O tym, że rugby to gra dla twardzieli wie każdy. Zawodnicy uprawiający ten sport podkreślają zawsze więź, jaka łączy ich z kolegami z drużyny. W rugby słowa "jeden za wszystkich, wszyscy za jedno" to nie jest pusty slogan. 

 

Ale to co zrobił Danny Barrett w meczu reprezentacji USA z RPA podczas turnieju światowej serii Rugby Sevens w Las Vegas nawet na rugbistach robi wrażenie. Po jednej z akcji, szarżując rywala (broniąc), doznał złamania ręki. Mimo to nie przestał grać. I nie była to krótka chwila. Wziął udział jeszcze w dwóch sytuacjach, w których musiał przyjąć mocny, fizyczny kontakt z rywalami. Zszedł z boiska dopiero, gdy jego drużyna zdobyła kolejne punkty. 

 

Czy można się zatem dziwić, że Amerykanie, którzy już od kilku lat konsekwentnie stawiają na rugby, zwłaszcza to siedmioosobowe (ale mają też swoją coraz silniejszą, w pełni profesjonalną Major Rugby League w rugby XV), są sensacyjnymi liderami HSBC World Rugby Seven Series. Corocznego cyklu turniejów, w których biorą udział najlepsze reprezentacje świata w tej odmianie gry. 

 

Wygrali ostatni turniej w Las Vegas, w finale pokonując Samoa, a wcześniej odprawiając m.in. legendarną Nową Zelandią i wspomniane RPA. Od początku sezonu nie schodzą z podium, ba nie zdarzyło im się nie zagrać w finale. W Dubaju, Kapsztadzie, Hamilton i Sydney przegrywali jednak starcia o złoto. W Las Vegas wygrali. Od dziś grają w Vancouver. 

 

Danny Barrett chwilowo nie zagra, ale to co zrobił w Las Vegas już zapisuje go w historii rugby. Zresztą sami zobaczcie!