Barcelona odpadła z Ligi Mistrzów po dramatycznym dwumeczu z Liverpoolem. W pierwszym spotkaniu "Duma Katalonii" ograła Anglików 3:0, a w rewanżu "The Reds" wygrali 4:0. 

 

- Takie huśtawki nastrojów nigdy nie są dobre w kontekście oceny pracy trenera. Bezpośrednio po meczu w emocjach wszyscy są zdenerwowani i taka "chwiejna" ocena moim zdaniem nie ma sensu - dodał ekspert Polsatu Spot Tomasz Łapiński.

 

Decydujący w kwestii przyszłości Valverde w stolicy Katalonii może być najbliższy finał Pucharu Króla. "Blaugrana" już kilka tygodni temu zapewniła sobie natomiast wygraną w La Liga. 

 

- W lidze hiszpańskiej nikt nie potrafił zweryfikować słabości Barcelony, a zrobił to Jurgen Klopp. Pod kierownictwem Valverde drużyna poprawiła grę w obronie i to funkcjonuje bardzo dobrze. Luis Suarez i Leo Messi są zwolnieni z zadań defensywnych, ale blok obronny zazwyczaj był monolitem. Dośrodkowania Liverpoolu i tempo akcji narzucone przez Anglików sprawiły jednak, że Barcelona zaczęła się uginać. Gdyby większa liczba drużyn próbowała grać w ten sposób, Hiszpanie mieliby lekcje i mogliby wyciągać wnioski - powiedział były reprezentant Polski Jacek Zieliński.

 

Według ekspertów, kluczem do sukcesu Liverpoolu mogła być motywacja Kloppa. Trener "The Reds" był zadowolony z gry swojego zespołu po pierwszym spotkaniu.

 

- Klopp zaczął motywowanie swoich zawodników już na konferencji po pierwszym meczu w Barcelonie. Mimo wyniku 0:3, Niemiec mówił, że to był najlepszy występ Liverpoolu w Champions League. Zaczęło się napędzanie i nakręcanie na rewanż - zauważył Borek. 

 

- Trzeba przyznać, że było w tym dużo prawdy. Liverpool faktycznie rozegrał dobry mecz. Stworzyli kilka sytuacji, było dużo plusów. Barcelona była przede wszystkim bardzo skuteczna - dodał Zieliński.