Marian Vajda wygrał dwa turnieje w profesjonalnej karierze. Słowak znakomicie czuł się na korcie ziemnym. W 1987 roku nie było mocnych na Mariana w Pradze. Rok później dorzucił triumf w Genewie. Vajda nie był wybitnym tenisistą, lecz potrafi słuchać i odkrywać nowe arterie. Wyszperał Igora Cetojevicia – serbskiego eksperta od magnetoterapii. Igor to ceniony ekspert w medycynie kwantowej. Udowodnił, że nasza energia wewnętrzna zmienia się jedynie pod wpływem naszej świadomości.

 

Gdy w styczniu 2010 roku Nole Djoković przegrał w ćwierćfinale Australian Open z Jo-Wilfriedem Tsongą, postanowił ulec sugestiom Vajdy. Prowadził 2-1 w setach z Francuzem, a mimo to przegrał pojedynek. Nole momentami czuł się jakby zasypiał na korcie. Cetojević wykonał proste ćwiczenie.

 

Kazał położyć się Djokoviciowi na wygodnej kanapie i unieść prawą rekę. W lewej na polecenie Igora, Nole dźwigał kromkę chleba. Gdy Nole skonsumował pajdę chlebka, jego prawa ręka zaczynała z wolna osuwać się… Nole zasnął. Cetojević zaczął drążyć temat. Dostrzegł, że w dzieciństwie, młody Novak spożywał sporo pasty, naleśników, makaronów i chleba. Jego organizm przyjął zbyt wiele penne i innych cudeniek, więc Cetojević uznał, że jedynym sensownym ratunkiem dla Novaka jest dieta bezglutenowa.

 

Nole z rezerwą potraktował diagnozę Cetojevicia, ale Marian Vajda, nazywany przez Serba „drugim ojcem” tudzież „tenisowym tatą”, nalegał, aby spróbować. Novak zagrał koncertowo w 2011 roku, wygrał 10 turniejów (w tym Aussie Open, Wimbledon oraz US Open) i uwierzył w metody pracy Igora Cetojevicia.

 

Igor nigdy nie był obłąkańczo zakochany w tenisie, ale z biegiem czasu nakłonił Novaka do sesji stąpania na boso po trawie. Przez dwie godziny dziennie Nole spacerował niczym baletnica po źdźbłach trawy i wypluwał z siebie złą energię. Igor był zachwycony. Eksperymentował spoglądając na pląsającego po trawie Novaka.

 

Serb, który nauczył się od Jeleny Gencić, że warto czasami sięgnąć po muzykę klasyczną, zrozumiał na czym polega piękno przechodzenia ze stanu ciekłego w stały. Teraz po cichu marzy o tym, aby ścigać rekord tytułów wyśrubowany przez szwajcarskiego maestro Rogera Federera. Dwadzieścia? Czemu nie?

 

Proroctwa Kliżana

 

W trakcie turnieju w Barcelonie w 2018 roku Martin Kliżan zagadnął Mariana Vajdę. „Marian, nie obraź się. Jesteśmy przyjaciółmi od lat, ale tu, na katalońskiej ziemi, zleję twojego podopiecznego Novaka Djokovicia”. Jak obiecał, tak uczynił. Kliżan grał jak w transie i pokonał w trzech setach Djokovicia.

 

Kliżan to pozytywny szaleniec. W Melbourne Park wręcz korciło go, aby znów otworzyć ogień z kolubryny i nękać przyjaciela z Povazskiej Bystricy, ale ugryzł się w język… Leworęczny „Kliżko” mógł zderzyć się z serbską lokomotywą, ale na korcie nr 7 poległ gładko w pierwszej rundzie z Jo-Wilfriedem Tsongą. Zakładając, że Kliżan pokonałby Francuza, w drugiej rundzie singla panów doszłoby do konfrontacji Martina z Nole. Nic z tych rzeczy.

