Poprzedni sezon PŚ zakończyła z dorobkiem 13 punktów, a teraz zgromadziła ich 567 i była najlepszą z Polek.

 

- Długo czekałam na to, by w którymś sezonie coś się ruszyło. Chciałam osiągnąć systematyczność, równość. Miejsce w czołowej dziesiątce jest efektem systematycznego zdobywania punktów. Łapałam je praktycznie w każdym starcie, co nie zdarzało się w latach ubiegłych. Cieszę się, że forma biegowa była na tyle OK, że pozwoliła – przy dobrym strzelaniu – walczyć w każdym wyścigu – oceniła.

 

Przyznała, że nie może uznać za udane tegorocznych mistrzostw świata w Oestersund.

 

- Celowaliśmy z formą na te zawody, ale – biorąc pod uwagę cały sezon – trafiła się najgorsza dyspozycja. To było spowodowane wieloma czynnikami, o których cztery dni po zakończeniu sezonu nie mogę szczegółowo mówić. Nie było jeszcze czasu na analizę z trenerką. Oczywiście rozmawiałyśmy po każdym starcie, ale podsumowanie jeszcze przed nami – zaznaczyła Hojnisz.

 

Podkreśliła, że walka w ostatnich zawodach PŚ o miejsce w dziesiątce pozwoliła jej szybko uporać się z niepowodzeniem na mistrzostwach.

 

- Oczywiście żal i niedosyt związany z gorszą dyspozycją w MŚ pozostał – dodała.

 

Hojnisz zaczęła sezon od drugiego miejsca w inauguracyjnych zawodach PŚ w słoweńskiej Pokljuce.

 

- Otwarcie było wyśmienite. Miałam świadomość, że z biegu na bieg będzie coraz trudniej utrzymać pozycję. Gdyby ktoś mi na początku sezonu powiedział, jak on się dla mnie skończy – nie uwierzyłabym – stwierdziła.

 

Rok temu doszło do zmiany na stanowisku trenera żeńskiej kadry. Norwega Tobiasa Torgersena zastąpiła Ukrainka Nadia Biłowa.

 

- Znałam ją wcześniej, ale tylko tak na "dzień dobry". Byłam i jestem zadowolona z tej współpracy. Wiem, że nie wprowadziła do końca – przynajmniej w moim treningu – wszystkich zmian, jakie chciała. Mówiła, że przez ten rok będzie obserwowała i nie chciała dużo mieszać. Miała uwagi, ja próbowałam je zastosować – wyjaśniła zawodniczka.

 

Podkreśliła, że w kolejnym sezonie trudno będzie o podobny „przeskok” w klasyfikacji PŚ.

 

- Wiem, że są elementy do poprawy, co mnie cieszy, bowiem w dalszym ciągu jest z czego urwać, nad czym pracować. Zwłaszcza jeśli chodzi strzelanie, nie tylko w kwestii celności – przede wszystkim w pozycji stojącej, gdzie mam braki. Zdaję sobie sprawę z tego, że czas mojego strzelania nie jest wybitny i tu jest duże pole do popisu – wyliczyła.

 

W jej opinii kluczowe jest zachowanie podczas zawodów automatyzmu wypracowanego podczas treningów.

 

- Jeśli podczas treningu nie jesteśmy w stanie w ciągu 20 sekund na czysto "zamknąć" strzelania, to na zawodach nie zrobimy tego tym bardziej. Bywają takie dni na strzelnicy, kiedy wszystko idzie ot, tak. Wydaje się, że trafimy, a klapki się zamykają. A czasami walczymy z tętnem, pozycją i po prostu nic nie siedzi. Nie mówiąc o warunkach atmosferycznych, które czasem dają popalić na strzelnicy – powiedziała.

 

Po zakończeniu sezonu przerwa w typowo biathlonowych zajęciach potrwa do początku czerwca.

 

- To czas na roztrenowanie, zapomnienie o wszystkim, odpoczynek dla głowy. Odkurzymy rowery, nartorolki i … ten czas – jak zwykle - szybko minie - zaznaczyła.

 

Z uśmiechem wyjaśniła, że chociaż uprawia zimową dyscyplinę sportu, lubi lato.

 

- Nie płaczę z powodu braku śniegu w Chorzowie. Uwielbiam lato, kiedy biegam na nartorolkach i jest +patelnia+ - 30 stopni ciepła to dla mnie bajka. Ale przez tyle lat przyzwyczaiłam się do zimna – dodała 27-letnia biathlonistka.

 

Zaznaczyła, że cieszy się, iż kolejne MŚ odbędą się w Anterselvie.

 

- Lubię to miejsce, jest piękny krajobraz, świeci słoneczko. Jeśli człowiek gdzieś się dobrze czuje, z przyjemnością startuje w zawodach. Chcę przed kolejnym sezonem popracować nad wszystkim, w czym wiem, że mam rezerwy. Wiem, że mogę, potrafię. Będę chciała to sprawdzić - podsumowała Monika Hojnisz.