Stoch, który w Planicy zwyciężył już trzykrotnie, w tym w obu konkursach przed rokiem, w obu seriach miał najniższe prędkości dojazdowe i osiągnął 211 oraz 209,5 m. Wystarczyło to do 18. miejsca, najniższego w sezonie w konkursach, w których skakał w obu seriach. Niżej był tylko w Zakopanem, gdzie po 36. pozycji na półmetku nie zakwalifikował się do finału.

 

- To nie były dobre skoki. Niby wiedziałem co mam robić, a im bardziej się starałem, tym to wszystko gorzej wychodziło. Coś ewidentnie nie zagrało. Nawet nie będę teraz próbował zastanawiać się co było tego przyczyną. Chciałbym tu skakać lepiej, ale jest jak jest i muszę to zaakceptować, choć to bardzo trudne - podsumował swój występ trzykrotny mistrz olimpijski.

 

To był trzeci konkurs z rzędu, w którym Stocha zabrakło w najlepszej dziesiątce. Tak słabej serii nie miał od końcówki sezonu 2015/16, kiedy w czterech kolejnych konkursach plasował się na dalszych pozycjach.

 

Najlepiej z Polaków w piątek spisał się Piotr Żyła, który zajął trzecie miejsce za Niemcem Markusem Eisenbichlerem oraz pewnym już zdobycia Kryształowej Kuli Japończykiem Ryoyu Kobayashim. Siódmy był Dawid Kubacki.

 

W znacznie lepszym nastroju od Stocha był też Jakub Wolny. W pierwszej serii osiągnął 235,5 m, czyli o 5,5 więcej niż w najdłuższym dotychczas skoku w karierze. Dzięki rekordowej odległości był piąty, ale w finale wylądował 21,5 m bliżej i spadł na 12. pozycję.

 

- Pierwszy skok sprawił mi mnóstwo radości. Drugi był trochę gorszy, ale samo odbicie wykonałem całkiem w porządku. Problemem było ułożenie ciała w locie. Jestem zadowolony z pierwszej próby, a ta słabsza druga nie wywołuje rozczarowania. Tak po prostu w tym sporcie bywa - powiedział Wolny.

 

W sobotę odbędzie się konkurs drużynowy, a Biało-Czerwoni mają startować w składzie i kolejności: Wolny, Stoch, Kubacki i Żyła. Na niedzielę zaplanowano kończące sezon zawody indywidualne, tradycyjnie z udziałem czołowej "30" Pucharu Świata.