Magiera na poniedziałek: Ja, ty, my, wy, oni

Inne
Magiera na poniedziałek: Ja, ty, my, wy, oni
Fot.

Od jakiegoś czasu staram się w tym miejscu napisać coś ciekawego o siatkówce. Dzisiaj o siatkówce nie będzie jednak praktycznie nic, siatkówka będzie tylko tłem. I na początek, po tym wszystkim co wydarzyło się w ostatnim tygodniu, taka moja osobista refleksja - chciałbym, żebyśmy w naszym codziennym życiu mieli tylko i wyłącznie takie problemy, czy ktoś prosto, albo krzywo odbił piłkę, zagrał dobry, albo słaby mecz.

O tym, co wydarzyło się w Gdańsku przed tygodniem powiedziano i napisano już chyba wszystko. Nie czuję się uprawniony, aby napisać jakieś szczególne pożegnanie Pawła Adamowicza, bo go zwyczajnie nie znałem. Owszem, spotkaliśmy się kilka razy, zamieniliśmy ze sobą kilka zdań przy okazji - głównie siatkarskich - imprez w Gdańsku. Zawsze były to spotkania miłe i sympatyczne.

 

Jedno nie ulega wątpliwości. Prezydent Paweł Adamowicz kochał sport i doskonale go rozumiał. Dał tego przykład swoimi wypowiedziami w naszym siatkarskim magazynie #7Strefa dwa dni przed feralną niedzielą 13 stycznia. Nie jest żadną tajemnicą, że miał ogromny udział w uratowaniu gdańskiego Trefla, że przepiękna Ergo Arena to po części jego dzieło, że cały czas wspierał swoją ukochaną Lechię.

 

To naprawdę rzadki obrazek, kiedy najbardziej zagorzali fani piłkarskiego klubu przygotowują specjalny transparent poświęcony politykowi, jeśli już tak się dzieje, to z reguły jego treść nie nadaje się do przytoczenia. W tym przypadku było inaczej. „Paweł Adamowicz - Lechia Tobie dziękuje!” Trzeba pisać coś więcej? Chyba nie. 


Podczas uroczystości pogrzebowych i w czasie żałoby zewsząd dało się słyszeć, że ta śmierć - kompletnie bezsensowna i w żaden sposób niewytłumaczalna - powinna nas czegoś nauczyć, na swój sposób pojednać i pozwolić skończyć z tak zwaną mową nienawiści. Osobiście nie wierzę w żadne pojednanie, ani tym bardziej zjednoczenie. Tak samo jak nie wierzę w skończenie z mową nienawiści.

 

Wystarczy zajrzeć na Twittera i poczytać komentarze „jednej” i „drugiej” strony. No właśnie. „Jednej”. „Drugiej”. Jak się to wszystko czyta, a nie jest się zbytnio zaangażowanym w nasze życie polityczne, to pierwsze co przychodzi do głowy, to refleksja, że ci wszyscy zaangażowani w walkę z nienawiścią pierwsi się pozabijają. Między sobą. I jeżeli już ktoś zaczyna się bić w piersi, to dziwnym trafem akurat nie w swoje.


Podobną historię już jakiś czas temu przerabialiśmy po śmierci Papieża Jana Pawła II. Pewnie wszyscy pamiętają jak zwaśnieni ze sobą kibice Cracovii i Wisły Kraków maszerowali ze sobą ramię w ramię, jak rzucali się sobie w ramiona podczas żałobnych nabożeństw, przekazywali sobie „znak pokoju”. Ile to trwało? Tydzień? Dwa tygodnie? Później znowu poszły w ruch pięści i co jeszcze gorsze - noże i maczety. Na krakowskich ulicach w wojnach kibolskich bojówek ginęli ludzie.


W żaden sposób nie chcę nikogo umoralniać, świata też nie zmienię, jestem na to zwyczajnie za krótki. Nie wiem, może i jestem naiwny, ale rzeczywiście to dobry czas, żeby spojrzeć w lustro i walkę ze wszechobecnym złem, czy jak ktoś woli hejtem, zacząć od siebie. I zacząć się pilnować, żeby komentując mecz nie używać słów, że ktoś kogoś zniszczył, upokorzył, rzucił na kolana. Tylko, że po prostu wygrał. Nawet nie pokonał, tylko wygrał. Bo to przecież sport, z definicji rodzaj szlachetnej rywalizacji.


Przepraszam najmocniej, ale to co wydarzyło się przed tygodniem w Gdańsku, mimo upływu czasu, wciąż nie mieści mi się w głowie. I pewnie jeszcze długo posiedzi, tak jak druga osobista złota myśl, która przyszła mi do głowy w sobotę, kiedy oglądałem pożegnanie Pawła Adamowicza w telewizji na antenie Polsatu News.

 

Wiele ważnych chwil dla Polski, tych które miały wpływ na naszą historię zaczynało się w Gdańsku. A to już nie przypadek. I dlatego, choć urodziłem się i mieszkam 400 kilometrów od tego niesamowitego miejsca, chciałbym na koniec, choćby tylko na ten jeden dzień, jeden jedyny raz, zapożyczyć sobie i z dumą użyć hashtaga - #JestemZGdańska. 

Marek Magiera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze