Zamieszka w nich 20 tysięcy osób. Do 2020 roku mają być oddane trzy linie metra liczące aż 178 kilometrów – opowiada prof. Adriana Łukaszewicz z Akademii Leona Koźmińskiego, która wizytowała organizatora kolejnego mundialu.

 

Przemysław Iwańczyk: Jest Pani świeżo po wizycie w Katarze, czyli w mieście-kraju, które zorganizuje najbliższe mistrzostwa świata w piłce nożnej. Będzie to bezprecedensowe wydarzenie nie tylko ze względu na porę, w jakiej się rozegra, ale także skalę finansów, jakie za tym idą. Impreza odbywa się przy ogólnej niechęci piłkarskich tradycjonalistów.
 
Prof. Adriana Łukaszewicz: Byłam w Katarze ponad tydzień. Miałam możliwość rozmowy z wieloma przedstawicielami władzy katarskiej, uczestniczyć w konferencji. Był to jeden z tematów, który mnie tam zainteresował i na tym się skupiałam, zadawałam pytania, jak moi rozmówcy postrzegają poziom przygotowań, miałam okazję odwiedzić część miejsc, w których mają się odbywać imprezy. Moje pierwsze wrażenie było wielkim, pozytywnym zaskoczeniem. Zwłaszcza kiedy dowiedziałam się, że pierwszy stadion jest już oddany w całości. Budowa całej infrastruktury ma być gotowa już w 2020 roku, czyli na dwa lata przed imprezą będziemy mieli już całe zaplecze.
 
Pamiętamy chociażby igrzyska olimpijskie w Atenach, gdzie do ostatniego dnia malowano trawę na zielono. Przejdźmy jednak do innego tematu. Jak zmieniła się w ciągu roku sytuacja kraju, który nadal pozostaje w izolacji swoich sąsiadów? Jak w tej chwili wygląda sytuacja geopolityczna Kataru właśnie w kontekście mundialu?
 
Zależy jak na to patrzymy. Jeśli chodzi o kwestię przygotowań do imprezy wiadomo, że kryzys był spowodowany przede wszystkim blokadą dostaw towarów. Można powiedzieć, co jest szokujące, że nie ma to na Katar żadnego wpływu. Na pewno państwa sankcjonujące nie spodziewały się tego, że ten kraj tak świetnie sobie poradzi, będzie w stanie zamienić jeden kanał zaopatrzenia na drugi. Tu mówi się o tym, że nie ma żadnych opóźnień. Jeśli chodzi o ujemne strony blokady, jest jedna sprawa, a mianowicie blokada przepływu ludności między krajami. Spodziewano się ogromnego napływu gości z krajów sąsiednich m.in. ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a jest jednak zakaz podróży między tymi państwami. Mamy jeszcze niecałe cztery lata do imprezy, być może sytuacja się unormalizuje i presja kibiców z krajów sąsiednich będzie na tyle duża, by uczestniczyć w imprezie. Spodziewano się ponad miliona osób z tych państw, więc dla Kataru jest to istotny problem. Na dziś z punktu widzenia tej sytuacji problemem jest także blokada transportowa, gdzie nie można latać liniami innymi niż katarskie. Nie można korzystać z usług linii Emirates czy Etihad, aby dolecieć do Kataru trzeba ominąć kraje arabskie, co wydłuża loty i ogranicza liczbę połączeń. To jest ten aspekt, gdzie widzimy problemy na dziś i być może to się wyjaśni, bo mamy jeszcze sporo czasu.
 
Wracając do aktualnych stosunków międzynarodowych Kataru nasuwa się pytanie, czy kibice z Europy mogą odczuwać jakikolwiek dyskomfort i zagrożenie bezpieczeństwa podczas imprezy?
 
Dziś, kiedy jest szczyt konfliktu w Katarze, nie czuję żadnego zagrożenia. Jest to wyzwanie dla Kataru jak przeorganizować swoje struktury wobec tej sytuacji, ale miejmy świadomość, że cały świat się destabilizuje. Nie dotyczy to tylko tego regionu, ale wszędzie na świecie mamy wytrącenie ze stanu błogiej stabilizacji. Czy to mowa o Katarze, czy innym państwie nie jesteśmy w stanie powiedzieć co się wydarzy za cztery lata.
 
Jak wygląda kontekst tego konfliktu? Kiedy to się zaczęło i co jest przyczyną tej sytuacji?
 
Problem jest wielopłaszczyznowy. Mówiąc w skrócie konflikt zaczął się w czerwcu 2017 roku, więc mamy już za sobą półtora roku konfliktu międzysąsiedzkiego. Konflikt narodził się przede wszystkim między Katarem, a Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi z dodatkiem Egiptu i Bahrajnu, które odgrywają mniejszą rolę w tym konflikcie. Kluczowe są dwa państwa sąsiedzkie, które wspólnie z Katarem, Jemenem, Omanem, Bahrajnem i Kuwejtem tworzą regionalne ugrupowanie integracyjne. Oficjalnie Katar został oskarżony przez państwa tzw. kwartetu, które wcześniej wspomniałam, o wspieranie terroryzmu, podburzanie ugrupowań opozycyjnych w stosunku do legalnych władz w krajach sąsiedzkich, współpracę z Iranem. Jeśli chodzi o te zarzuty, większość z nich jest oddalona - Katar odwoływał się do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego i te argumenty się nie potwierdziły, a śmiało można je odwrócić w drugą stronę, bo kraj taki jak Arabia Saudyjska, który w przeszłości był wylęgarnią terroryzmu, oskarża drugie państwo o to samo. W konsekwencji strona nakładająca sankcje domagała się wykonania trzynastopunktowego dokumentu, który wymagał od Kataru głębokich zmian i był to rodzaj traktatu, na który Katarczycy nie mogli się zgodzić. Od początku było wiadomo, że nie ma mowy o wprowadzeniu tych zmian w odpowiedzi na co nałożono blokady polityczne, społeczne i ekonomiczne czyli zastosowano najszerszy rodzaj sankcji. Nie przyniosły one żadnego skutku, a wręcz przeciwnie, Katar przeprofilował swoją politykę ekonomiczną i międzynarodową gwarantując sobie bezpieczeństwo poprzez różne sojusze oraz jednocześnie bezpieczeństwo ekonomiczne reorganizując kanały zaopatrzenia. Także w kontekście mistrzostw świata była to szybka reakcja na to, jak zmienić szybko państwo także mając na uwadze tą imprezę.
 
Ciąg dalszy na stronie 2.