choć wszyscy widzieli wygraną GGG - u kibiców Canelo nie pomógł, bo to Kazach szukał walki, a nie on. W rewanżu było już inaczej - Alvarez przyjął styl walki Gołowkina, nie cofał się na krok, stał na  środku ringu i szedł na wymiany ciosów. Werdykt ponownie kontrowersyjny, ale wychodząc z “T-Mobile Arena” widziałem zupełnie inne twarze jego kibiców - pełne radości, skandujące “Canelo, Canelo!!!” długo po zakończeniu walki w barach Las Vegas. 
 
Canelo: które miejsce w wielkiej historii meksykańskich wojowników?
 
Julio Cesar Chavez - senior oczywiście, bo jego syna  nigdy w Meksyku nie traktowano poważnie, Salvador Sanchez, Juan Manuel Marquez, Ruben Olivares, Marco Antonio Barrera, Erik Morales - meksykański boks to wiele nazwisk, które są już na listach największych wojowników wszech czasów. Kiedy rozmawiam na temat miejsca Canelo w historii boksu z meksykańskimi kolegami piszącymi o boksie, niewielu z nich mówi, że 28-latek z Guadalajary ma dziś miejsce choćby w pierwszej dziesiątce listy najwybitniejszych w ich kraju. Ale też każdy podkreśla, że ma jeszcze czas, że Alvarez może dołączyć do sław. 
 
Santos Saul Alvarez Barragan ma 28 lat, podpisał największy kontrakt w historii sportu (365 mln za jedenaście walk ze sportowym serwisem streamingowym DAZN) i będzie miał możliwość toczenia wielkich walk w kilku limitach wagowych. Sobotni pojedynek z Rocky Fieldingiem to pierwsza wyprawa Alvareza o tytuł w wadze super średniej. Ma szczęście, bo możliwych wyzwań nie będzie w przyszłości brakować - bliźniacy Jermell i Jermall Charlo, Billy Joe Saunders, Daniel Jacobs, Demetrius Andrade, Callum Smith i oczywiście GGG -  takie zwycięstwa, kolejne wygrane mistrzowskie walki, automatycznie katapultują Canelo w rankingu największych.
 
Czy może zostać numerem jeden w historii meksykańskiego boksu? Za trzy lata, gdyby wygrał z tymi, których wymieniłem? Moja ekipa meksykańskich kolegów na pewno musiałaby się dłużej zastanowić nad odpowiedzią.
Przemysław Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze