„W spotkaniu z Rakowem akcje były szarpane, ale zagraliśmy w stylu, do którego przyzwyczailiśmy naszych fanów, czyli skutecznie, konsekwentnie i w sposób wyrachowany. Wiele osób może kręcić nosem na poziom, ale najważniejszy był awans do finału, co udało nam się osiągnąć. Absolutnie nie wstydzę się postawy swojej drużyny. Jestem wręcz dumny z chłopaków, bo jeśli nie stać nas na artyzm trzeba postawić na dobre rzemiosło. Uważam, że zasłużyliśmy na to, aby znaleźć się na PGE Narodowym” – skomentował trener Lechii Piotr Stokowiec.
 
Zawodnicy lidera ekstraklasy nie mogą jednak za długo świętować tego sukcesu, bo już w sobotę o 18 w ostatnim spotkaniu sezonu zasadniczego ekstraklasy zmierzą się na wyjeździe z czwartą w tabeli Cracovią. Sami piłkarze podkreślają jednak, że nie mają problemu z tak częstym rozgrywaniem meczów.
 
„Przy takim układzie nie ma czasu na konkretny trening, bo tylko przygotowujemy się taktycznie pod kątem kolejnych spotkań, ale ja jestem bardzo szczęśliwy, że rywalizujemy co trzy dni i nie ukrywam, że taki system może obowiązywać przez cały sezon. Dla piłkarza to przecież ogromna radość, że ma okazję jak najczęściej grać. Szczególnie kiedy występuje przy pełnym stadionie i odnosi zwycięstwa” – zauważył Michał Nalepa.
 
Akurat ten środkowy obrońca musi się mieć na baczności, bowiem ma już na koncie 11 żółtych kartek, a kolejne takie upomnienie oznacza, że zabraknie go w dwóch kolejnych spotkaniach. 26-letni defensor umiejętnie się jednak pilnuje, bo w ośmiu poprzednich ligowych potyczkach nie zobaczył żółtego kartonika.
 
W sobotę biało-zieloni nie zagrają w najsilniejszym składzie. Od dawna kontuzjowany jest pomocnik Rafał Wolski, a w Częstochowie „bokserskiego” urazu nabawił się Artur Sobiech, który przesądził o zwycięstwach Lechii 1:0 w dwóch ostatnich spotkaniach, także na własnym stadionie z Lechem Poznań.
 
W konfrontacji z Rakowem 28-letni napastnik został dwa razy uderzony w głowę – przy golu zahaczył go Arkadiusz Kasperkiewicz, natomiast w 29. minucie po zderzeniu z Andrzejem Niewulisem doznał pęknięcia luku brwiowego i musiał opuścić boisko.
 
„Artur pojechał do szpitala ze wstępnymi objawami wstrząśnienia mózgu” – wyjaśnił szkoleniowiec gdańszczan.
 
Remis w sobotniej potyczce zapewni biało-zielonym pierwsze miejsce po sezonie zasadniczym, ale piłkarze zapewniają, że jadą do Krakowa po trzy punkty.
 
„Cracovia to bardzo dobry zespół, który ma za sobą udaną rundę, jest wysoko w tabeli i zapewnił sobie miejsce w górnej ósemce. Jesteśmy jednak silni psychicznie, a wynika to z tego, że patrzymy tylko na najbliższe spotkanie i nie zaprzątamy sobie głowy tym, co czeka nas później. Fajnie, że awansowaliśmy do finału Pucharu Polski, ale teraz gramy z Cracovią i to jest dla nas, a nie potyczka z Jagiellonią Białystok na PGE Narodowym, najważniejszy mecz” – dodał Nalepa.
 
10 listopada w pierwszym spotkaniu pomiędzy tymi zespołami Lechia po bramce Flavio Paixao pokonała u siebie Cracovię 1:0. W tym mecuy goście nie wykorzystali rzutu karnego – strzał Javi Hernandeza obronił Dusan Kuciak.

WYNIKI I TABELA LOTTO EKSTRAKLASY