Gdyby podsumować wyniki sobotniego konkursu indywidualnego, to w nieoficjalnej klasyfikacji drużynowej na pierwszym miejscu byliby Niemcy przed Austrią i Japonią. Polska dopiero na czwartym miejscu, przed Szwajcarią i Norwegią. Ale niedzielne zawody mogą być zupełnie inne, choć trzeba przyznać że Niemcy faktycznie są najpoważniejszym kandydatem do złota.

 

Mają w drużynie mistrza i wicemistrza świata (Marcusa Eisenbichlera oraz Karla Geigera) oraz Richarda Freitaga, który w sobotę był dziewiąty. Pytanie jak spisze się ten czwarty. Andreas Wellinger zawiódł, mistrz olimpijski z Pjongczangu nie zakwalifikował się do serii finałowej, podobnie jak nasz Jakub Wolny. W polskim obozie Stefan Horngacher zareagował błyskawicznie, dla Wolnego zabraknie miejsca w niedzielnym konkursie, zastąpi go Stefan Hula, który zgodnie z tym co mu wcześniej przekazał austriacki trener naszych skoczków miał wrócić na skocznię dopiero w Seefeld.

 

Ale to są właśnie skoki, czasami trudno wytłumaczalne. Przecież jeszcze tydzień temu, gdy Polacy nokautowali konkurencję w konkursie drużynowym w Willingen Kuba Wolny był bohaterem, wygrał wtedy nieoficjalną klasyfikację indywidualną. Austria może liczyć na Stefana Krafta, Michaela Hayboecka, Philippa Aschenwalda i zapewne Daniela Hubera. Z całą pewnością stać ich na medal, może nie złoty, ale na podium powinni się znaleźć.

 

Przed MŚ wydawało się, że Polacy są stuprocentowym kandydatem do medalu w konkursie drużynowym i prawdopodobnie będą walczyć o zwycięstwo. Teraz sytuacja się zmieniła, o czym zresztą mówił jeszcze w Willingen Andreas Goldberger, była gwiazda austriackich skoków. „Goldi” ostrzegał, by nie przywiązywać się do wyników z Willingen, bo Bergisel w Innsbrucku to zupełnie inny obiekt, i nie każdemu pasuje.
Na razie wychodzi na to, że nie pasuje Polakom. Tylko Kamil Stoch czuje się tu w miarę dobrze, choć niewątpliwie brakuje mu w tych mistrzostwach błysku. Gdyby skoczył dwa metry dalej w pierwszej serii walczyłby o medal, ostatecznie zajął piąte miejsce, ale w rundzie finałowej był drugi.

 

Konkurs drużynowy zacznie nierówno skaczący Piotr Żyła, po nim zobaczymy Stefana Hulę, przekonanego że się w nim nie znajdzie, następnie Kubackiego i Stocha. Wciąż jest to zespół, którego stać na bardzo wiele, obym się nie mylił.

 

Japończycy też mają ciekawą drużynę z dużym potencjałem, nie skreślałbym Norwegów, którzy mają wprawdzie w tym sezonie sporo problemów, ale ich możliwości sięgają nawet medalu w dzisiejszym konkursie. Przed mistrzostwami myślałem, że może obudzą się Słoweńcy, lecz to mało prawdopodobne, już bardziej Szwajcarzy z rewelacyjnym Killianem Peierem mogą sprawić miłą niespodziankę i dobrze poskakać. Słowem kolejka do podium jest długa.

 

Jednego możemy być pewni, nudy w dzisiejszym, drużynowym konkursie nie będzie. Nie wiemy tylko, czy będzie on szczęśliwy dla Polaków. Mimo wszystko mam nadzieję, że zobaczę ich na podium, choć nie zaskoczy mnie czarny scenariusz, który zakłada brak medalu dla naszych skoczków. Taka wersja, choć niemiła, też jest bowiem możliwa.