Buskowianka działa jako stowarzyszenie, które zostało postawione w stan likwidacji. Na pierwszy rzut oka dla każdego kibica to koniec - zaznaczył Jerzy Mielewski.

 

- Dowiedziałem się o tym z internetu. Dowiedziałem się jaka jest szansa na ratunek i okazuje się, że jest. Proces likwidacyjny może trwać nawet do trzech lat, natomiast wiem, że w Kielcach chcą załatwić tę sprawę w dwa miesiące - albo uda się uratować siatkówkę i znajdzie się ktoś chętny kto wspomoże ten klub, albo niestety, ten proces likwidacyjny zostanie dokończony i wrócimy do punktu wyjścia, w którym w Świętokrzyskim będzie biała plama, jeśli chodzi o siatkówkę męską - rzekł Daszkiewicz.

 

Doświadczony trener, który świętował z zespołem awanse do pierwszej ligi oraz do PlusLigi, zdradził ile klub jest winny zawodnikom, a także jak wyglądały początku drużyny, która uzyskała przepustkę do elity.

 

- Rozgrywki się zakończyły, ale zawodnicy i sztab mają kontrakty dziesięciomiesięczne. Brakuje pieniędzy do wypłacenia za kwiecień i maj. Potrzeba do tego kwoty ok. 250 tysięcy złotych. Myślę, że te kwoty są małe, żeby nie powiedzieć śmieszne, jeśli chodzi o zawodowy sport. Początki mieliśmy w Kielcach bardzo fajne. Mieliśmy stabilnego sponsora, trochę pomagało miasto i można było mówić o procesie budowy zespołu. Zaczynając od drugiej ligi, co roku wymienialiśmy dwóch, trzech zawodników i na tej bazie wywalczyliśmy awans do PlusLigi. Niestety, po ostatnim sezonie Farta, gdzie faktycznie były tam duże pieniądze, klub został wycofany z rozgrywek. Planem minimum miało być piąte miejsce, europejskie puchary, a po cichu każdy mówił o medalu, bo przypomnę, że grali tam wówczas Pierre Pujol, Marcus Nilsson, Rafał Buszek, Xavier Kapfer, więc ten skład był bardzo mocny. Niestety, skończyło się to siódmym miejscem i najgorsze, że skończyło się to wycofaniem zespołu Farta z PlusLigi. Podjęta została wówczas próba ratowania drużyny przez Jacka Sęka, skuteczna na tamtą chwilę. Udało się uzyskać sponsora i w jakimś sensie udało się przetrwać, ale od tego momentu nie można było mówić o budowie zespołu, o normalnym funkcjonowaniu. Z każdym rokiem musieliśmy coraz bardziej ciąć wydatki - przyznał.

 

Filozofią kieleckiego klubu, co podkreśla Daszkiewicz, było zawsze stawianie na młodzież.

 

- Zawsze składaliśmy zespół z młodych zawodników i praktycznie każdy zawodnik, który przychodził do Kielc wiedział, że nie przychodzi zarabiać pieniędzy, tylko przychodzi wypromować się. Myślę, że ten nadrzędny cel się udał, bo naszym sztandarowym przykładem jest Mateusz Bieniek, który też mnie pytał dlaczego taka sytuacja. Szkoda takiego ośrodka, który wprowadził wielu młodych siatkarzy w dorosłą siatkówkę jak Adrian Buchowski, Miłosz Zniszczoł, Nikołaj Penczew, czy Grzegorz Pająk.

 

WYNIKI I TABELA PIERWSZEJ LIGI MĘŻCZYZN

 

Cała wypowiedź w załączonym materiale wideo. Cały odcinek "Prawda Siatki" tutaj.