 

Martin opuszczał Melbourne jak niepyszny, gdyż odpadł również w pierwszej rundzie turnieju deblistów grając w parze z Marcinem Matkowskim. Przed laty fenomenalny intelektualista „Fryta”, czyli Mariusz Fyrstenberg w dowodzie osobistym, sprzymierzył się podczas Aussie Open z Kliżanem, ale polsko-słowacki debel nie podbił świata…

 

Rod Laver

                    (Rod Laver zdj. PAP)

 

Rod Laver, legendarny leworęczny czarodziej z Rockhampton, który w 1962 roku wręczał sztućce mistrzowi Australii na żużlu – „Kowbojowi” Billy’emu Sharpowi (drugi był… Nowozelandczyk Ivan Gerald Mauger), twierdzi, że Djoković ma amunicję, aby zdobyć kalendarzowego Wielkiego Szlema. Wydaje się, że uczestniczymy w baśni (Nole podczas Aussie Open wyznał, że Melbourne Park zamieniło się w Big Brothera). Przed laty znawcy tematu stwierdziliby, że wyczyn Donalda Budge’a i Roda Lavera skopiuje boski Roger Federer. Nic z tych rzeczy.

 

Serb, który wydawał się być za plecami dwójki hegemonów: Federera i Nadala – naciera z machiną oblężniczą i próżno szukać żołnierza, który przeciwstawiłby się Novakowi. Chwile słabości Serba mógł wykorzystać kamrat Serba trenujący z nim od czasu do czasu w Monte Carlo – Danił Miedwiediew, ale… Pomimo fascynujących wymian, który przypominały morską bitwę pod Cuszimą w 1905 roku, Serb przetrwał bombardowanie.

 

W rzeczy samej Rosjanin Miedwiediew był najbliższy pokonania Djokovicia podczas AO’2019. Szkopuł w tym, że Nole potrafi wygramolić się z dołka, nawet choćby przewracał się o własne nogi, choćby narzekał na bóle pleców i marudził, że o zbyt późnej porze rozpoczyna grę na korcie centralnym. Danił mógł pokusić się o zwycięstwo, a stara tenisowa prawda głosi, że jeśli nie wykorzystasz chwili słabości Nole, wówczas on, wojownik co się zowie, powróci odmieniony.

 

Dobrze o tym wie Martin Kliżan, dlatego w Barcelonie użył wszelakich technik, aby jeden jedyny raz w karierze znaleźć receptę na Serba…

 

Pobity rekord Emersona

 

Roy Emerson w młodości doił krowy na farmie w stanie Queensland. Dzięki tej odkrywczej metodzie, imponował diabelnie silnymi nadgarstkami. Dziś Emerson to stateczny pan, który raczy się doskonałym, australijskim winem podczas uroczystego lunchu dla tenisowych legend w hotelu Hyatt.

 

Tenże Roy Emerson, sześciokrotny zwycięzca Australian Open w grze pojedynczej, wyznał Djokoviciowi, że „jest wkurzony, że jego rekord został poprawiony przez Serba”. Cóż, Nole odrabia zadania domowe. Co prawda przegrał w półfinale w Doha z Roberto Bautistą Agutem (chylę czoła przed Hiszpanem, który po śmierci mamy w maju 2018 roku i wobec choroby taty walczy jak lew), ale w Melbourne sięgał po dostępne podręczniki, aby zdawać celująco klasówki.

 

Przed meczem półfinałowym z Lucasem Pouille, Nole podpytywał Aleksieja Popyrina o niuanse w grze Francuza. Popyrin sprawił, że kort noszący imię wielkiej mistrzyni Margaret Court zamienił się w wulkan. Popyrin przegrywał 0-2 w setach i 0-4 w tiebreaku trzeciej partii, a mimo to doprowadził do stanu 2-2 w setach. Niewiele zabrakło, aby młody kangur o rosyjskich korzeniach, wyeliminował Lucasa. Pouille to jednak dojrzały tenisista, wzmocniony wstawiennictwem Amelie Mouresmo.

