Podobny raport brytyjska ekipa zamieściła na swojej stronie internetowej po sobotnich kwalifikacjach. Pomimo, że Russell i Kubica ukończyli je z najsłabszymi czasami, starszy inżynier Williamsa Dave Robson chwalił swoich współpracowników i zapewniał, że bolidy spisują się coraz lepiej. 

 

Po niedzielnym wyścigu, podczas którego nie brakowało problemów technicznych, Robson stwierdził:

 

- To był trudny dzień, można się było tego spodziewać. Jednak oba nasze samochody ukończyły wyścig, a to jest już osiągnięcie. Robert miał nieudane pierwsze okrążenie, jednak, gdy wymieniliśmy uszkodzone przednie skrzydło, uspokoił się, wrócił na tor i przejechał całkiem dobre zawody. Debiutujący w Formule 1 George miał solidny cały weekend, pierwszy wyścig już za nim. Myślę, że teraz obaj nasi kierowcy nabiorą pewności siebie. W Melbourne zrobiliśmy kolejne ważne kroki i cały zespół wykonał dobrą robotę - ocenił inżynier.

 

Młody brytyjski kierowca za swój sukces uznał ukończenie pierwszego w historii wyścigu, w którym startował. 


- Jestem bardzo szczęśliwy, że bez większych dramatów pokonałem wszystkie okrążenia. Fizycznie czuję się dobrze i mój pierwszy w karierze wyścig uznaję za udany. Oczywiście rozczarowujące jest to, że jesteśmy tak daleko w tyle. Zrobiliśmy jednak dodatkowy pitstop, aby wypróbować wszystkie trzy mieszanki opon, w tej chwili wciąż testujemy. Teraz musimy przeanalizować wszystko, co wydarzyło się w Australii, więc przed nami bardzo dużo pracy. Nie interesuje mnie rywalizacja z Robertem, my musimy współpracować, aby osiągać coraz lepsze wyniki. Ogólnie mogę być dumny i zadowolony z siebie, bo weszliśmy, że to nie będzie łatwy weekend. Mogę jednak powiedzieć, że osiągnąłem prawie wszystkie moje cele - powiedział Russell.

 

O spodziewanych trudnościach i planowanych eksperymentach mówił także Kubica:

 

- To z pewnością nie był łatwy wyścig, ale że tak będzie, wiedzieliśmy już przed startem. Zdecydowaliśmy się rozpocząć na twardych oponach i miałem na nich całkiem dobry start. Niestety, już w pierwszym zakręcie jeden z bolidów Red Bulla wykonał gwałtowny manewr, by uniknąć kolizji. Lekko trącił mój samochód, uszkadzając w nim przednie skrzydło. Dodatkowo, na trzecim okrążeniu, zgubiłem jedno z lusterek i nie jechało się łatwo. Z kilkoma uszkodzeniami walka o wyższe cele była prawie niemożliwa, ale myślę, że wydarzyło się też kilka pozytywnych. Chcę jeszcze raz podziękować wszystkim w zespole i czekamy na kolejny start - oznajmił polski kierowca.

 

Kolejny wyścig mistrzostw świata Formuły 1 odbędzie 31 marca. Na torze Sakhir rozegrane zostanie wtedy Grand Prix Bahrajnu. Do tego czasu kierowcy i inżynierowie Williamsa nie mogą jednak spać spokojnie. Choć zapewniają, że praca idzie w dobrym kierunku, to, przynajmniej na razie, nie widać tego w osiągach bolidów i zajmowanych miejscach na treningach, w kwalifikacjach czy wyścigu. Za dwa tygodnie kibice przekonają się, jak dużo udało się poprawić. Do tego czasu kibice Kubicy i Russella mogą tylko wierzyć, że optymizm w ekipie Williamsa to nie tylko zaciemnianie prawdziwego obrazu i rzucanie słów na wiatr.