Urodzony w Polsce fiński szkoleniowiec przyznał, że rok temu o polskiej lidze nie wiedział prawie nic.

 

 - Teraz ją poznałem. Z żadnymi fińskimi rozgrywkami nie da się jej porównać, to inny świat. I to nie chodzi o pieniądze. To kłamstwo, że polskie kluby ich nie mają. Te małe – owszem, ale te duże płacą ogromne kwoty zawodnikom. Fińscy agenci się śmieją, pytają, jak to możliwe, żeby przy takim poziomie płacić takie pieniądze hokeistom – stwierdził selekcjoner, który po sezonie przeniósł się z Nowego Targu do mistrza drugiej ligi niemieckiej Ravensburg Towerstars.

 

 - Zadecydowały kwestie rodzinne, tam jest międzynarodowa szkoła dla moich dzieci, będziemy razem, inna jest też liga. W Polsce bardzo mi się podoba, fajnie było mieszkać, niczego - poza rodziną - mi nie brakowało, do sauny chodziłem niemal codziennie – wyjaśnił Valtonen.

 

Podkreślił, że chce poznawać nowe miejsca.

 

 - Żyje się raz i dlatego trzeba coś zobaczyć. Pracowałem w Finlandii, w Polsce, teraz pojadę do Niemiec. Wybieram to, co czuję, że jest dobre. Tak nie po polsku, że tylko kasa się liczy. Słucham tego, co powie serce. Wierzę w to, co chcą w klubie zrobić i to jest dla mnie najważniejsze – dodał.

 

Jego zdaniem polskie kluby ekstraligowe zatrudniają mnóstwo obcokrajowców, z racji braku odpowiedniej liczby polskich hokeistów, a Polakom płacą duże pieniądze, nieprzystające do prezentowanego poziomu.

 

 - O szkoleniu w klubach się nie myśli. Jedynie w Jastrzębiu traktują tę sprawę poważnie. Nie planuje się na 5 czy 10 lat. Liczy się tu i teraz. Trzeba szkolić trenerów, którzy będą pracować z młodymi zawodnikami. Jeśli nic się nie zmieni, to za 10 lat będziecie mieli w sumie może sześć klubów i to bez Polaków w składach. Przez ten rok wiele widziałem, niektóre rzeczy mnie zaszokowały. Tu każdy patrzy tylko na siebie, a nie myśli o współpracy – podkreślił Valtonen.

 

Jego zdaniem w lidze powinno być rozgrywanych zdecydowanie więcej spotkań, niż obecnie.

 

Dodał, że decyzję, czy w kolejnym sezonie poprowadzi kadrę biało-czerwonych, podejmie do końca maja.

 

 - Byłem niedawno w Polsce, rozmawialiśmy w PZHL, teraz zmuszę sobie to wszystko przemyśleć i podjąć decyzję. Problemu z łączeniem obowiązków klubowych i reprezentacyjnych nie ma. Klub się zgodził, mam to zagwarantowane w podpisanej umowie. Muszę się zastanowić, czy coś z tego będzie. Sytuacja w polskim hokeju przypomina tę z Finlandii w latach 70-tych – wyjaśnił.

 

Wiceprezes PZHL Robert Walczak podkreślił, że związek zna i rozumie problemy podnoszone przez selekcjonera.

 

 - Dlatego inwestujemy i rozwijamy związkową szkołę mistrzostwa sportowego, szkolenie dzieciaków i trenerów - stwierdził.

 

Valtonen przyznał, że jako człowiek przebywający większość życia na lodowisku, lubi urlop spędzać w ciepłych miejscach.

 

 - Dlatego teraz lecę na trzy tygodnie do Miami. Na urlopie musi być ciepło – zakończył z uśmiechem Tomasz Valtonen.

 

Fin przejął kadrę rok temu po zwolnieniu przez związek Kanadyjczyka Teda Nolana, pod którego kierunkiem Polacy spadli do Dywizji 1B mistrzostw świata, czyli na trzeci poziom rozgrywkowy.

 

Na przełomie kwietnia i maja biało-czerwoni byli blisko powrotu do wyższej dywizji, zajęli w mistrzostwach drugie miejsce za Rumunią, która miała tyle samo punktów, ale wygrała bezpośredni mecz. Kolejne mistrzostwa zostaną rozegrane w Polsce.