Robert Lewandowski po nieudanej próbie odejścia do Realu Madryt pogodził się z Bayernem Monachium i strzela gola za golem. W Bundeslidze trafił 11 razy, nie do zatrzymania jest w Lidze Mistrzów i mimo tego, że dawno nie strzelił gola w reprezentacji jego pozycja jest niepodważalna. W obecnej dyspozycji każdy selekcjoner właśnie od niego rozpoczynałby ustalanie składu i nie ma możliwości, aby inaczej zrobił Jerzy Brzęczek. Nie ma dyskusji.

 

Arkadiusz Milik po dwóch koszmarnych kontuzjach, które niejednemu zawodnikowi zakończyłyby karierę, znalazł się w fenomenalnej dyspozycji w Napoli. Strzelił 11 goli w Serie A, przepięknie składa się do rzutów wolnych, jest w tej kwestii chyba nawet bardziej precyzyjny niż RL9. Do tego ruchliwy, szuka gry, bardzo często uderza na bramkę, widać, że gra znów sprawia mu ogromna przyjemność. Wydaje się, że tak dobry jeszcze w swojej karierze nie był. Włosi porównują go coraz częściej do Zbigniewa Bońka, a czołówki znaczących włoskich tytułów z triumfującym zdjęciem Polaka stały się normą.

 

No i Krzysztof Piątek, absolutna rewelacja, odkrycie Seria A. Napastnik, który wszedł do ligi włoskiej wywalając drzwi kopniakiem. Tylko w meczach ligowych strzelił już dla Genui 13 goli, rywalizuje z Cristiano Ronaldo o tytuł najlepszego strzelca i stał się bohaterem jednego z najbardziej spektakularnych transferów tej zimy, przechodząc za 35 mln euro do Milanu.

 

Czy reprezentacja Polski może sobie pozwolić, aby któregoś z takich graczy, będących w tak dobrym momencie posadzić na ławce rezerwowych? To jedynie w teorii pytanie retoryczne. W praktyce wszyscy trzej po prostu się nie zmieszczą. I nie będzie to wynikało z braku elastyczności selekcjonera, czy też nieumiejętności wykorzystania wszystkich atutów w jednym czasie. Trudno po prostu tak zorganizować sensownie grę, aby sobie nie przeszkadzali zawodnicy o tak zbliżonej charakterystyce. Mało tego, ze źródeł zbliżonych do sztabu kadry, usłyszeliśmy, że na pierwszy mecz w eliminacjach z Austrią w Wiedniu może wyjść w pierwszym składzie tylko jeden środkowy napastnik. Oczywiście Lewandowski.

 

Kibice chcieliby widzieć trzech obok siebie, ale tak się raczej nie da. Ani Lewandowski, ani Piątek, ani tym bardziej Milik nie nadają się do gry na skrzydłach, a zakładając, że mieliby grać obok siebie przynajmniej jeden z nich taką funkcję musiałby pełnić. Czy można wyobrazić sobie Milika wracającego do defensywy, walczącego o odbiór piłki? Przecież to zupełnie nie ten typ.

 

Istnieje oczywiście możliwość, że Brzęczek będzie grać dwoma napastnikami i wtedy bez żadnych wątpliwości postawi na „Lewego” oraz Milika. Najbardziej prawdopodobny wariant na eliminacje to jednak ten z jednym graczem z przodu. Brzęczka determinuje do tego świadomość wagi dobrego zabezpieczenia tyłów. A jeśli najprawdopodobniej zdecyduje się na dwóch defensywnych pomocników, np Grzegorza Krychowiaka i Jacka Góralskiego, to będzie musiał mieć kogoś, kto zagra przed nimi i będzie kreował akcje. Takim zawodnikiem jest Piotr Zieliński, wydaje się, ze kluczowy gracz w planach selekcjonera. Dodając do tego skrzydła na pewno Kamil Grosicki i ktoś na prawą stronę, być może Maciej Makuszewski lub Damian Kądzior) dla drugiego napastnika po prostu już nie będzie.

 

Reasumując, nasz selekcjoner najprawdopodobniej będzie miał na ławce rezerwowych napastników wartych blisko 100 mln euro. I dopiero jeśli zajdzie taka konieczność użyje swojej cennej broni. Zgodnie z zasadą, że nie wrzuca się wszystkich przypraw do zupy, bo to zamiast jej pomóc, zaszkodzi.