Piękni i młodzi: Adam Chrzanowski

Piłka nożna
Piękni i młodzi: Adam Chrzanowski
fot. Adam Chrzanowski

Zaczynał jako środkowy napastnik, dziś gra na środku obrony. Grał już na Mario Mandżukicia w meczu z Juventusem, dziś szykuje się do pierwszoligowej wiosny z Wigramy Suwałki. Ale wypożyczony tam z Lechii Gdańsk Adama Chrzanowski zamierza wrócić do większej piłki. Potencjał na pewno ma. Przed nami kolejny odcinek cyklu „Piękni i Młodzi”.

Bożydar Iwanow: Nie „zamroziło” cię na „zimowym biegunie pierwszoligowej piłki”?

 

Adam Chrzanowski: (śmiech) Pierwsze dni były mega mroźne, do minus 13 nawet. Ale już się ociepliło. Przyzwyczaiłem się i daję radę.

 

Jak to się stało, że młody napastnik KS Raszyn przeobraził się w środkowego obrońcę?

 

Tak naprawdę to w kadrze województwa przekwalifikowano mnie na tę pozycję. Ale pamiętam też, że przychodząc już do Znicza Pruszków, powiedziałem, że wolałbym grać na środku pomocy niż w defensywie. Jednak z czasem przestawiłem się. Trenerzy Sebastian Rybak i później Dariusz Banasik mnie przekonali. I tak zostało do dziś.

 

W Raszynie strzelałeś mnóstwo goli.

 

Jako dzieciak w jednym sezonie zdobyłem ich 65. Moje warunki fizyczne zadecydowały, że oceniono iż bardziej przydam się gdzieś indziej. Wiadomo, że na początku nie było łatwo, ale z czasem się tej nowej roli nauczyłem. Nowe zadania, inne założenia taktyczne. Polubiłem je. I dziś zamiast założyć komuś „dziurkę” wolę go „przykasować” (śmiech).

 

Twój najlepszy dotychczas występ to towarzyskie spotkanie Lechii z Juventusem Turyn?

 

To z pewnością jeden z moich najważniejszych meczów, jeden z najlepszych momentów w krótkiej karierze. Wielkie przeżycie. Jeszcze dwa miesiące wcześniej grywałem głównie w czwartej lidze w Lechii albo co najwyżej drugiej w Zniczu.

 

Tym bardziej, że zaprezentowałeś się bardzo dobrze. Pamiętasz jeszcze na kogo grałeś?

 

Tak. Reprezentanta Włoch Zazę, przez jakiś czas na Mario Mandżukicia. Na pewno byłem bardzo zestresowany, wiedziałem z jak klasowymi graczami przyszło mi się zmierzyć. Starałem się dać „maksa”, wiedziałem, że od tego zależała moja pozycja, czy się sprawdzę. To była dobra lekcja. Zobaczyłem jak grają oni w piłkę, jak budują akcję od tyłu, jak nie panikują. Imponujące.

 

Przez jakiś czas byłeś w pierwszym zespole Lechii i sporo się o tobie mówiło. Potem jednak rolę tego dającego nadzieję młodzieżowca Lechii przejął Tomasz Makowski. Co się stało?

 

Faktycznie, w tamtym sezonie było dobrze. A potem? Na pewno zadecydowała o tym olbrzymia konkurencja. Latem każdy zaczynał z czystą kartą, a para Michał Nalepa-Błażej Augustyn przez całą rundę prezentowała bardzo wysoką formę. To czołowi zawodnicy w tej lidze i także ich postawa jesienią dała nam pierwsze miejsce w tabeli. Ja swej szansy do końca nie wykorzystałem. Dlatego jestem w Wigrach. Czas zagrać całą rundę i wrócić do Gdańska jako piłkarz lepszy.

 

Jesteś łakomym kąskiem bo grasz na środku obrony i jesteś lewonożny?

 

Z tego powodu mogę też zagrać na lewej obronie… Z tego co pamiętam, zawsze kopałem lewą nogą. Prawa służyła mi głównie do wsiadania do tramwaju, a nie do operowania piłką (śmiech).

 

Zaliczyłeś epizod w młodzieżowej drużynie Fiorentiny. Dlaczego nie zostałeś we Włoszech?

 

Dostałem ofertę z Florencji. Wypożyczenie z ofertą wykupu. Długo się nie zastanawiałem, decyzję podjąłem w ciągu godziny. Wsiadłem do samolotu z mamą, tata nie mógł, miał wtedy złamaną nogę. Zagrałem tam łącznie 20 spotkań. Doszliśmy do finałów Mistrzostw Włoch U-19, pamiętam, że uczestniczył w nich z Napoli także Igor Łasicki. Doznałem kontuzji, wróciłem. I nie żałuję. Bo udało mi się pokazać w seniorach Ekstraklasie, więc w sumie wyszło mi to na dobre.

 

Jesteś bardzo chwalony za umiejętność rozegrania piłki, dobre, dokładne, dalekie podanie. Czym jeszcze możesz się pochwalić?

 

Wyprowadzenie piłki od tyłu to na pewno mój atut. Ale mam nadzieję, że jest ich więcej. Nie lubię jednak rozmawiać o tych sprawach, to nie do mnie należeć powinna ocena, więc więcej ode mnie nie wyciągniesz (śmiech).

 

A kto był w dzieciństwie twoim wzorem? Przecież byłeś napastnikiem.

 

Cristiano Ronaldo. Ale od pewnego czasu jest to Sergio Ramos. Staram się podglądać, jak zachowuje się na boisku.

 

Czyli też środkowy obrońca. A do tego zdobywający sporo bramek. Ma już ich ponad sto…

 

Tak. Potrafi się odnaleźć w polu karnym rywala. U mnie też zdarza się, że coś „spadnie”, odbije mi się od nogi i wpada (śmiech). Można powiedzieć, że coś nas łączy (śmiech).

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze