- Po pierwszym bardzo dobrym meczu w naszym wykonaniu mieliśmy wielką nadzieję na wygraną. Graliśmy o marzenia, o TOP 8, etap do którego nigdy nie doszliśmy. Niestety nie udało się – powiedział PAP Wiśniewski.

 

Po pierwszym meczu, przegranym w Płocku 20:22, gdzie świetnie zagrał bramkarz Adam Morawski, wydawało się, że wystarczy poprawić skuteczność w zdobywaniu goli, by pokonać rywali.

 

- Pick jest na zupełnie innym etapie budowania drużyny, ma zespół kompletny, na każdą pozycję dwóch równorzędnych zawodników. Nam jeszcze, jak było dziś widać, sporo brakuje. Przede wszystkim skuteczności w ataku – podsumował Wiśniewski.

 

Rewanżowego meczu TOP 16 płocczanie nie mogą zaliczyć do udanych, fatalnie zagrali przede wszystkim w ataku.

 

- W Płocku pokaz umiejętności bramkarskich dał Marin Sego, w Szegedzie wyszedł Mirko Alilovic i pokazał, że jest niezwykle doświadczonym zawodnikiem, który wchodzi na parkiet i gra na najwyższym światowym poziomie. To on dziś miał swój wielki wkład w wygraną drużyny – tłumaczył.

 

W odczuciu Wiśniewskiego sporo kontrowersji wzbudziły niektóre decyzje łotewskich sędziów. Między innymi nie ukarali Jorge Maquedy, który w 6. min uderzył w twarz Tomasza Gębalę.

 

- W pierwszej połowie widać było takie trochę „gospodarskie” sędziowanie. Właśnie wtedy, gospodarze powiększyli różnicę bramek. A jak złapali dystans, to mogli grać na większym luzie. Nas zaczęły zżerać nerwy, bardzo chcieliśmy wygrać, a jak się bardzo chce, to nie zawsze wychodzi. Szkoda, że przegraliśmy, bo graliśmy o marzenia, nie spełnią się w tym sezonie. My dopiero budujemy zespół, Węgrzy mają już kompletny, wszystko jest jeszcze przed nami – zapewnił.

 

WYNIKI I TERMINARZ LIGI MISTRZÓW PIŁKARZY RĘCZNYCH