Trzykrotny mistrz olimpijski niczego nikomu nie musi już udowadniać. Jest jednym z najlepszych skoczków narciarskich w historii, z listą sukcesów która przyprawia o zawrót głowy. Ale dalej jest głodny zwycięstw i z pewnością nie czuje się najlepiej, gdy kolejne trofea przechodzą mu koło nosa.

 

Kiedy pod koniec minionego roku przystępował do Turnieju Czterech Skoczni był głównym faworytem, najtężsi eksperci przewidywali też, że to on raz jeszcze sięgnie po Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Tegoroczne mistrzostwa świata, choć zdobył srebrny medal na normalnej skoczni, przegrywając tylko z Dawidem Kubackim, też pozostawiły lekkie uczucie niedosytu, bo polskie apetyty były większe.

 

Do zakończenia rywalizacji skoczków zostało już niewiele konkursów, ale to nie oznacza że emocje się skończyły. Stoch jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, będzie walczył o to co zostało do wygrania.

 

Po pierwsze mała Kryształowa Kula za loty. Tego trofeum Stoch nie ma w swoim skarbcu. A jest w stanie ją zdobyć. Na zakończenie turnieju Raw Air będą przecież loty w Vikersund, a później wielkie latanie w Planicy, gdzie Polak fruwa po mistrzowsku. Tyle że konkurenci łatwo pola nie oddadzą. A Stefan Kraft, rekordzista świata w długości lotu narciarskiego jest w mistrzowskiej formie. Myślę, że to on, a nie Johansson czy Ryoyu Kobayashi będzie największym rywalem Stocha w walce o tą cenną zdobycz.

 

Drugi cel, to obrona drugiego miejsca w klasyfikacji generalnej PŚ. W Lillehammer Austriak wygrał i odrobił 50 punktów. Polakowi zostało zaledwie 18 pkt przewagi, a zostały przecież cztery pucharowe konkursy.

 

Szkoda, że szansa na podium Raw Air jest praktycznie stracona, choć skoki mają to do siebie, że wszystko jest możliwe. Jeśli Dawid Kubacki z 27 miejsca po pierwszej serii wygrał mistrzostwa świata w Seefeld mając tylko jeden skok, to co jeszcze może się zdarzyć jeśli w Raw Air tych punktowanych skoków zostało osiem?

 

Stoch po pięciu takich próbach jest szósty i ma 96,3 pkt straty do pierwszego Johanssona. Ale do czwartego miejsca, które zajmuje inny z Norwegów, Johann Andre Forfang tylko 8,5 pkt.

 

Do trzeciego, Ryoyu Kobayashiego strata jest duża – 67,4 pkt, do drugiego Krafta jeszcze większa – 83,4 pkt. Ale Stoch będzie walczył do końca, jestem o tym przekonany.

 

I została jeszcze jedna klasyfikacja, którą należałoby wygrać: Puchar Narodów dla najlepszego zespołu. Mistrzostwa świata w Seefeld naszym skoczkom, złotym medalistom z Lahti (2017), nie przyniosły sukcesu w konkursie drużynowym, nie obronili tytułu na co liczyli, zajęli czwarte miejsce.

 

Puchar Narodów byłby potwierdzeniem, że to był tylko wypadek przy pracy. Na razie wyraźnie prowadzą (503 pkt przewagi nad Niemcami) i wszystko wskazuje że tak zostanie do końca. A Kamil Stoch, który wini siebie za słabszy drugi skok w konkursie drużynowym w Seefeld, będzie miał w tym sukcesie znaczący udział.