Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała) w Katarze będzie rywalizował m.in. z wicemistrzem Europy z Berlina z 2018 Konradem Bukowieckim (KS AZS UWM Olsztyn). To nie Polacy będą jednak głównymi faworytami konkursu, bo na starcie staną także mistrz olimpijski z Rio de Janeiro Amerykanin Ryan Crouser, złoty medalista mistrzostw świata z 2015 roku i wicemistrz olimpijski - jego rodak - Joe Kovacs czy rewelacyjny Tomas Walsh (mistrz świata z 2017 roku). Pomimo, że to początek bardzo długiego sezonu, można w tej konkurencji spodziewać się naprawdę znakomitych rezultatów.

 

 - Poziom mojej konkurencji jest kosmiczny, zdecydowanie najwyższy w historii. Pomimo tego, że w tym roku Diamentowa Liga będzie dziwna, z racji zorganizowania mistrzostw świata na przełomie września i października, akurat o wyniki pchnięcia kulą w poszczególnych zawodach jestem bardzo spokojny - powiedział przed startem cyklu Diamentowej Ligi dwukrotny mistrz olimpijski w tej konkurencji, a dziś wiceprezes PZLA Tomasz Majewski.

 

Kszczot (RKS Łódź) będzie na 800 m rywalizował z koalicją biegaczy afrykańskich. Podopieczny trenera Zbigniewa Króla ma za sobą pierwszy od lat eksperyment z opuszczeniem startów w hali. Wszystko po to, żeby być w gazie na mistrzostwa świata, które, tak jak start Diamentowej Ligi - odbędą się w Dausze, a przede wszystkim podczas przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio. Medal tej ostatniej imprezy jest jedynym krążkiem wielkich światowych imprez, którego Kszczotowi brakuje. Podczas inauguracji DL rywalizował będzie m.in. z Nijelem Amosem z Botswany czy Kenijczykiem Emmanuelem Korirem.

 

W rzucie dyskiem wystartuje Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław), który po zupełnie nieudanym sezonie 2018 podjął decyzję o zakończeniu współpracy z trenerem Witoldem Suskim. Nowy impuls w zbliżającej się do końca karierze popularnego "Małacha" miał dać Estończyk Gerd Kanter, z którym przez lata Polak rywalizował na rzutniach na całym świecie. Co dały zimowe treningi, z których do kibiców dobiegały pozytywne przekazy? Być może jedną z pierwszych odpowiedzi da start w Dausze. Trzeba jednak pamiętać, że to złoto igrzysk w Tokio siedzi w głowie polskiego dyskobola i to ten cel utrzymał go przy sporcie na kolejne cztery lata po srebrze w Rio de Janeiro. Stawka w rzucie dyskiem w Katarze będzie mocna, a jednym z głównych kandydatów do zwycięstwa wydaje się Szwed Daniel Stahl.

 

Piątym polskim zawodnikiem, który wystąpi na inaugurację prestiżowego cyklu będzie tyczkarz Piotr Lisek (OSOT Szczecin). Czekający na powiększenie rodziny zawodnik o wygraną będzie rywalizował m.in. z rewelacyjnym i już bardzo utytułowanym Amerykaninem Samem Kendricksem.

 

Do Kataru przylatują co roku wielkie gwiazdy, mimo że termin mityngu nie jest korzystny, a w tym roku szczególnie odległy od docelowej imprezy. Na początku maja wielu lekkoatletów jest jeszcze na zgrupowaniach i szlifuje formę. Najczęściej sezon zaczynają około dwóch tygodni później lub "rozgrzewają" się na lokalnych zawodach przed debiutem w blasku jupiterów.

 

W tym roku w konkurencjach, w których nie wystartują Polacy, bardzo ciekawie zapowiada się rywalizacja Amerykanek Brianny McNeal z Shariką Nelvis na 100 m ppł czy reprezentanta Turcji Ramila Guliyewa z Panamczykiem Alonso Edwardem na 200 m. W wieńczącym mityng biegu na 3000 m zmierzą się rewelacyjna Kenijka Helen Obiri z jedną z najbardziej utytułowanych biegaczek na świecie Etiopką Genzebe Dibabą.

 

Cykl Diamentowej Ligi, składający się w tym roku z 14 zawodów w Europie, Ameryce Północnej, Azji i Afryce, zostanie rozegrany po raz dziesiąty. Główną nagrodą jest diamentowe trofeum oraz czek na 50 tys. dolarów. By je otrzymać, nie trzeba wygrywać wszystkich mityngów, wystarczy zakwalifikować się do finału oraz w nim triumfować. Lekkoatleci rywalizują o pokaźne finansowe gratyfikacje także w poszczególnych mityngach. Rywalizację w tym roku - wzorem 2018 - zwieńczą dwa mityngi w Zurychu 29 sierpnia oraz Brukseli 6 września.

 

 - Spodziewam się Diamentowej Ligi nieco dziwnej. Część osób nie startuje w majowych mityngach. Widać to już wyraźnie. Na pewno ostatnie mityngi będą strasznie mocne, bo wiele osób będzie już w nich formie podobnej, co później na mistrzostwach świata. Ludzie w tym roku będą zupełnie inaczej trenowali przez termin imprezy mistrzowskiej. Przez to część zawodów być może się nie uda, bo przyjedzie czas w tym długim sezonie, gdy trzeba będzie znów mocniej potrenować - ocenił Majewski.

 

Podkreślił, że w Dausze nie spodziewa się 3 maja rekordowych wyników.

 

 - Powiedzmy sobie szczerze - to ostatnia edycja tego cyklu w tym kształcie. Kolejna będzie już mniejsza. Cześć konkurencji wypadnie. Niestety, głównie techniczne oraz biegi długie. Musi Diamentowa Liga ewoluować i być bardziej atrakcyjna. Pojedyncze mityngi sobie radzą, ale cały cykl ma obecnie problemy. Odkąd stracono sponsora tytularnego, to go nie można znaleźć, a to przecież nie są tak wielkie pieniądze, jak w niektórych dyscyplinach sportu. Format takich mityngów musi więc być krótszy i dostosowany bardziej pod potrzeby telewizji. Z konkurencji technicznych obronią się tyczka, oszczep i pchnięcie kulą. Z rzutem dyskiem będzie już większy kłopot - powiedział Majewski.

 

Już teraz w Diamentowej Lidze nie ma niektórych konkurencji - jak np. rzutu młotem, na co często skarżyli się specjaliści od tej konkurencji - szczególnie bliskiej polskim kibicom z racji sukcesów. Od 2020 roku mityngi będą zdecydowanie krótsze, a organizatorzy postawią na spektakl. 2019 rok jest więc dla fanów DL w znanym od 10 lat kształcie ostatnim, w którym mogą podziwiać swoich idoli w aż 14 startach i w 32 konkurencjach.

 

Transmisje zawodów Diamentowej Ligi na sportowych antenach Polsatu.