25-letnia Hiszpanka, złota medalistka olimpijska z Rio de Janeiro prowadziła w pierwszym secie 9:2 i w tym momencie skręciła kolano. Mistrzyni zalała się łzami, ale mimo kontuzji próbowała wrócić do gry. Niestety ból był silniejszy, przy stanie 10:4 Marin się poddała, nie była w stanie z nim wygrać.

 

Tym samym pierwsze po dwóch latach zwycięstwo w turnieju World Tour odniosła trzy lata starsza Hinduska Nehwal, brązowa medalistka igrzysk w Londynie (2012).  Saina Nehwal przypomniała swoje perypetie zdrowotne, ona też kiedyś płakała tak jak Marin. I przyczyną też była kontuzja kolana odniesiona podczas igrzysk w Rio de Janeiro (2016).

 

W Jakarcie z powodów zdrowotnych karierę postanowiła zakończyć Indonezyjka Liliyana Natsir, czterokrotna mistrzyni świata, złota i srebrna medalistka olimpijska w mikście. I niewiele zabrakło, by pożegnanie wielkiej gwiazdy było równie wspaniałe jak jej wielkie sukcesy. W finale, Natsir grająca w parze z Tontowi Ahmadem, zmierzyła się chińskimi mistrzami świata, Zhengiem Siwei i Huang Yaqiong. Młodzi Chińczycy byli prawdziwymi dominatorami minionego sezonu, a w finale ubiegłorocznego Indonesia Masters wygrali z Natsir i Ahmadem w dwóch setach, nie dając Indonezyjczykom żadnych szans. Tym razem jednak ich pojedynek miał zupełnie inny przebieg. Liliyana z Tontowim w dramatycznych okolicznościach wygrali pierwszego seta, by drugiego przegrać na własne życzenie. Prowadzili 18:14, chwilę później Ahmad miał idealną okazję, by powiększyć przewagę na 19:14. I tylko on wie dlaczego tego nie zrobił. Po kilku minutach ze zwycięstwa w tej partii cieszyli się już Chińczycy, którzy w trzecim secie poszli za ciosem i wygrali cały turniej. Szkoda, bo Liliyanie Natsir należał się ten tytuł.

 

Jedni płaczą i się smucą, inni cieszą ze zwycięstw. Taki jest sport, brutalny i piękny zarazem. W Jakarcie, gdy Carolina Marin przeżywała swój dramat, życiowy sukces odniósł 21 letni Duńczyk Anders Antonsen wygrywając w finale z wielkim faworytem, mistrzem świata Kento Momotą. Japończyk wcześniej zmiótł z kortu trzech Duńczyków, w tym najbardziej utytułowanego z nich, Viktora Axelsena, którego zmiażdżył w drugim secie półfinałowego meczu. A młodemu Antonsenowi, który cztery lata temu w Polsce, w Lubinie, wygrał mistrzostwa Europy juniorów, nie dał racy. Bywa i tak, tylko jak wytłumaczyć to Japończykom, gdy ich mistrz i nr 1 światowego rankingu przegrywa kolejny turnieju w 2019 roku.