W ubiegłym roku Przygoński, czwarty w niedawnym Rajdzie Dakar, zdobył Puchar Świata startując z Tomem Colsoulem. Tym razem belgijski pilot siedzi na prawym fotelu Toyoty prowadzonej przez Holendra Bernharda ten Brinke.
 
Piątkowy, liczacy tylko 102 kilometry etap wygrał triumfator Dakaru Katarczyk Nasser Al-Attiyah (Toyota) przed ten Brinke. Różnice w czołówce są jednak niewielkie. Startujący z numerem pierwszym i przecierający trasę rywalom Przygoński traci do lidera cztery i pół minuty.
 
"Dzisiejszy odcinek jechaliśmy jako pierwsza załoga, więc musieliśmy rysować ślad reszcie zawodników, a to zawsze jest trudne i oznacza pewne straty. Był to nawigacyjny odcinek na kamienistej pustyni. Na trasie było mnóstwo zwierząt – sporo wielbłądów, które musieliśmy wyminąć jako pierwsza załoga. Jechaliśmy pierwszy raz z Timo, było to nowe doświadczenie, ale współpraca układała się bardzo dobrze i jestem zadowolony. Pozostało nam już tylko odrobinę się dotrzeć, żeby perfekcyjnie się rozumieć" - powiedział kierowca Orlen Teamu.