O tym, że nowym trenerem będzie 41-letni Dolezal, były już asystent Horngachera, który wybrał pracę w Niemczech, władze PZN na czele z prezesem Apoloniuszem Tajnerem i dyrektorem Adamem Małyszem wiedziały od pewnego czasu, ale opera mydlana (właściwie czeski film: nikt nic nie wie) trwała, by znaleźć swój finał w pięknej scenerii majestatycznego, słoweńskiego mamuta w Planicy, gdzie tradycyjnie kończy się sezon.

 

Dolezal, były czeski skoczek, który w sztabie Horngachera odpowiadał za sprzęt, był pierwszą opcją przy wyborze nowego trenera i tak zostało. I bardzo prawdopodobne, że to najlepsze z możliwych rozwiązanie, tym bardziej, że nie tylko on ze starego sztabu zostaje. Ale na skutki tej decyzji musimy trochę poczekać, za rok o tej porze będziemy mądrzejsi. Z tego co wiem decyzję władz PZN zaakceptowali zawodnicy, którzy najlepiej wiedzą na co stać Dolezala. Pracowali przecież z nim trzy lata.

 

I nie da się ukryć, że był to najbardziej owocny okres w historii polskich skoków. I ten zakończony właśnie sezon też był udany, choć oczekiwano więcej. Jeszcze jednej wygranej Kamila Stocha w Turnieju Czterech Skoczni, dominacji w mistrzostwach świata, jeszcze jednej Kryształowej Kuli itd. A tak się nie da, rywale nie śpią, pojawił się fenomenalny Ryoyu Kobayashi, który wygrał wszystko co było do wygrania, tak jak przed rokiem Kamil Stoch. I w dodatku Japończyk jeszcze odebrał mu rekord w Planicy skacząc 252 metry.

 

Ale to Polacy, a nie Niemcy, Japończycy czy Austriacy wywalczyli prestiżowy Puchar Narodów, wygrywając trzy z siedmiu konkursów drużynowych. Nie stanęli tylko na podium MŚ, ale Kobayashi właśnie wtedy też miał zadyszkę i nie zdobył w Seefeld nawet jednego indywidualnego medalu. On, wieki dominator.

 

Warto też pamiętać, że Stoch trzeci sezon z rzędu był w najlepszej trójce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, a na kolejnych dwóch miejscach znaleźli się czwarty Piotr Żyła i piąty Dawid Kubacki. To Kubacki został mistrzem świata w Seefeld, a Stoch wicemistrzem. 22 miejsca na podium PŚ w tym trzy zwycięstwa (dwa Stocha i pierwsze w karierze Kubackiego) też mają swoje znaczenie. A przecież jest jeszcze trzecie miejsce Żyły w klasyfikacji lotów (czwarty był Stoch, piąty Kubacki, a siódmy Stoch,) jego wspaniały rekord życiowy (248 m) na Velikance, trzecie miejsce w pierwszym konkursie, czwarte w drugim, i czwarte w klasyfikacji Planica 7.

 

Wielki postęp zrobił Jakub Wolny, który ma wszelkie dane w przyszłości przejąć pałeczkę od naszych liderów. On na wszystkich mamutach (Oberstdorf, Vikersund, Planica) bił w tym sezonie rekordy życiowe i miał znaczący udział w naszych zwycięstwach drużynowych. Zdaniem Tajnera to właśnie on godnie zastąpi w przyszłości naszych asów.

 

Owszem nie wszystko się Horngacherowi udało, myślę że najmniej rozstanie z naszą kadrą. Zbyt długo kazał czekać na swoją oficjalną decyzję. Jego sportową porażkę jest też w tym sezonie Maciej Kot, którego nie zdołał „uzdrowić” choć bardzo się starał. Ale takie są skoki, w tym też tkwi ich magia.

 

Teraz Horngachera będziemy już oglądać po drugiej stronie bariery, zastąpi Wernera Schustera i poprowadzi Niemców, którzy w tym sezonie wygrali więcej niż oczekiwali. A u nas jego drogą, choć z własnymi, autorskimi przemyśleniami pójdzie Dolezal.

 

Czeski trener ma świadomość, że został rzucony na głęboką wodę, wie przecież jaka jest popularność skoków w Polsce i jakie są oczekiwania. Ale wie też, że Stoch, Żyła i Kubacki nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, że ogromny potencjał ma Kuba Wolny i zapewne wyciągnie jeszcze rękę do innych, czekających na swoją szansę, a wiedzą ma wystarczającą, by takie decyzje podejmować.

 

Mówi bardzo dobrze w naszym języku, co też nie jest bez znaczenia i z pewnością zrobi wszystko, by wykorzystać to co właśnie dostał. Oby mu się udało.