„Wydane pieniądze dają efekt zwielokrotniony w wydaniu społecznym. Sport jest lepiszczem społecznym, łączy ludzi, dobra energia, wymiana myśli. To jest najlepsza inwestycja”.

 

„Sport kosztuje podatników, ale każde dobre wydarzenie kulturalne czy sportowe musi kosztować. Przynosi ono jednak efekty budowania kapitału społecznego, budowy zdrowej dumy. To także zapraszanie turystów, budowanie silnej marki miasta w krajobrazie krajowym, europejskim. Konkurujemy między miastami o mieszkańców, inwestorów, a sport jest nośnikiem silnej rozpoznawalnej marki. Sport daje efekt „mnożnikowy” w innych sferach. Niektórzy lekceważą, nie doceniają roli sportu w zakresie gospodarki, pozycji Polski na arenie międzynarodowej (…). Jeszcze raz powtórzmy: kibicowanie, sport, buduje dobre więzi społeczne. To ważne społeczne przedsięwzięcie, budujemy w ten sposób tkankę społeczną. Dobre relacje, dobra energia, obniżamy negatywne skłonności”.

 

„W Gdańsku rozwijamy siatkówkę wśród dzieci i młodzieży. Chcemy, żeby Trefl miał naturalną bazę rekrutacyjną. Nie wszyscy zostaną zawodowymi siatkarzami. Dzieci ćwiczą, rodzice się w to angażują, później te dzieci wyciągają rodziców na mecze Trefla do hali gdańsko-sopockiej. Dzieci mobilizują rodziców, rodzice zaczynają też grać. Gdańszczanie jeżdżą na rowerach, biegają, moda na sportowy tryb życia staje się oczywistością”.

 

To tylko trzy cytaty z Prezydenta Gdańska, z jednego tylko telewizyjnego programu. Paweł Adamowicz, dwa dni przed brutalnym mordem na scenie WOŚP, był gościem piątkowej „7 Strefy” w Polsacie Sport.

 

W obliczu tak tragicznych wydarzeń trudno złapać dystans, refleksję, przebić się przez zasadne skądinąd panegiryki. Jest w nas jednak skłonność, by dopiero w obliczu czyjejś śmierci doceniać czyny i słowa. Banalne z pozoru ogólniki stają się ważnymi, momentami fundamentalnymi tezami.

 

Tak mam z Pawłem Adamowiczem i jego wizją sportu. Kiedy mówił w piątek, jak ważne znaczenie ma dla niego społeczny wymiar tej dziedziny życia, nie było w tych słowach niczego odkrywczego. Jeśli dziś, z wielką uważnością wsłuchamy się w jego słowa, a przede wszystkim pasję, z jaką je wypowiadał, dostrzeżemy, jak ważną było to dla Niego sprawą.

 

Proszę zwrócić jeszcze raz uwagę na przytoczone trzy cytaty. Próżno w nim szukać fraz: „dzięki mnie”, „moja wizja”, „mój pomysł”, „ja, ze mną, o mnie…”. Na każdym kroku „wartość społeczna”, „Gdańszczanki i gdańszczanie”. Zupełnie nie jak polityk, w którym jest przecież naturalna skłonność autopromocji. Zupełnie jak gospodarz miasta, który robi wszystko, by jego mieszkańcy czuli się dobrze.

 

Łatwo, zwłaszcza w obliczu takich tragedii, idealizuje się tych, którzy odchodzą. Przejrzałem z mozołem media społecznościowe Prezydenta Adamowicza, wyłuskując z nich posty związane ze sportem. Znikoma ich liczba dotyczy sukcesów, triumfów sportowców, w blasku których politycy tak ochoczo się ogrzewają. Są spotkania bez okazji, ze znanymi i kompletnie anonimowymi postaciami tego światka. Jest wreszcie mnóstwo fotografii z imprez rekreacyjnych, z tzw. spodu sportowej piramidy, a te przecież nie są w przekazie publicznym aż tak interesujące.

 

Wystarczy przypomnieć sobie kłopoty gdańskich siatkarzy, którym groziło wycofanie z PlusLigi. „Co mogę dla Was zrobić? Nie wyobrażam sobie Gdańska bez Waszej drużyny” – te słowa wspomina trener Trefla Andrea Anastasi. To też przecież nie było pod publiczkę.

 

Paweł Adamowicz miał wizję, ale miał i duży komfort w sportowym zarządzaniu miastem. Przez ponad 20 lat pełnił służbę, nie musiał więc jako wchodzący prezydent podważać i wywracać do góry nogami wszystkiego, co zrobili jego poprzednicy, poprzez kilkukrotną kadencję Gdańsk nie był też narażony, że pomysły dotychczasowych władz pójdą do kosza po zmianie na kluczowych stołkach. Zresztą właśnie w tej samej „7 Strefie” Paweł Adamowicz doceniał to, że jest mu łatwiej podejmować decyzje niż szefom miast, w których następujący po sobie prezydenci mają odmienne barwy polityczne.

 

Jest wiele ideałów, jakie pozostawia po sobie Paweł Adamowicz, którym hołdowali mieszkańcy Gdańska wybierając Go w kolejnych wyborach. Jest samorządowa spuścizna, z której powinni czerpać inni gospodarze miast, a szczególnie politycy, którzy sport powinni dawać innym, a nie z niego tylko brać.