- Ta histeria mnie nie zaskakuje, bo trochę już w Polsce mieszkam. W takich sytuacjach wychodzi, jak niektórym Legia „leży na sercu” - mówił Vukovic, który spotkanie w Gdańsku oglądał z trybun. To była kara dla szkoleniowca za niesportowe zachowanie podczas meczu z Lechem. W Poznaniu został on wyrzucony przez sędziego z trenerskiej ławki. 

 

- Spotkanie w Gdańsku oglądałem z bardzo wygodnej pozycji, mogę więc oceniać sprawy boiskowe. Moim zdaniem rażąca była jedynie... różnica klas dzieląca te zespoły. Nasza przewaga, szczególnie w drugiej połowie, była miażdżąca - powiedział trener, który odniósł się też do ostrej krytyki sędziego przez Kuciaka.

 

- Gdybym nie znał Dusana, miałbym może jakiś żal. On jest świetnym bramkarzem, dopóki nie zacznie gadać i oceniać. Stracił sporo bramek w ostatnich czterech spotkaniach i bardzo go to frustruje. Powinien się uspokoić - mówił Vukovic. 

 

- Sędzia nas okradł. Skąd on jest, gdzie on mieszka? Jędrzejczyk powinien zobaczyć dwie czerwone kartki. W drugiej połowie faulował Konrada Michalaka tak, jak robi się to w futbolu amerykańskim - wykrzykiwał po meczu Kuciak. Później bramkarz Lechii, a w przeszłości Legii, złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Komisja Ligi nałożyła na Słowaka grzywnę w wysokości 10 tysięcy złotych.

 

Podczas piątkowej konferencji Vukovic powiedział, jak on widział sytuację, w której Jędrzejczyk zatrzymał piłkę zmierzającą do bramki Legii.

 

- Artur nie chciał zagrać ręką. Ktoś powie, że była to parada obronna. Trafił piłkę biodrem, a później delikatnie jej dotknął. Jeżeli zmienią się przepisy, przyznam rację. W tym przypadku to szukanie alibi po porażce, dla mnie jest to słabe. 

 

Zmiana decyzji przez sędziego podzieliła piłkarskich fachowców. Prezes PZPN Zbigniew Boniek przepraszał Lechię za to, Daniel Stefański nie podyktował rzutu karnego. Przewodniczący Kolegium Sędziów Zbigniew Przesmycki uznał z kolei, że arbiter podjął słuszna decyzję. Za Stefańskim opowiedział się też jeden z najsłynniejszych sędziów na świecie Markus Merk.   

 

- Sytuacja jest bardzo kontrowersyjna, jednak biorąc pod uwagę najnowsze interpretacje, nie ma tu mowy o przewinieniu. Nie powinno być rzutu karnego. Ręka Jędrzejczyka znajdowała się na ziemi, służyła tylko do "podtrzymania" ciała. Taki jest mój werdykt - powiedział na łamach "Super Expressu" były niemiecki arbiter.

 

Gdy podczas konferencji zaczęto rozmawiać o sobotnim meczu Legia - Piast, trener Vukovic zdradził kilka szczegółów. 

 

- Nie możemy liczyć tylko na Jarosława Niezgodę. Nie będziemy ryzykować, ale jest szansa, że do końca sezonu pojawi się on na boisku. Pozostali zawodnicy są do dyspozycji. Jeżeli chodzi o obsadę bramki - zarówno w pierwszym składzie jak i na ławce rezerwowych nie będzie żadnych zmian. Radosław Majecki wraca po poważnym urazie. Mógłby grać, podchodzimy jednak do tego na spokojnie. Ten zawodnik jest przyszłością Legii, bardzo ostrożnie będziemy podchodzili do jego powrotu.  

 

Serbski szkoleniowiec chwalił też najbliższego rywala, ale przypomniał, że jego zespół ma na Piasta "patent".

 

- Piast wygrywa w tej chwili wszystkie mecze w lidze. Oprócz spotkań z nami, musimy zrobić wszystko, aby ten stan rzeczy utrzymać. To, że przegrali tylko jedno spotkanie w tym roku świadczy o ich sile potencjale. Piast jest w lepszej formie niż Lechia. Nie jest to dla mnie żadnym zaskoczeniem. Nie ma nic bardziej pewnego niż to, że drużyna Waldemara Fornalika będzie grała dobrze w piłkę.

 

W drużynie gości pojawi się dwóch zawodników, którzy jeszcze niedawno grali w Legii. Vukovic przyznał, że przynajmniej jeden z nich może wrócić na Łazienkowską. 

 

- Gdybym ja decydował, Jakub Czerwiński i Tomasz Jodłowiec byliby w naszej kadrze. Jeżeli będzie to ode mnie zależało, „Jodła” w przyszłym sezonie będzie naszym zawodnikiem - oznajmił trener mistrza Polski.

 

Mecz Legia Warszawa - Piast Gliwice rozpocznie się w sobotę o godzinie 20.30.

 

WYNIKI, TERMINARZ I TABELA LOTTO EKSTRAKLASY