 

Australijscy reporterzy zagadnęli Francuza czy nie boi się pracować z Amelie. Podawali przykład Andy’ego Murraya, który słyszał delikatnie obelżywe komentarze, że zatrudniając Francuzkę, będzie musiał również kupić psa na eleganckiej smyczy. Murray, dwukrotny mistrz olimpijski w singlu, przetarł szlak. Pouille chwali sobie możliwość współpracy z Amelie, która w 2006 roku wysłuchała gwizdów pod adresem Belgijki Justine Henin.

 

Wówczas Henin skreczowała w finale singla pań przy stanie 1-6, 0-2 tłumacząc się dolegliwościami gastrycznymi. Ludzie zapłacili słono za bilety i obejrzeli seta z kawałkiem. To zupełnie tak jakby kupić wejściówkę do Sydney Opera House na „Madame Butterfly”, a po 50 minutach, diva oznajmiła, że boli ją gardło. I niechaj wiara posłucha sobie w zamian ptaszków w ogrodzie botanicznym...

 

Pouille został rozpracowany bezbłędnie przez sztab Nole. Djoković i Vajda przestudiowali uważnie mecz Popyrina z Pouille. Serb awansował do finału, w którym zmiażdżył wielkiego mistrza z Manacor – Rafę Nadala. Osiągnął coś, co wydawało się niemożliwe: wygrał siedmiokrotnie Aussie Open.

 

Nole zmagał się z krytyką ze strony kolegów po fachu. Grigor Dimitrow stwierdził, że aktualny szeryf ATP, Brytyjczyk Chris Kermode, były tenisista, a później dyrektor turnieju na kortach Queen’s Clubu, to dobry zarządca. Męskie rozgrywki przyciągają rzesze sponsorów, portfele tenisistów stają się pękate, więc dlaczegoż zmieniać władcę? Bułgarowi wtórował Carlos Moya.

 

Rafa pytał dlaczego nikt nie konsultował z nim szczegółów głosowania na temat ewentualnego odwołania Chrisa ze stanowiska prezydenta ATP. Novak wypalił, że jest zmęczony gierkami politycznymi, bo dla niego priorytetem jest dobry występ w Melbourne, a wszelkie utyskiwania odciągają jego uwagę od meritum.

 

Odwieczna walka z własnym ego. Nole, jak każdy z nas, usiłuje wychwycić właściwe proporcje. Pragnie być dobrym ojcem i mężem. Chce, aby jego syn Stefan, który 21 października ukończy 5 lat, jak najrzadziej oglądał telewizję. Na trzy kwadranse przed meczem z Pouille, Nole rozmawiał telefonicznie z synem. Stefan był średnio zainteresowany meczem. Odparł ojcu, że teraz gra rolę pająka w teatralnym przedstawieniu dla przedszkolaków. Gdy tylko zmieni szaty, przeistoczy się w rybę pływającą w akwarium. Cudowne chwile, ale z drugiej strony logicznie rozumujący człowiek spoglądający z trybun Rod Laver Arena na Novaka, zastanawia się: jak u licha możesz wychowywać dziecko, skoro całymi tygodniami nie ma cię w domu? Podróż z Doha do Melbourne, wyczerpujące treningi, wywiady, negocjacje z ATP, rozmowy z Dylanem Alcottem – królem w grze na wózku inwalidzkim, dieta, joga – gdzie tu przestrzeń dla rodziny? Cóż, taka praca, a bez niej nie ma kołaczy. Nole twierdzi, że od lat podróżuje do Melbourne bez żony i dzieci, bo chce się lepiej wysypiać. Super, tylko jak z półkuli południowej troszczyć się o to, aby Stefan rzadko oglądał bajki w telewizji. Trochę mało realne…

 

Nole słusznie zauważył, że ubiegłoroczny półfinał Wimbledonu rozgrywany na raty (z uwagi na ciszę nocną i maratoński pojedynek Isnera z Andersonem), wydźwignął go z zapaści. Novak zawsze pokładał ogromną wiarę w swoje możliwości. Potrafi być dyktatorem nie tylko na korcie, gdy posyła śmiertelnie groźne winnery.

