O ile wygrana z Austrią w Wiedniu została przyjęta jako sukces i powtarzaliśmy sobie, aby nie koncentrować się na stylu gry, o tyle męczarnie z Łotwą mocno zaniepokoiły. Po dwóch starciach nie widać stylu gry, nie widać dowodzących drużyną w środku pola, nie widać koncepcji walki i dominacji przeciwko słabszym - gramy przewidywalnie, powoli, chaotycznie, wciąż bazując na indywidualnościach.

 

Odwaga Manciniego

 

13 listopada 2017 roku między nami a reprezentacją Italii była przepaść. My spokojnie szykowaliśmy się do występu na mundialu w Rosji, Włosi właśnie przegrali baraż ze Szwecją i po raz pierwszy od 60 lat mieli nie pojechać na mistrzostwa świata. Później spotkaliśmy się w jednej grupie Ligi Narodów, gdzie Adama Nawałkę zastępował już Jerzy Brzęczek, a przeklętego Giampiero Venturę Roberto Mancini. Pierwszy mecz w Bolonii dał jeszcze powody do optymizmu, ale już rewanż w Chorzowie pokazał, że Włoch wyciąga wnioski i szybko buduje nową kadrę, a polski selekcjoner kręci się w miejscu. Dziś Italia jest o dwa kroki przed nami.

 

Squadra Azzurra nadal nie ma lepszy piłkarzy, ale w pracy Manciniego widać koncepcję i odwagę. Były napastnik Sampdorii powołał choćby Moise Keana czy Nicolo Zaniolo (obaj mają po 19 lat), którzy mogliby odgrywać ważne role w młodzieżówce i dał im zmierzyć się z Finami oraz piłkarzami Liechtensteinu. Do doświadczonych Jorginho oraz Marco Verrattiego dodał Nicolo Barellę (22 lata) z Cagliari i Stefano Sensiego (23 lata) z Sassuolo, bowiem stawia na dominację, szybkość rozegrania i piłkę techniczną. I to mu wypaliło. Ale na miłość boską wszyscy czterej młodsi mają łącznie 12 występów w reprezentacji. Włosi zachwycają się powrotem do formy Fabio Quagliarelli, ale łącznie ośmiu napastników z kręgu zainteresowań Manciniego nie zdobyło więcej bramek w reprezentacji (47 goli) niż sam Robert Lewandowski (56).

 

Wycieczka młodzieżowców

 

Brzęczek też ściągnął Gumnego i Żurkowskiego, ale tylko na wycieczkę. Obaj nie zagrali ani minuty w dwóch spotkaniach. Podobnie jak Karol Linetty występujący regularnie i ostatnio zbierający dobre recenzje w Sampdorii. Okazał się słabszy od Mateusza Klicha, który wypadł słabo w obu meczach kwalifikacyjnych. Ale czy wszyscy trzej biało-czerwoni naprawdę byli za słabi na ekipę piłkarzy występujących na co dzień w Arce Gdynia, Bruk-Bet Termalice Nieciecza, czy łotewskiej ekstraklasie, która ma za sobą w tym roku ledwie dwie kolejki?

 

Po obejrzeniu meczu Macedonia Północna - Łotwa (3:1) byłem przekonany, że wygramy z podopiecznymi Slavisy Stojanovicia. I to wysoko. Wszak mamy jeszcze lepszych piłkarzy od Macedończyków. W Skopje gospodarze zagrali fałszywym lewym obrońcą, którym był szybki, nieprzewidywalny Ezgjan Alioski, za kreowanie brał się często doświadczony Goran Pandew, a do tego kawał roboty wykonał rezerwowy Eljif Elmas. Macedończycy doskakiwali do rywali, nie pozwolili im rozpędzić się, zagrać z kontry, a sami grali szybko i odważnie w środku pola. Z przodu punktem odniesienia była dwójka z drugoligowego Palermo – Ilja Nestorowski oraz Aleksandar Trajkowski.

 

Podobnie Włosi stłamsili słabiutki Liechtenstein. Gianluca Mancini, Leonardo Bonucci i Alessio Romagnoli zabezpieczyli tył, a Leonardo Spinazzola hasał na całej lewej flance, kręcąc bezradnymi rywalami.

 

Brak kreacji

 

My na Łotwę wystawiliśmy czterech obrońców i dwóch raczej nastawionych na defensywę pomocników. Identycznie jak w wyjazdowym meczu z Austrią. Jedynie osłabionego Bartosza Bereszyńskiego zastąpił Arkadiusz Reca, a za Jana Bednarka zagrał Michał Pazdan. I na Recy wielu skupiło swoją uwagę. Istotne jest bowiem pytanie, jak piłkarz który nie rozegrał nawet pół godziny w tym sezonie Serie A może być podstawowym piłkarzem reprezentacji? Ale czy Reca jest winowajcą słabszej gry Polaków?

 

Po wygranym 2:0 meczu problem leżał gdzie indziej. Krychowiak chował się koło środkowych obrońców i posyłał długie piłki na naszych napastników, Klich był niewidoczny i zagubiony, Zieliński rzucany był od lewej strony boiska, przez środek pomocy, po pozycję niemal wolnego elektronu przy napastnikach. Wszędzie jednak bez błysku i skutecznej asysty. Grosicki szarpał w swoim stylu, ale znów jego wrzutki nie docierały do Piątka i Lewandowskiego. Między linią obrony, a napadem była dziura, więc "Lewy" musiał cofać się do pomocników i grał bardziej na pozycji "10", niż jako klasyczny snajper, a i tak musiał ratować wynik, strzelając pierwszego gola. Piątek także szarpał, walczył, ale miał za mało wsparcia.

 

Przemysław Frankowski i Arkadiusz Milik weszli na boisko już praktycznie przy ustalonym wyniku, a Jakub Błaszczykowski w 62. minucie.

 

Smuda i Nawałka zazdroszczą

 

Istotne pozostaje więc pytanie, "quo vadis" Brzęczek, dokąd i z jaką koncepcją podąża selekcjoner? Czy nadal będzie upierał się na grze z parą Krychowiak – Klich, która dawała nadzieje w czasie Ligi Narodów, ale okazuje się bezradna, za wolna i zbyt defensywnie nastawiona? Czy nadal będzie przestawiał Zielińskiego po całym boisku i nie znajdzie klucza do jego głowy, aby zmusić go do gry na poziomie, jaki oglądamy w Napoli? Czy nadal brak klasycznego lewego obrońcy będzie łatał prawonożnym Bereszyńskim lub super-rezerwowym Recą? Czy dostrzegł, że Piątek w takiej formie może swobodnie grać w parze z Lewandowskim? Wreszcie – czy będzie grał jedynie klasycznym 1-4-4-2 z dwójką skrzydłowych (których też nadmiaru nie mamy), czy może poszukamy systemu, stylu i sposobu na wykorzystanie po prostu najlepszych piłkarzy jakich mamy. A mamy pokolenie wyjątkowe, którego Brzęczkowi może pozazdrościć wielu z jego poprzedników.