Stomil jeszcze kilka dni temu miał w swojej kadrze 13 piłkarzy. Ostatnie dni były niezwykle intensywne w Olsztynie, gdzie wreszcie pojawiło się światełko nadziei dla pogrążonego w kłopotach klubu. W ostatnich kilkudziesięciu godzinach olsztynianie byli niezwykle aktywni na rynku transferowym i dzień przed meczem ściągnęli między innymi byłych piłkarzy Stali Mielec - Szymona Sobczaka i Mateusza Gancarczyka. To właśnie ten ostatni w 19. minucie dał prowadzenie gospodarzom w starciu z GKS-em Tychy, a trybuny przy ulicy Piłsudskiego eksplodowały.

 

Zimą Olsztyn opuścił Łukasz Sołowiej, który powędrował właśnie pod skrzydła Ryszarda Tarasiewicza. Środkowy obrońca mógł chwilę po trafieniu Gancarczyka wbić nóż w serce kibiców Stomilu, ale w doskonałej sytuacji przestrzelił. W odpowiedzi do siatki trafił Bartłomiej Niedziela, ale był na spalonym. Kolejna okazja dla tyszan przyszła po stałym fragmencie gry, ale Marcin Biernat pechowo uderzył w słupek.

 

GKS-owi nie pomogła nawet obecność dwóch Piątków na boisku, a Biernatowi także w drugiej połowie zabrakło skuteczności. W końcówce defensor podsumował swój nieszczęśliwy występ faulem na Sobczaku w polu karnym, po którym do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł sam poszkodowany. Nawet taki specjalista od bronienia rzutów karnych, jak Konrad Jałocha nie potrafił obronić strzału nowego piłkarza Stomilu z 70. minuty.

 

Jeszcze w samej końcówce zawodnicy z Tychów mogli zdobyć bramkę na otarcie łez, ale tego dnia opatrzność była przy Piotrze Skibie i jego kolegach. Tym razem słupek uratował olsztynian po strzale Edgara Bernhardta. Chwilę później była już radość, choć miejsca spadkowego wciąż nie udało się opuścić.

 

Stomil Olsztyn - GKS Tychy 2:0 (1:0) 
Bramki: 1:0 Mateusz Gancarczyk (19), 2:0 Szymon Sobczak (70-karny).
Żółta kartka - Stomil Olsztyn: Lukas Kuban, Rafał Maćkowski.GKS Tychy: Keon Daniel, Marcin Biernat.