 

Gdy serbscy dziennikarze z Saszą Ozmo na czele otaczają go gęstym wianuszkiem, a pan z ATP po 10 minutach oznajmia koniec wywiadu, Nole stanowczo protestuje. Mówi: zrelaksuj się gościu, rozmowa będzie trwać. Serb potrafi być ostry niczym brzytwa. Ponadto, Novaka niesie na szczyty to, co przez lata było napędem dla Sereny Williams. Serena chciała napisać kolejny rozdział złotą czcionką i dopięła swego. Inspirowała ją Althea Gibson, czarnoskóra mistrzyni, która była w stanie skutecznie rywalizować z białymi tenisistkami. Williams wciąż jest zafascynowana Altheą, ale oprócz ogromnych aspiracji, czerpie energię z rasizmu.

 

Nikt oficjalnie nie powie, że czarnoskórzy sportowcy są gorzej traktowani, ale Serena doskonale wie ile sił kosztowało ją przecieranie szlaków. Przerwała karmienie piersią, aby móc przyjąć katorżnicze obciążenia treningowe, bo wciąż chce wygrywać i marzy o wyrównaniu rekordu należącego do Margaret Court. 64 tytułów wielkoszlemowych w mikście, deblu i singlu Amerykanka nie poprawi, ale 24 skalpy w singlu wciąż ją frapują. Serena w głębi duszy napędza się wiedząc, że wierność korzeniom i pamięć o tym skąd się wywodzi plus władcza postawa białych, są najlepszą motywacją, aby dalej grać w tenisa na najwyższym poziomie.

 

                   (Roy Emerson z l. oraz Rod Laver zdj. PAP)                   

 

Nole też oficjalnie nie powie, że świat kultury amerykańskiej i zachodnio europejskiej nie przepada za nim. Serb to przebiegły gracz. Wie, że czasami musi założyć maskę, zagrać jak Al Pacino, podeprzeć się żartem. Novak czyta między wierszami. Prasa zagraniczna rodem z Anglii, USA i Francji daje mu narzędzie, które on sprytnie wykorzystuje.

 

Dla Nole nie ma lepszego źródła motywacji aniżeli artykuł mówiący o tym, że Federer to artysta i najwybitniejszy tenisista w historii. Serb lubi gwizdać na innych i udowodnić, że wygłaskany świat zachodniej Europy zatracił jedną cechę: determinację. Gdyby Novaka zaczęto głaskać, a nie dawać mu odczuć, że pochodzi z biednej Serbii, na którą spadały rozmaite kataklizmy, byłby łagodniejszy, a być może mniej wnikliwy i nie tak czujny.

 

Djoković to mistrz defensywy, zgrabny taktyk, ale więcej osiągnie się prawiąc mu komplementy niż pokazując na mapie skąd pochodzi. Walka o Troickiego, bitwa o lepsze apanaże dla tenisistów pałętających się w challengerach – Novak to lubi. Kocha rywalizację. Nauczył się być zręcznym dyplomatą.

 

Serb odbijał w Melbourne Park piłeczki z wrocławianinem Hubertem Hurkaczem. „Hubi” grał przed czterema laty w finale juniorskiego debla AO ze Słowakiem Alexem Molcanem. Hubert nie bał się zadzwonić do Mariana Vajdy. Trener Djokovicia przytaknął i najlepszy polski singlista mógł na własne oczy przekonać się w czym tkwi siła Serba.

 

„Nie odbijam piłek gorzej niż Serb. On czyni to jednak regularnie. Nie ma punktów za darmo u Serba” – wyznał Hurkacz, który po zaciętym boju przegrał z mistrzem bekhendowego slajsa – Ivo Karloviciem. Hubi sporo nauczył się podczas treningowego pykania z Djokoviciem. Jak to ładnie ujął przed laty przyjaciel Hurkacza – Michał „Ołówek” Przysiężny – „Novak trochę gra”.

 

Droga do sukcesów wiedzie przez gigantyczną pracę i ogrom poświęceń. Kamil Majchrzak, który przepięknie walczył przez dwa sety z samurajem Nishikorim, nieprędko chciał opuścić Melbourne. W deszczowy poranek 18 stycznia Kamil spacerował sobie z zafoliowanym termobagiem przez centrum Melbourne. Wolał trenować na kortach niż rozmawiać z przyrodą w Burnie. Tasmania, tudzież Ziemia Van Diemena, to raj dla miłośników przyrody, ale Kamil nie ma czasu na podziwianie zatok i górskich przełęczy. Trenował w Melbourne Park zanim wyruszył na challenger na Tasmanii.

 

Wie, że grał pięknie z finalistą US Open’2014, ale zawrotne tempo i powietrze, które ani drgnęło, nadwątliło jego siły. „Powietrze stało. Poczułem się jakbym grał w studni. Powinienem zamknąć drugiego seta przy stanie 5-4 i swoim serwisie, a nie marnować energię na tiebreaka. Uczę się całe życie” – rzekł ambitny chłopak z Piotrkowa Trybunalskiego. Nole też w takiej studni przebywał, ale diabelnie tęsknił za wolną przestrzenią i dziś może szusować przez Wielkie Szlemy niczym mama Dijana (z domu Żagar) i obmyślać drogę na kolejne wierzchołki…

 

Basket Case

 

To ulubiony numer Sereny Williams. Punk rock mieszka w duszy zapracowanej mamy. Kapela Green Day i flagowy przebój „Basket Case”… Basket albo jak rzekliby w swoim ojczystym narzeczu Serbowie – koszarka – to fascynująca dyscyplina sportu. Nie dziwota, że zakochana po same uszy w koszykówce Belgijka Kim Clijsters, mistrzyni singla Aussie Open’2011 – w te pędy ruszyła na trybuny Melbourne Arena. W środę 23 stycznia, gdy Nole, wielki fan basketu – rozprawiał się z Nishikorim na Rod Laver Arena – Kim Clijsters (mężem jest Brian Lynch, były zawodowy koszykarz) oglądała z wypiekami na ustach mecz ligowy National Basketball League.

 

Tydzień wcześniej zamiast parkietu, na tymże obiekcie – niegdyś noszącym nazwę Vodafone Arena, a później Hisense Arena – grasował Nick Kyrgios z Milosem Raoniciem. Na szczęście, w drugim tygodniu Wielkiego Szlema, gdy meczów ubywa, organizatorzy wpadli na genialny pomysł, aby zaprosić do Melbourne Park fanów męskiej koszykówki. Starannie dobrana muzyka, zgrabna nuta, wspaniała atmosfera i ciekawy mecz pomiędzy Melbourne United a Illawarra Hawks. Miejscowi wygrali (w Australii obowiązuje europejski format: 4 x 10 minut), a prym wiódł były koszykarz NBA: Casper Ware. „Inspiruje mnie postać Sereny Williams.

 

Do 2017 roku tenis mnie nie jarał, ale to co zobaczyłem przed rokiem w wykonaniu Simony Halep i Caroline Wozniacki było impulsem. W tym roku nie przegapiłem okazji i wraz z moim kolegą Joshem Boone, wybrałem się na mecz Sereny z Simoną. Serena Williams to nadprzyrodzone zjawisko. Czerpię z niej pełnymi garściami. Wyjątkowa mistrzyni” – rzekł oniemiały Casper Ware, gwiazda koszykarzy Melbourne United.

 

Casper kapitalnie rozgrywa akcje, nie boi się sięgnąć po kombinację pick & roll, znakomicie penetruje w trumnie, bawi tłumy, ale po grobową deskę będzie fanem amerykańskiej mistrzyni. Eksperyment z basketem był nad wyraz udany. Faza play-off rozpocznie się w połowie lutego, a ci, którzy wybrali się na mecz: Djoković – Nishikori mają czego żałować.

