Zaskoczeniem dla kibiców, którzy godzinę przed meczem lustrowali składy, mogło być zestawienie środka obrony w ekipie Ireneusza Mamrota. Szkoleniowiec "Jagi" postawił na nowy duet, który do tej pory zagrał wspólnie tylko w jednym meczu, przeciwko Lechowi Poznań. Etatową parę stoperów tworzyli Ivan Runje i Nemanja Mitrović, a na boku obrony występował  ściągnięty z Wisły Kraków zimą - Zoran Arsenić. Problemy zaczęły się od przymusowej absencji za kartki Mitrovicia, wtedy Arsenić stworzył chorwacki duet z Runje. 

 

W tamtym meczu Runje doznał kontuzji i Mamrot zdecydował postawić się na Słoweńca Mitrovicia z Arseniciem. Do wtorku wydawało się jasne, kto wystąpi w najważniejszym meczu sezonu. Właśnie we wtorek Ivan Runje wrócił do treningu, a tuż po nim Mamrot zdecydował, że wróci do składu kosztem... Mitrovicia. 

 

Decyzja była zaskakująca i mocno poirytowała Słoweńca. Źródła związane z Jagiellonią mówią, że podobno odmówił wyjazdu na PGE Narodowy, tłumacząc się występującą kontuzją. Nieodpowiedzialne zachowanie sprawiło, że interweniować musiał prezes klubu Cezary Kulesza, a Mitrović do Warszawy dojechał prywatnym samochodem. Szkoleniowiec nie zmienił jednak zdania i Słoweniec cały mecz spędził na ławce rezerwowych. 

 

Nie da się rozstrzygnąć, czy jedność przed finałem dałaby puchar drużynie z Podlasia. Na pewno tego typu sytuacje nie pomagają w koncentracji, a przecież Jagiellonia wciąż pozostaje w grze o czwarte miejsce w Lotto Ekstraklasie, które daje prawo gry w eliminacjach Ligi Europy.