Pindera: Wach kontra Bakole, czyli taniec olbrzymów

Sporty walki

Razem mają ponad cztery metry wzrostu i prawie ćwierć tony wagi. Nie są niepokonani, ale chcą wygrywać. Walka Mariusza Wacha (33-4, 17 KO) z Martinem Bakole (11-1, 8 KO) w katowickim „Spodku” to jest dobry pomysł.

Cechą charakterystyczną dla gal, które organizuje Mateusz Borek jest ich nieprzewidywalność, brak zdecydowanych faworytów. 6 kwietnia będzie podobnie. Trudnego rywala ma Robert Parzęczewski, który w wadze superśredniej zmierzy się z byłym mistrzem interim, Rosjaninem Dmitrijem Czudinowem, nie łatwo też wskazać zwycięzcę w starciu Damiana Jonaka (kat. średnia) z Anglikiem Andrew Robinsonem. Śmiem twierdzić, że podobnie jest też w pojedynku Patryka Szymańskiego z Robertem Talarkiem (średnia). Szymański ma ostatnio zły okres, ale jak przypomni sobie co potrafi, to może powstrzymać silnego fizycznie i twardego mentalnie Talarka.
 
A jak będzie w walce Wacha z Bakole? Ktoś powie: przecież Wach przegrał ze Szpilką, bo przespał część pojedynku i teraz spotka go to samo. Nie wiem, być może tak będzie, ale wystarczy przypomnieć jego wygraną w Niemczech, czy to jak bił się z Jarrellem Millerem w Nowym Jorku. Tak naprawdę przegrał wtedy z kontuzją, a „Big Baby”, który w drodze do bokserskiego nieba szybko rozprawił się z Tomaszem Adamkiem, już 1 czerwca zmierzy się z Anthonym Joshuą w Madison Square Garden w walce o trzy mistrzowskie pasy w wadze ciężkiej należące do Anglika.
 
Zarówno Wach (33-4, 17 KO), jak i Bakole (11-1, 8 KO) byli w swoim czasie sparingpartnerami Joshui i radzili sobie całkiem nieźle, oczywiście jeśli można wyciągać jakiekolwiek wnioski po treningowych bojach. Blisko 40-letni Wach jest znacznie starszy od 26-letniego Martina, bardziej doświadczony, ale nie to będzie decydować o sukcesie w katowickim Spodku. Liczyć się będzie aktywność. Obaj nie są demonami szybkości, ale więcej ciosów zadaje jednak Bakole.
 
I nie radziłbym patrzeć na tego pięściarza przez pryzmat jego przegranej z Michaelem Hunterem w październiku minionego roku w Londynie. Amerykanin, były już zawodnik wagi junior ciężkiej po prostu okazał się znacznie szybszy. I wykorzystał to w bolesny dla olbrzyma z Konga sposób, zatrzymując go w dziesiątej rundzie.
 
Dodajmy jeszcze, że Hunter jest naprawdę dobrym pięściarzem, wystarczy raz jeszcze obejrzeć jego walkę z Ołeksandrem Usykiem. Ja pamiętam też jego pojedynek na igrzyskach olimpijskich w Londynie w wadze ciężkiej (91 kg), gdzie małymi punktami, przy remisie 10:10 przegrał z Arturem Beterbijewem.
 
Martin Bakole ma niewielkie doświadczenie wyniesione z ringów olimpijskich. Stoczył zaledwie 17 walk. W zawodowej karierze ma ich na koncie 11, w tym dwie z Polakami. Łukasza Rusiewicza i Kamila Sokołowskiego pokonał na punkty. Wach będzie dla niego trzecim polskim rywalem i z pewnością najtrudniejszym. Dwaj poprzedni mieli warunki fizyczne znacznie gorsze (Rusiewicz lata całe walczył w wadze junior ciężkiej), ale Wach nie musi mieć kompleksów. On też mierzy ponad dwa metry i waży około 120 kg.
 
Bakole twierdzi, że jego atutem jest lewy prosty i ciosy podbródkowe, ale Wach też potrafi używać ciosów prostych. I jak trafi długim prawym (a miejsca będzie miał sporo), to olbrzym z Konga z pewnością taki cios odczuje. Jest tylko jeden warunek: Wach musi zadawać ciosy, nie spać w ringu, a z tym czasami jest problem.
 
Bakole urodził się i mieszkał w Kanandze, odległej ok. 1300 kilometrów od Kinszasy, stolicy Konga. Po śmierci dziadka, jego ojciec został królem Kanangi, on więc też mieszkał w pałacu królewskim i... nie musiał nic robić.
 
Ma czterech braci i pięć sióstr. I boks we krwi. Dziadek boksował, ojciec też, starszy brat Ilunga Makabu był mistrzem świata w wadze junior ciężkiej.
 
W maju 2016 roku Martin był z nim w Liverpoolu, gdzie Ilunga został znokautowany w trzeciej rundzie przez Tony’ego Bellew i stracił pas WBC. To właśnie wtedy Martin Bakole zdecydował się zostać na Wyspach Brytyjskich i tam szukać swojej szansy na bokserski sukces. Kiedy przyszła propozycja, by udać się na sparingi do Szkocji, do Stephena Simmonsa, szybko podjął decyzję. Tam poznał Billy'ego Nelsona, który został jego trenerem i menedżerem.
 
Obaj bardzo wierzyli, że wygrana z Hunterem jest możliwa, ale tak się nie stało. – Jeśli Hunter wytrzymał pełny dystans z Usykiem i stoczył z nim wyrównany pojedynek, to nie mamy się czego wstydzić – tłumaczy swojego zawodnika Nelson.
 
Bakole był sparingpartnerem jeszcze kilku innych (oprócz Joshui) znanych pięściarzy na Wyspach Brytyjskich, między innymi Hughie Furego, Daniela Dubois i Nathana Gormana. Nie narzeka też na brak propozycji: Nelson mówi, że mieli je od Tony’ego Yoki, mistrza olimpijskiego z Rio de Janeiro, proponowano im też walkę z innym medalistą wagi superciężkiej ostatnich igrzysk, Chorwatem Filipem Hrgoviciem. Jeśli to wszystko prawda, to tym większe brawa dla MB Promotions za skuteczne negocjacje z Bakole, a właściwie Martinem Makabu Bakole.
 
I myślę, że 6 kwietnia ten taniec olbrzymów może dostarczyć sporo emocji. – Duży pada głośno – mówią znani amerykańscy trenerzy. A przecież w katowickim Spodku w ringu będzie dwóch naprawdę dużych.
Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze