Jak to możliwe, że zespół naszpikowany gwiazdami, z najlepszym szczypiornistą na świecie Mikkelem Hansenem, francuską gwiazdą Nikolą Karabaticiem czy legendarnym bramkarzem Thierrym Omeyerem doznał tak druzgocącej porażki?

 

"Pogubiliśmy się w momencie, gdy trzeba było się uspokoić i opanować grę" - twierdził po meczu kapitan Thierry Omeyer.

 

L’Equipe poświęca meczowi całą kolumnę. Specjalny wysłannik gazety tak zaczyna swoją relację z Kielc: "Nikt nie spodziewał się takiej nawałnicy gospodarzy. Chyba nawet sami kielczanie, którzy zagrali z niesamowitym rozmachem ani też paryżanie, którzy zostali zatopieni na samym dnie". Rok temu w tej samej hali mistrz Francji otworzył sobie bramy do F4, wygrywając 34:28. Tym razem ta wpadka sprawia, że strata jest praktycznie nie do odrobienia za tydzień w słynnej hali Pierre de Coubertin.

 

L’Equipe chwali polski zespół za hart ducha, za to że trzy lata po niespodziewanym sukcesie w Lidze Mistrzów (2016), zespół był długo odbudowywany, aby wreszcie pokazać, że znów będzie się liczył w Europie. Ogromny wkład w sobotni sukces miał Władimir Cupara, bramkarz kielczan. "Czlowiek, który potrząsa słupkami".

 

Od kiedy właścicielami PSG są Katarczycy, paryżanie tylko raz doznali tak wysokiej porażki. Miało to miejsce 14 lutego 2014, kiedy w fazie grupowej przegrali z Barceloną 28:38. Omeyer przypomina jednak, że kiedy grali w Montpellier z Nikolą Karabaticem w 2003 roku, dokonali niesamowitej "remontady". Po porażce w Pampelunie 19:27 wygrali u siebie 31:19. Ale to było dawno temu.

 

Cud ma to do siebie, że rzadko się powtarza i żeby zagrać po raz czwarty w finale PSG musi dokonać czegoś wielkiego w rewanżu. Podopieczni Tałanta Dujszebajewa łatwo skróty nie sprzedadzą, a ich trener-czarodziej zapewne znowu znajdzie sposób na paryżan. Tak czy inaczej na rewanż 5 maja o 17:00 warto będzie przyjść do hali Pierre de Coubertina . Mecz zapowiada się arcyciekawie. Oby z happy endem dla kielczan.