Wybór jak zwykle był trudny. W wielu kategoriach wagowych dochodziło do zmian na tronie, byliśmy świadkami kilku niespodzianek, choć ci żelaźni królowie nie zawiedli. Dla Grzegorza Proksy najlepszym zawodnikiem mijającego roku był Wasyl Łomaczenko (12-1, 9 KO).  

- Zdobył pas mistrza świata w trzeciej kategorii wagowej (w lekkiej, wcześniej miał też pasy wagi piórkowej oraz superpiórkowej - przyp.red.). Z Linaresem był na deskach, większość walki przeboksował jedną ręką, bo miał kontuzję. Zaprezentował się kapitalnie. Później zniszczył Pedrazę, choć w pierwszej rundzie nie zadał ani jednego ciosu, by przyzwyczaić się do szybkości przeciwnika. Później była destrukcja - przyznał.


Z Proksą zgodził się Janusz Pindera, wyróżniając dodatkowo Oleksandra Usyka (16-0, 12 KO)  oraz Terence'a Crawforda (34-0, 25 KO).

- Jeśli chodzi o ranking bez podziału na kategorie wagowe, to też stawiam na Łomaczenkę. To jest jednak szalenie trudny wybór, bo mamy przecież jeszcze Terence'a Crawforda, który jest na podobnym poziomie. Też zdobył pas w trzeciej kategorii wagowej. Z kolei Usyk dokonał wielkiej rzeczy, bo zunifikował i obronił cztery pasy jako pierwszy w historii - wyznał.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.