- Wiecie, czego się dowiedziałem wczoraj z szatni Legii? Ciekawe jest to, że odżyli Portugalczycy. Tak naprawdę to oni odetchnęli po zwolnieniu Sa Pinto. Nie możemy mówić tylko o Polakach, czy o Carlitosie. Czarek jako znawca kultury Iberyjskiej doskonale orientuje się jak Portugalczycy traktują Hiszpanów i vice versa. Poza Carlitosem, to właśnie Ci Portugalczycy mogli odetchnąć z ulgą - zaczepił Borek.

 

- To musiało się tak skończyć, skoro Legia bierz Sa Pinto, który w swojej karierze spędza w klubach mniej niż 9 miesięcy. Facet wraz ze sztabem zarabia wielkie pieniądze, przyjeżdża z wątpliwym trenerem bramkarzy i odsyła Krzysztofa Dowhania. Człowieka, skarbnice wiedzy, który wykształtował wielu bramkarzy, można powiedzieć że czołówkę Polski: Wojtka Kowalewskiego, Artura Boruca czy Grzegorza Szamotulskiego. Wszędzie gdzie Sa Pinto był to miał problem z równowagą emocjonalną - bulwersował się trener Kaczmarek.

 

- Przypomnijmy, że przecież nie każdy członek sztabu miał prawo wejść do szatni, podczas przerwy - wtrącił się Borek.

 

- Jak to wytłumaczyć, że drużyna w tym samym składzie personalnym z dnia na dzień gra zdecydowanie lepiej i wygrywa mecz za meczem? Są dwie teorie. Jedna mówi, że grali przeciwko trenerowi, ale słyszałem, że to jednak nie jest prawda. Po prostu było tak źle, bardzo brakowało komunikacji i prostego czucia atmosfery w szatni. Nie było po prostu chemii - podsumował Kowalski.

 

- Użyłeś złego stwierdzenia. Nie było biochemii, bo biochemia to jest to co napędza zespół. Wszystkie siły wolicjonalne i energia, której tej drużynie trzeba było dać - skomentował Kaczmarek.

 

- Słyszałem, że kontrakt był do 2021 roku, więc to jest wielki sukces prezesa Mioduskiego i całej Legii, że udało się go skrócić o rok, czyli do kwietnia 2020 będzie dostawał swoją pensje 150 tysięcy złotych miesięcznie, jeśli nie znajdzie nowego zatrudnienia. W każdym razie wreszcie coś się udało ugrać również finansowo - zakończył Kowalski.