Lorek: Niki Lauda. Szczerość nade wszystko

Moto
Lorek: Niki Lauda. Szczerość nade wszystko
fot. PAP

Co prawda dziadek Nikiego Laudy - Hans był szanowanym wiedeńskim przemysłowcem, ale rodzice nie chcieli, aby Niki został kierowcą wyścigowym. Gnany pasją do motoryzacji spełnił najskrytsze marzenia i udowodnił, że prawdziwej miłości nie da się ujarzmić… Trzykrotny mistrz świata w Formule 1, Niki Lauda zmarł we śnie w Zurychu.

Australijczyk Mark Webber, były kierowca Minardi, Jaguara, Williamsa i Red Bull Racing, zwykł mawiać, że sposób w jaki żegnasz się ze światem, w dużej mierze ilustruje twoje życie. Odejść będąc zanurzonym we śnie to marzenie wielu śmiertelników, nie tylko wybitnych kierowców wyścigowych. Dla człowieka, który żył rywalizacją bolidów, każdy dzień był darem niebios. Pasjonaci, a Lauda do nich bezsprzecznie należał, rzadko zrzędzą i marudzą. Owszem, przeważnie ludzie przesiąknięci miłością do silników, aktywnych zawieszeń i wymyślnych szykan nie przebierają w słowach, ale czynią tak dlatego, że wiele poświęcili, aby być w świątyni sportów motorowych. Lauda zaciągał kredyt w banku jako młody chłopak, bo jego wizjonerski umysł wiedział, że bez zastrzyku gotówki nawet największy talent niewiele znaczy. Jego pedantyczne skłonności i uwielbienie do precyzyjnych obliczeń stworzyło nowy, dotąd nieznany obraz kierowcy wyścigowego. Obłąkańcza determinacja i chęć doprowadzenia auta do perfekcji, wieczne dążenie do rozwoju bolidu, zostało zauważone przez szwajcarskiego kierowcę. To Clay Regazzoni wydał pozytywną opinię o Nikim Laudzie, a ponieważ Enzo Ferrari liczył się ze zdaniem Claya, niezwłocznie zaproponował kontrakt młodemu Austriakowi. Mieć 25 lat i ścigać się dla legendarnej stajni z Maranello: marzenie każdego chłopaka kochającego prędkość i zapach spalin. Jakaż była radość szefów zespołu, kiedy w drugim sezonie startów w barwach Ferrari, Lauda sięgnął po mistrzowski tytuł. Co więcej, Niki Lauda pierwszy tytuł zapewnił sobie w świątyni prędkości – na Autodromo Nazionale Monza. Clay Regazzoni wygrał wyścig, drugi był szalony Brazylijczyk Emerson Fittipaldi (McLaren – Ford), a trzecie miejsce wystarczyło Laudzie, aby świętować triumf. Dobry sezon Claya sprawił, że Ferrari sięgnęło po zwycięstwo w klasyfikacji konstruktorów.

 

Dramat na Nurburgring

 

Lauda był mistrzem zdrowego balansu. Kochał matematykę, ale kiedy prowadził auto cywilne, nie kusił losu. Na szosie był stonowanym kierowcą. Z kolei na torze nie uznawał kompromisów. Kiedy dostrzegł, że tor Nurburgring nie spełnia wymogów bezpieczeństwa (godzi się przypomnieć, że akcja miała miejsce w 1976 roku), nawoływał do bojkotu kolegów po fachu. Sęk w tym, że środowisko nie zawsze chciało posłuchać Laudy. Słabsi wiedzieli, że skoro mistrz pragnie zbojkotować wyścig, to uchyla się dla nich furtka, aby zabłysnąć, choćby przez kilkanaście sekund… Okrutne, acz prawdziwe… Lauda przestrzegał kolegów po fachu przed tragedią, lecz większość nie słuchała Austriaka. Amerykanin Robert Brett Lunger wspominał, że Lauda rozpędził Ferrari do circa 220 km/h na feralnym drugim okrążeniu GP Niemiec. Kiedy bolid Laudy stanął w płomieniach, Lunger był jednym z tych, dla których życie kolegi było ważniejsze od wyniku i splendoru… Lunger solidnie się spocił, ale zdołał wyciągnąć Laudę z płonącego bolidu. Ostatkiem sił Lauda i Lunger przedreptali 7, góra 8 kroków, aby oddalić się od źródła ognia. Wycieńczeni upadli na trawę. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie? Robert Lunger zadebiutował podczas GP Austrii w 1975 roku, a zanim zasiadł za kierownicą bolidu służył w armii amerykańskiej i walczył w Wietnamie. Doświadczenie wyniesione z wojny w Azji przydało się podczas ratowania Laudy…