 

Warto było zdecydować się na inny wariant: męska koszykówka na Melbourne Arena, a następnie wędrówka na RLA na półfinał debla pań. Samantha Stosur w olśniewającej formie u boku Chinki Shuai Zhang pokonały po dreszczowcu czeską parę: Bara Strycova / Marketa Vondrousova. Tak jak Casper Ware dziurawił kosz, tak Stosur znakomicie sprzątała przy sieci. Do pełni szczęścia brakuje jej korony deblowej z Wimbledonu…

 

Koszykówka to nie był jedyny udany eksperyment dyrektora AO – Craiga Tiley. Nawiązano współpracę z australijskim instytutem filmowym. Kto nie mógł już patrzeć na pasjonujące loby Brazylijczyka Bruno Fragi Soaresa i ziewał przy passing shotach Stefanosa Tsitsipasa, miał opcję, aby wygodnie zasiąść na leżaku i podziwiać filmy dokumentalne o gwiazdach sportu. Film o trzykrotnym mistrzu świata w F1 – genialnym Ayrtonie Sennie oraz dokument poświęcony Wayne’owi Gardnerowi – pierwszemu australijskiemu motocykliście, który w 1987 roku sięgnął po mistrzostwo świata – to pozycje, który wyrywały z letargu największych fanów tenisa. Brawa za znamienity pomysł i zręczne połączenie sztuki filmowej ze sportem.

 

Kto chciał przeistoczyć się na chwil kilka w Jana – Ove Waldnera, mógł spróbować sił w tenisie stołowym. Stoły do ping ponga w otoczeniu liści eukaliptusa… Bajka. Co prawda chińscy turyści rozbijali konkurencję w pył, ale chodziło przecież o dobry humor i świetną zabawę.

 

Po rozmasowaniu mózgownicy filmem dokumentalnym i ping pongiem nadciągał masaż wśród kosmetyków. Zjeżdżalnia, kąpiel w kulkach, skoki na trampolinie w ogrodzie Garnier – totalny odlot. Istotne, aby zsuwając się po zjeżdżalni nie mieć we krwi Aperol Spritz serwowanego w Melbourne Park w cenie 14 i pół dolara, bo wtedy do głowy przychodzą dziwaczne myśli…

 

Lleyton wyrusza na wojnę

 

Brytyjscy reporterzy sugerują, że kielich Aperol Spritz pewnikiem wylądował w dłoni Daniela Evansa – tenisowego rozbójnika z Birmingham. Evans sprawił, że tłumy pojawiły się na konferencji z udziałem leworęcznego Jamiego Murraya. Evans nie przebierał w słowach i nazwał deblistów leniuchami, którzy nie zasługują na wsparcie brytyjskiej federacji. Jamie, który z Bruno Soaresem wygrał Australian Open’2016 oraz US Open’2016, pracuje jak mrówka.

 

Z Martiną Hingis, która w marcu spodziewa się dziecka (brawo, koniec z włóczęgostwem po męskich podbródkach!) Jamie wygrał miksta na kortach Wimbledonu’2017 i Flushing Meadows (US Open’2017). Jamie to przemiły facet (Łukasz Kubot twierdzi, że starszy brat Andy’ego to dusza człowiek). Odparł, że wielu singlistów mogłoby mu pozazdrościć majątku jaki zbił na znakomitej grze w debla. „Pot wciąż widnieje na moim naskórku. Nie pamiętam dnia, w którym mógłbym zrobić sobie labę. Nie zaprzestanę treningów, bo kocham tenis i chcę zdobyć kolejne tytuły” – rzekł Jamie, który grając z Soaresem w ćwierćfinale nie sprostał parze Henri Kontinen / John Peers.

 

Debliści to wspaniały zakątek, można rzec Wine Glass Bay tenisa. Najładniejszy fragment Tasmanii. Historia dzieciństwa Bruno Soaresa, który uczył się grać w tenisa w Bagdadzie, a potem drżał o tatę, który cudem uciekł z Iraku tuż przed wybuchem wojny w zatoce. Od budowy dróg po wielkoszlemowe tytuły. Robert Lindstedt, który jednego dnia gra niczym muzycy legendarnej formacji ABBA, a następnego dnia przegrywa z własną babcią. Raven Klaasen, który otwarcie przyznaje, że nawet jeżeli nie zdobędzie Wielkiego Szlema, to i tak jest szczęśliwy, bo jego syn Carter ma 13 miesięcy i rośnie jak na drożdżach… Inna filozofia. Annabel Croft, juniorska mistrzyni Wimbledonu’1984, mawia, że z deblistami uroczo się rozmawia, bo grają krócej od singlistów i mają więcej czasu na lekturę książek…

 

                    (Lleyton Hewitt zdj. PAP) 

 

Lleyton Hewitt zaczynał kolekcjonowanie Szlemów od deblowej korony na US Open z Maxem Mirnym. Bestia i Rusty wygrali finał debla w Nowym Jorku w 2000 roku. Lleyton ma inne zmartwienia niż książki. Popadł w konflikt z Bernardem Tomiciem. Panowie wymienili ciosy jak rasowi bokserzy. Bernie zarzuca Lleytonowi, że faworyzuje swoich ulubieńców: Alexa De Minaur, Aleksieja Popyrina, Johna Millmana, a pozbywa się z kadry tych, którzy lubują się w nieuczesanych myślach: Berniego i Nicka Kyrgiosa.

 

Rusty odbija piłkę jak przystało na króla kontry mówiąc o tym jak ratował karierę Tomicia, wsiadał na pokład samolotu i obierał kurs na Queensland, aby wyprostować ścieżki w głowie młodego, acz krnąbrnego tenisisty. Tata Berniego pierze brudy mówiąc, że w 2010 roku Hewitt nachodził ich w pokoju hotelowym i groził Tomiciowi, że rozprawi się z nim jeśli nie wyjawi kto w Tennis Australia jest przeciwko Lleytonowi…

 

Ot, problemy bogatych federacji i majętnych ludzi. Tomic i Kyrgios mają trochę racji mówiąc, że Rusty promuje swoich pupili, którzy zachwycają etyką pracy (Millman, De Minaur, Popyrin), choć zapomniał wół jak cielęciem był… Lleyton potrafił pluć na Chelę, wyzywać rywali, nie był aniołkiem, ale o tym zapomniał. Jednak w tej konfrontacji wygranym będzie Hewitt, bo to on rozdaje karty i co więcej, nie musi już sięgać po Berniego i Nicka. „Dopóki będę kapitanem kadry Australii, Tomic w niej nie zagra. Groził mojej rodzinie, wygraża moim najbliższym. Stanowcze nie dla Bernarda” – mówi Lleyton. Ma czwórkę zdolnych i pokornych: De Minaura, Millmana, Popyrina i Peersa. W debla nie musi grać w kadrze…

 

A gdzieś w tle daje się słyszeć głos finalisty Wimbledonu’2003 – krnąbrnego Marka Philippoussisa. „Cóż z tego, że jest pożywka dla mediów i jatka pomiędzy Lleytonem a Bernardem. Umiera Hopman Cup, a Puchar Davisa ledwo stoi na jednej nodze. Wszystko co piękne w tenisie umiera. Dobrze, że jeszcze gra Samantha Stosur, bo przynajmniej mogę popatrzeć na piękny kick serwis i forhend” – mówi człowiek, który przegrał 16 lat temu finał z Rogerem Federerem. Mark poprawia marynarkę, zatrzaskują się złote drzwi. Pssst, okrutnie mało czasu. Wieczorem 29 stycznia wszelkie ślady po Australian Open muszą zniknąć z Melbourne Park. Tennis Australia nie może dłużej stacjonować w świątyni sportu i rozrywki. Właściciel obiektu ma już kolejną imprezę na głowie. Tenis w Down Under zasypia na okrągłe 12 miesięcy…