Już dawno w polskim pięściarstwie olimpijskim (amatorskim) nie było zawodnika z tak "mocnym wejściem". W spotkaniach kadry narodowej, rozgrywanych w ramach projektu "Światowej Konfrontacji Boksu Olimpijskiego", Durkacz zwyciężył we wszystkich pięciu pojedynkach, tj. w spotkaniach ze Szwecją, Serbią, Turcją, Litwą i Rosją. W półfinale Turnieju im. Stamma pokonał brązowego medalistę mistrzostw świata Amerykanina Freudisa Rojasa. Triumfował także w MP seniorów oraz młodzieżowców.

 

- Z uzyskanych wyników jestem zadowolony, cały czas ciężko pracuję na sukcesy, ale nie czuję się żadnym odkryciem. Z pewnością zrobiłem duży postęp w 2018 roku, jednak to jeszcze nie jest to, czego oczekiwałem. A co do zainteresowania moją osobą, to media zajmują się głównie boksem seniorskim, a w młodszych kategoriach też mamy kilku dobrze zapowiadających się bokserów - przyznał Durkacz.

 

Zawodnik z Knurowa nie tylko wygrywa, ale robi to w efektownym stylu. Jest szybki i ruchliwy, w ogóle się nie zatrzymuje, wciąż atakuje, poza tym sporo balansuje i odchyla się, przez co jest trudny do trafienia przez rywali.

 

- Podczas walk z udziałem Damiana nie można się nudzić - powiedział drugi trener reprezentacji Jerzy Baraniecki.

 

- Mój styl jest niewygodny dla przeciwników, lecz to dopiero początek. Jestem wzrokowcem i jeśli coś mi się spodoba w sposobie boksowania kogoś np. z zagranicy, próbuję to samo wykonać na sparingu, a potem w walce. Z trenerem klubowym Ireneuszem Przywarą oczywiście szlifujemy też technikę, aby zaskoczyć w ringu. Uważam, że trzeba być zawodnikiem wszechstronnym. Boksowanie jednowymiarowe nie wchodzi w grę na szczeblu europejskim i światowym. Dzisiejszy pięściarz musi potrafić boksować i w ataku, i z kontry. Do tego ważna jest odporność psychiczna w trakcie pojedynków, a nie tylko na sali treningowej - ocenił Durkacz.

 

Przygodę ze sportami walki rozpoczął pięć, sześć lat temu od zajęć muay thai, czyli boksu tajskiego. Na pierwszy trening zaprowadził go starszy brat Dawid. Za sprawą Przywary, byłego szkoleniowca m.in. Tomasza Adamka, zajął się "klasycznym" pięściarstwem.

 

- Zdecydowałem się na boks, ponieważ to sport olimpijski, a moim celem są występy w igrzyskach i tym samym przyniesienie dumy rodzinie. W Knurowie są piękne tradycje w tej dyscyplinie; w ubiegłym roku minęło 20 lat od zdobycia przez Concordię drużynowego mistrzostwa kraju. Osobiście poznałem np. trzykrotnego indywidualnego mistrza Polski i olimpijczyka z Atlanty Józefa Gilewskiego oraz byłego brązowego medalistę młodzieżowych mistrzostw Europy Marka Komana. Obaj udzielili mi cennych wskazówek, z których korzystam. Pan Koman przychodzi na salkę i przygląda się trenującej młodzieży - wspomniał utalentowany bokser.

 

Durkacz postawił wszystko na jedną kartę, tzn. na boks. Skończył liceum mundurowe, ale nie zdał matematyki na maturze, dlatego w maju 2019 czeka go powtórka i dopiero ewentualnie jesienią studia.

 

- Skupiam się na pięściarstwie, trenuję dwa razy dziennie, wieczorem w niektóre dni dochodzi sauna lub basen. Często ćwiczę również w weekendy, ostatnio pomagałem się przygotować Damianowi Jonakowi do kolejnej walki zawodowej. W pierwszym roku wśród seniorów nie doznałem żadnej porażki z Polakiem. Jeśli przegrywałem, to z zagranicznymi rywalami - przypomniał.

 

Przekonywał, że twardo stąpa po ziemi i na pewno "nie odleci" po pierwszych sukcesach.

 

- Chyba każdy lubi być chwalony. Są zatem takie momenty, że potrzebuję, aby ktoś powiedział, że jestem +talenciakiem+, ale i takie, kiedy chcę mieć nad sobą kata, żeby sprowadził mnie do +parteru+, skrytykował, itd. I trener Przywara, i najbliżsi czuwają nad tym, abym nie poczuł się zbyt pewny siebie. Bardzo ważna jest dla mnie rodzina, a każde słowo ze strony bliskich mi osób jest prawdziwe, oni chcą dla mnie jak najlepiej - podsumował.