Po zakończeniu jesienno-zimowej części sezonu do Lecha wrócili czterej gracze, którzy zostali wypożyczeni do klubów pierwszoligowych. W grudniu pod okiem Nawałki trenowali Jakub Moder z Odry Opole, Tymoteusz Puchacz z GKS-u Katowice i Michał Skóraś z Bruk-Bet Termaliki Nieciecza. Na Bułgarska wrócił też napastnik Dawid Kurminowski, grający ostatnio w zespole słowackiej ekstraklasy MFK Zemplin Michalovce. 

 

Choć przynajmniej jeden z tych piłkarzy może dołączyć do pierwszej drużyny i polecieć z Lechem na zgrupowanie w Turcji, to na pewno żaden z nich nie będzie nagle znaczącym wzmocnieniem "Kolejorza". Najmniej prawdopodobne jest pozostanie w Poznaniu Puchacza, gdyż zawodnik ten grał w tym sezonie już w dwóch klubach. Do GKS-u Katowice trafił z wypożyczenia do Zagłębia Sosnowiec.

 

Nawałka już wcześniej zapowiadał, że będzie pracował z piłkarzami, których zastał w Lechu w listopadzie, gdy związał się z tym zespołem. Nie wszyscy jednak wierzyli w to, że były selekcjoner reprezentacji Polski nie ściągnie do drużyny kilku doświadczonych, dobrych i cenionych przez niego graczy. Mówiło się o Rafale Kurzawie, który ma problemy z odnalezieniem się we Francji i jest wiecznym rezerwowym w Amiens, wymieniano także nazwiska Michała Pazdana i Krzysztofa Mączyńskiego, podstawowych piłkarzy kadry Nawałki, którzy obecnie nie dostają szansy występów w Legii Warszawa prowadzonej przez Ricardo Sa Pinto. Spekulacji i domysłów było co niemiara, tymczasem okazuje się, że Nawałka rzeczywiście zimowej rewolucji nie planuje.  

 

Z poznańskim klubem pożegna się kilku zawodników, ale w większości są to "aktorzy drugiego planu". W środę poinformowano o rozwiązaniu umowy z Dionim. Hiszpan, który miał być drugim Carlitosem, okazał się transferową wpadką Lecha. Zagrał w zaledwie w ośmiu meczach i to nie w pełnym wymiarze. Nie zdobył ani jednej bramki. 

 

Los Dioniego mogą w najbliższych dniach podzielić jeszcze co najmniej trzej inni piłkarze. Obrońca Maciej Orłowski jest bliski podpisania umowy z Wartą Poznań. W pierwszej drużynie nie zdołał się zadomowić i szybko wrócił do grających w trzeciej lidze rezerw. Na dobre z Poznaniem mogą się pożegnać Grek Dimitris Goutas i Argentyńczyk Vernon De Marco. Ten drugi znacznie obniżył loty i po kilku meczach w podstawowym składzie u Nawałki nie zagrał nawet jednej minuty i też trafił do drugiej drużyny. 

 

Niepewna jest też przyszłość kilku piłkarzy, których trener sukcesywnie odsuwał od składu. W czerwcu kończy się umowa Lecha z Maciejem Gajosem, który u Nawałki zagrał tylko raz. To ostatni dzwonek, by na transferze choć odrobinę zarobić. O dużo większych pieniądzach można myśleć w przypadku Roberta Gumnego. Odejście tego piłkarza byłoby poważnym osłabieniem Lecha, ale jeżeli pojawi się propozycja nie do odrzucenia... Gdy przed rokiem Gumny był już jedną noga w Borussii Mönchengladbach, wyceniano go na ponad sześć milionów euro. Cena nie spadła. 

 

Na liście zawodników, z którymi Lech chętnie się pożegna są także 31-letni już Piotr Tomasik oraz Mihai Radut. W przypadku Rumuna pojawiła się duża szansa na  rozstanie, gdyż interesuje się nim Dinamo Bukareszt. Na razie jednak w Poznaniu zapewniają, że Radut dostanie jeszcze szansę w wiosennej rundzie, do końca sezonu ma też zostać Gajos.  

 

Na razie jedynym ruchem Lecha w zimowej przerwie jest rozwiązanie kontraktu z Dionim. Jednak działacze z Poznania oraz trener Nawałka myślą też o sprowadzeniu nowych piłkarzy. Niewielu, bo najwyżej dwóch. Do Lecha ma trafić niespełna 21-letni pomocnik Juliusz Letniowski. Jego kontrakt z Bytovią jest ważny do końca sezonu, więc negocjacje się przedłużają, bo pierwszoligowy klub liczy na poważne zasilenie kasy. Na Bułgarska ma też trafić nowy napastnik. Obcokrajowiec, który będzie konkurencją dla Christiana Gytkjaera.