Gliwiczanie rywalizowali w niedzielę o tytuł z broniącą trofeum warszawską Legią, którą wyprzedzali o dwa punkty. Legioniści równolegle grali u siebie z Zagłębiem Lubin. Piast potrzebował zwycięstwa, by niezależnie od wyniku spotkania w stolicy świętować.

 

Zespół trenera Waldemara Fornalika w tym sezonie na własnym stadionie przegrał tylko raz – w sierpniu z Legią 1:3. W rundzie finałowej gliwiczanie zdobyli 16 punktów w sześciu wcześniejszych meczach i to wywindowało ich na szczyt tabeli.

 

Dwie godziny przed spotkaniem nad Gliwicami przeszła burza, potem zaczęło mocno padać, co zakłóciło zabawę dzieci na festynie, zorganizowanym obok stadionu. Podczas gry pogoda sprzyjała już zarówno zawodnikom, jak i widzom.

 

Ponieważ wojewoda śląski zadecydował, że spotkanie zostanie rozegrane bez udziału kibiców gości, wszystkie bilety zostały sprzedane sympatykom Piasta. W efekcie padł rekord frekwencji obiektu – 9913 osób.

 

W sezonie zasadniczym gliwiczanie pokonali na własnym stadionie „Kolejorza” 4:0. W niedzielę gospodarze walczyli o tytuł, dla rywali wynik nie miał dużego znaczenia w kontekście miejsca w tabeli. Wyjściowy skład gości mocno różnił się od tego z poprzedniego ligowego meczu z Lechią Gdańsk.

 

Przed meczem na trybunach stadionu dominował jeden temat rozmów – czy gospodarzom uda się utrzymać przewagę na Legią. Spiker przypomniał, że dokładnie rok wcześniej Piast podejmował Bruk–Bet Termalicę Nieciecza w ostatniej kolejce sezonu i dopiero w tym spotkaniu zapewnił sobie utrzymanie.

 

„A dziś rozgrywamy najważniejszy mecz w 74-letniej historii klubu” – podkreślił.

 

Jeśli gliwiccy kibice liczyli, że to będzie łatwe spotkanie, po pierwszej połowie mogli się czuć rozczarowani. Bo Lech postawił trudne warunki i Piast miał spore problemy z wypracowaniem sobie dobrych okazji podbramkowych. Sytuacja się zmieniła w 27. minucie, kiedy nieporozumienie bramkarza przyjezdnych z Rafałem Janickim wykorzystał Piotr Parzyszek i dał gospodarzom prowadzenie.

 

Kolejne minuty przyniosły napór Lecha i ogromne problemy gliwickiej obrony. Jakub Szmatuła kilka razy uratował swój zespół od straty gola. Po główce Nikoli Vujadinovica gospodarzy uratował słupek.

 

Drugą cześć ofensywnie zaczęli poznaniacy, spychając przeciwnika do defensywy. Znów było groźnie pod bramką Szmatuły. Gospodarze mieli problemy z wyjściem ze swojej połowy. Spore poruszenie na widowni wywołała informacja o prowadzeniu Zagłębia w Warszawie. W 63. minucie mogło być 1:1, gdyby Wołodymir Kostewycz trafił z ostrego kąta do pustej bramki.

 

Nieliczne kontry Piasta kończyły się najwyżej dośrodkowaniami na pole karne Lecha. Dopiero w ostatnim kwadransie gliwiczanie częściej budowali akcje zaczepne. W doliczonym czasie dobrej okazji nie wykorzystał Tomasz Jodłowiec. Po chwili sędzia zakończył spotkanie, a na trybunach zaczęła się feta.

 

Piast Gliwice - Lech Poznań 1:0 (1:0)
Bramka: Parzyszek 27

Piast: Jakub Szmatuła - Marcin Pietrowski, Jakub Czerwiński, Aleksandar Sedlar, Mikkel Kirkeskov - Martin Konczkowski(80' Tomasz Jodłowiec), Tom Hateley, Patryk Dziczek, Joel Valencia, Jorge Félix (90' Gerard Badía) - Piotr Parzyszek (71' Michal Papadopulos)

Lech: Matúš Putnocký - Marcin Wasielewski, Rafał Janicki, Nikola Vujadinović, Piotr Tomasik - Maciej Makuszewski, Mateusz Skrzypczak (79' Filip Marchwiński), Maciej Gajos, Darko Jevtić, Wołodymyr Kostewycz (66' Tymoteusz Klupś) - Krzysztof Kołodziej (63' Kamil Jóźwiak)

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Widzów: 9913