Robert Alcazar, były trener Oscara De La Hoi, który stał w narożniku 22-letniego Meksykanina był jednak bardzo zadowolony. – Jaime jest dziś typowym puncherem fighterem, a ja chcę by w przyszłości był puncherem boxerem – mówił przed tym pojedynkiem meksykański szkoleniowiec.
 
Alcazar wie doskonale, że Munguia jest wielkim talentem i za rok, dwa może toczyć historyczne boje w wadze średniej z Saulem Alvarezem, ale musi do tego czasu poprawić kilka elementów.
 
Kluczem do wielkości w jego przypadku jest lewy prosty i kontrola dystansu. Najważniejsze, że ma talent do pracy. Nigdy nie miałem do czynienia z kimś, kto tak ciężko pracuje jak on – twierdzi człowiek, który doprowadził do wielkich sukcesów Oscara De La Hoyę, dziś jednego z promotorów Mungui.
 
Starcie z 29-letnim, niepokonanym Japończykiem Inoue wydawało się formalnością. Munguia był faworytem w stosunku 90:1 i jedyne pytanie jakie padało przed pierwszym gongiem dotyczyło jedynie czasu trwania tej walki. Większość ekspertów stawiała na szybki nokaut mistrza świata.
 
Ale Robert Alcazar miał widać inny plan, bo Munguia wcale do szybkiego nokautu nie dążył. Boksował z kontry, a tym który narzucił presję od pierwszego gongu był twardy jak skała Japończyk, który bez zmrużenia oka przyjmował potężne bomby Meksykanina.
 
Wydawało się, że w pewnym momencie się jednak ugnie, szczególnie po ciosach na korpus, których przyjął bez liku. Ale okazał się twardszy niż sądzono, co podkreślał po walce Munguia.
 
Werdykt oczywiście mógł być tylko jeden. Wysoka wygrana mistrza, sędziowie punktowali: 2x 120:108 i 119:109, ale postawa Japończyka zasługuje na uznanie. Zaprezentował się lepiej niż oczekiwano.
 
A co dalej z Munguią? On twierdzi, że może walczyć z każdym, ale to nie on będzie decydował o swoich losach. Plan jest prosty, prawdopodobnie kolejny raz zobaczymy go 4 maja w Las Vegas na gali Saula Alvareza. Tego dnia „Canelo” zmierzy się z Danielem Jacobsem w T-Mobile Arena. Na razie Munguia będzie walczył w wadze junior średniej, ale w niedalekiej przyszłości przejdzie do kategorii średniej, by za rok lub dwa doprowadzić do jego walki z Alvarezem. Meksykańsko–meksykańskie wojny zawsze cieszyły się wielkim zainteresowaniem, nie inaczej będzie jeśli kiedyś dojdzie do takiego pojedynku. Ale na takie wydarzenie musimy trochę poczekać. Dziś Alvarez ma inne cele, a Munguia pod okiem Alcazara potrzebuje czasu. Jak długo, tego jeszcze nie wiemy...