CCC przegrało zaledwie dwa spotkania w sezonie zasadniczym i zajęło pierwsze miejsce przed play off. W decydującej walce o 84. mistrzostwo Polski zespół z Dolnego Śląska pokonał kolejno po 3-0 Pszczółkę Polski Cukier AZS Lublin, Arkę Gdynia w półfinale i Gorzów Wlkp. w batalii o złoto.

 

 - Każde spotkanie finału było podobne - rywalki bardzo dobrze zaczynały, prowadziły po pierwszej kwarcie, ale moje koszykarki z każdą minutą grały lepiej i za każdym razem potrafiły zachować koncentrację do końca. Kluczowa była nasza mentalna siła i ławka rezerwowych, to, że mieliśmy możliwości rotacji, a koszykarki wchodzące z ławki dawały zespołowi to, czego potrzebował. Każda walczyła i pokazywała się z jak najlepszej strony. Nie spodziewałem się jednak, że w takim stylu zdobędziemy złoto, bez porażki w play off - podkreślił słowacki trener.

 

Drużyna 40-letniego szkoleniowca miała najlepszą defensywę - jako jedyna straciła mniej niż 1450 pkt w 24 meczach sezonu regularnego. Zbilansowany i wyrównany skład - aż pięć koszykarek miało średnie punktowe w sezonie zasadniczym powyżej 10,0 - był atutem polkowickiego zespołu. Procentowały też doświadczenia zebrane w Eurolidze, gdzie CCC awansowało do play off i w ćwierćfinale uległo Dynamu Kursk, późniejszemu wicemistrzowi.

 

Kovacik przyznał, że drugi tytuł przyniósł mu inną radość niż przed rokiem, gdy przejmował zespół w połowie sezonu. Polkowice zagrały w finale szósty raz, a złoto wywalczyły trzykrotnie - w 2013, 2018 i 2019 roku.

 

 - Radość i satysfakcja jest inna niż przed rokiem, gdy przyjechałem do Polkowic w styczniu i musiałem pracować z drużyną, którą budował ktoś inny. Tym razem byłem odpowiedzialny za dobór koszykarek od początku do końca, za ich występy w Eurolidze i w Polsce. Na pewno ten sezon był dla mnie spokojniejszy - ocenił.

 

Wygląda na to, że Kovacik nie zostanie jednak w dolnośląskim klubie. Na razie najważniejsza jest dla niego nie przyszłość zawodowa, a rodzina, z którą przez wiele miesięcy był w rozłące.

 

 - Nie mam kontraktu, myślę że odejdę. Nie rozmawialiśmy o tym z szefami klubu. Zresztą to pytanie nie do mnie, a do osób, które zarządzają CCC. Myślę teraz przede wszystkim o rodzinie, bo bardzo tęsknię za nią. W Polsce będę jeszcze dzień czy dwa i wracam szybko do domu. Przez dwa tygodnie nie będę w ogóle zajmował się koszykówką. Zupełnie się wyłączę. Moi najbliżsi zasłużyli, by im poświęcić uwagę, bo cały sezon, wiele miesięcy to rozjazdy i mecze. Zasłużyliśmy na wspólne wakacje, ale nawet nie myślałem jeszcze o tym, gdzie pojedziemy - dodał Słowak.