Krystian Natoński: Przede wszystkim wielkie gratulacje, bo osiągnęła pani duży sukces. Jest pani pierwszą Polką, która dostała się do żeńskiej Formuły 1, tak to można określić. To powitanie na Okęciu świadczy o tym, że ten sukces był naprawdę wielki.

 

Małgorzata Rdest: Bardzo się cieszę. Jest to tak naprawdę historia motorsportu, która pisze się na naszych oczach. Jest to pierwsza w historii seria wyścigowa dedykowana dla kobiet w bolidach F3 o mocy trzystu koni, a ich masa to trzysta kilogramów. Były to wyczerpujące osiem dni, zarówno emocjonalnie jak i fizycznie. Cztery dni na torze. Dziennie mieliśmy po dwa, trzy komplety nowych opon. Udało się, satysfakcja jest naprawdę ogromna i nie spodziewałam się po 2013 roku, w którym miała epizod w single-seaterach, że nastąpi taki zwrot akcji.

 

Jak wyglądał etap kwalifikacji? Jak wyglądała konkurencja, aby dostać się do cyklu?

 

Były trzy etapy. Pierwszy to wysłanie swojego CV, które mogło zostać rozpatrzone pozytywnie bądź negatywnie. W drugim etapie jury wybrało sześćdziesiąt kandydatek do uczestnictwa w W Series, natomiast po tej selekcji wybrano 28 uczestniczek, które zostały zaproszone na testy do Almerii, gdzie były sprawdziany fizyczne, wywiady i to co najważniejsze, czyli cztery dni jeżdżenia. Od godziny szóstej rano do ósmej wieczorem spędzałyśmy czas na torze, z inżynierami, poznawałyśmy bolid, charakterystykę toru. Po tych czterech dniach wyłoniono osiemnaście zawodniczek w czasie głównym i cztery zawodniczki w składzie rezerwowym.

 

Nie mogę nie zapytać o Roberta Kubicę. Czy był on dla pani odzwierciedleniem, punktem odniesienia? Skoro Polak mężczyzna mógł dostać się do Formuły 1, to dlaczego nie kobieta?

 

Na pewno Robert jest moim wzorem, idolem, przykładem kierowcy kompletnego oraz prawdziwego wojownika, który pokazał, że mimo wszelkiej przeciwności losu, można wrócić. I mimo że w tym roku jego bolid nie jest taki na jaki Robert zasługuje, to wierzę, że w następnych latach pozwoli mu powalczyć o te czołowe lokaty w Formule 1. Na pewno jest dla mnie motywacją, inspiracją. Gdyby nie Robert, to aplikacja do W Series stałaby pod znakiem zapytania.

 

Miała pani okazję go poznać, porozmawiać?

 

Miałam tę przyjemność poznać Roberta. Było to dwa lata temu. Same okoliczności były fenomenalne, ponieważ miało to miejsce w Dubaju podczas mojego 24-godzinnego startu. Co więcej, Robert też wiedział kim jestem, gdzie się ścigam w tym momencie, także to też mnie podbudowało i pokazało, że Robert jednak śledzi poczynania polskich zawodników i poprzez to bardzo wspiera.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.