Czy trzecie miejsce na Korsyce to pana największy sukces w karierze.

 

Kajetan Kajetanowicz: Zdecydowanie tak, ale wraz z pilotem Maciejem Szczepaniakiem cały czas jesteśmy świadomi, ile jeszcze potrzebujemy, aby wewnętrznie czuć pełną satysfakcję. Z drugiej strony muszę przyznać, że to podium było trochę niespodziewane, w kontekście debiutu w nowym samochodzie, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że zasłużone. Zapracowała na to jednak nie tylko załoga, ale cały zespół LOTOS Rally Team, który dał z siebie wszystko, nie tylko w trakcie rajdu. Wszyscy długo pracowaliśmy, aby w ogóle znaleźć się na starcie.

 

Jaki był ten pierwszy start w sezonie?

 

Ta impreza nie bez powodu nazywana jest "rajdem 10 tysięcy zakrętów". Jak mówi mój pilot, jeżeli masz chwilę, żeby spojrzeć z notatek na drogę, to znaczy, że... pomyliłeś rajdy, gdyż to nie może być Korsyka. I tak faktycznie było.

 

Co było najtrudniejsze?

 

Na całej trasie nie było nic łatwego! Z zakrętu w zakręt, z zakrętu w zakręt i tak np. przez 47 kilometrów, bo tyle liczył najdłuższy odcinek specjalny. Nie tylko w tym rajdzie, ale całej mojej dotychczasowej karierze. Rywalizacja, jak przystało na WRC2, była z najwyższej półki. Walczyliśmy z wielkimi talentami, a to daje mi bardzo dużo satysfakcji i napędza do jeszcze większej pracy.

 

Po raz pierwszy jechaliście też Volkswagenem Polo R5. Jakie wrażenia?

 

To był nasz debiut w Polo R5 i skupiałem się na odkrywaniu kolejnych tajemnic tego auta. Ale wszystko było ok, z odcinka na odcinek czułem się w nim pewniej. Dla mnie to rzeczywiście duża zmiana, bo wcześniej przez pięć lat jeździłem Fordem Fiestą R5, którego znałem już bardzo dobrze.

 

Jakie jest nowe auto?

 

Ma bardzo duży potencjał, zostało zbudowane przez ludzi, którzy w ostatnich latach dominowali w WRC i hurtowo zdobywali mistrzostwa świata. Nawiązaliśmy współpracę z austriackim zespołem Baumschlager Rallye&Racing, który zajmuje się serwisowaniem tego samochodu. To fantastyczny pakiet, który – jak sądzę - pozwala mi realnie myśleć o walce o podium.

 

Jaki zatem macie plan startowy w tym debiutanckim sezonie w mistrzostwach świata?

 

Tak, jak wymaga tego regulamin FIA, wystartujemy w siedmiu rundach WRC2, przy czym do klasyfikacji generalnej liczy się sześć najlepszych wyników. Naszym następnym przystankiem będzie Rajd Argentyny. Jestem bardzo podekscytowany, ponieważ jadę tam po raz pierwszy, ale także dlatego, że będzie to mój pierwszy start poza Europą.

 

To tego pierwszy raz nowym samochodem na nawierzchni szutrowej, całkiem innej niż korsykańskie asfalty.

 

Rzeczywiście będą tam bardzo szybkie szutry. Argentyna uchodzi za najtrudniejszy rajd w sezonie. Załogi muszą się tam zmierzyć ze zmianą klimatu, strefy czasowej, ale przede wszystkim z podstępnymi, kamienistymi odcinkami specjalnymi. Są one bardzo wymagające dla samochodów – wyboiste i leżą na nich ogromne kamienie. Łatwo można złapać +kapcia+ albo uszkodzić chłodnicę, nawet na środku drogi.

 

Co może być zatem kluczem do sukcesu?

 

Sądzę, że będzie nim znalezienie złotego środka pomiędzy unikaniem awarii a walką o jak najlepszy czas. Nasi rywale są bardzo szybcy, my również mamy apetyt na kolejne miejsce na podium, dlatego jak zwykle damy z siebie wszystko.

 

Jak się przygotowujecie do startu w Argentynie?

 

W środę zaczynamy w kraju ostatnie treningi, wylot do Ameryki Południowej zaplanowany jest na koniec przyszłego tygodnia. Trzymanie kciuków mile widziane!