 

Poparzony Niki cierpiał, stracił część prawego ucha, sporo włosów, ale nie zatracił żaru w oczach i umyśle. Był wojownikiem, który nie cofnie się przed najgroźniejszą przeszkodą. 6 tygodni po dramatycznym wypadku na Nurburgring, Lauda pojawił się z obandażowaną twarzą na torze Monza!!! Niezłomna wola walki, charakter godny największych mistrzów… Zapracował na dozgonny szacunek wielkiego rywala: Jamesa Hunta. Niki zajął czwarte miejsce w GP Włoch, przegrał tytuł na rzecz Hunta, ale rok później znów zawędrował na szczyt wyścigowej piramidy. Większość kierowców już nigdy więcej nie pocałowałaby monokoku, a Lauda chciał przezwyciężyć barierę bólu i pokazał, że znów można zasiąść na tronie. Tytuł zdobyty w 1977 roku zdumiał największych bywalców wyścigowego padoku.

 

Rozwód z Ferrari

 

Carlos Reutemann, argentyński kierowca wyścigowy, partner Laudy w stajni Ferrari, nie podróżował w tym samym strumieniu świadomości co Niki. W nowym otoczeniu, w zespole Brabham korzystającym z silników Alfa Romeo, Niki nie potrafił się odnaleźć. Bez owijania w bawełnę, Lauda zakomunikował Berniemu Ecclestone, że ma dosyć jego rządów i nie zamierza więcej bezsensownie jeździć w kółko tym złomem, po czym zawiesił karierę. Będąc miłośnikiem awiacji, stworzył swoje podniebne poletko. Założył firmę Lauda Air i odciął się od świata F1, lecz o nim nie zapomniał…

 

W 1982 roku Formuła 1 i Niki Lauda zatęsknili za sobą. Austriak pomyślnie przeszedł testy w McLarenie. Jedyną przeszkodą był sponsor zespołu – Marlboro – który jął powątpiewać w umiejętności Laudy. W 1984 roku Lauda pokazał, że nie zapomniał jak prowadzić bolid w mistrzowskim tonie. Zainspirował go Francuz, później nazywany „Profesorem F1” – kolega, a zarazem rywal ze stajni McLarena: Alain Prost. Ścigali się tak zaciekle przez cały sezon, że o zwycięstwie Laudy nad Prostem decydowały niuanse: na finiszu Austriak był lepszy o pół punktu od Francuza. Niki nie ukończył aż 6 wyścigów, ale zdołał zapewnić sobie mistrzowski tytuł.

 

 

Niki Lauda z Michaelem Schumacherem (2007 rok) (fot. PAP)

 

Kiedy spogląda się na dzisiejszą dominację zespołu Mercedes AMG Petronas Motorsport, czuć w nim ducha Laudy. We wrześniu 2012 Niki rozpoczął budowę nowej potęgi w świecie F1. Starannie, jak to Lauda miał w zwyczaju, krok po kroku. Z wizjonerskim zacięciem i wrodzoną skrupulatnością. Lewis Hamilton i Valtteri Bottas wiedzą, że lwią część laurów ekipa z angielskiego Brackley zawdzięcza Laudzie. Pasja i miłość do sportu są gwarantem, że krawiec, choćby nie miał w garderobie aksamitu i jedwabiu, uszyje cosik wyjątkowo zgrabnego. Tylko, że droga nie przypomina spaceru po molo w Sopocie, jeno wspinaczkę na ośnieżony Glossglockner…

 

Austriacka poczta wydała w 2005 roku znaczek z podobizną Laudy. To zacna pamiątka dla potomnych wybitnego kierowcy, który udowodnił w każdej cząstce swojego żywota, że nie trzeba mieć talentu w kołysce, aby dokonać czegoś wielkiego w świecie sportu. Spoczywaj w ciszy, Niki, choć trudno będzie zasnąć spoglądając na magiczną czerwoną czapeczkę…

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze