Polska Agencja Prasowa: Czy finałowa para play off w ekstraklasie koszykarzy Polski Cukier Toruń – Anwil Włocławek to dla pana zaskoczenie?

 

Sebastian Kowalczyk: Nie można tak powiedzieć, bo Toruń, Arka i Anwil to są drużyny, które zasługiwały na finał, choć wiadomo, że mogą zagrać tylko dwie. Seria Anwilu z Arką była bardziej wyrównana niż Torunia ze Stelmetem. Gdyby gdynianie wygrali, nie można byłoby mówić o niespodziance, podobnie jak nie jest nią awans Anwilu.

 

Można powiedzieć, że trochę podpowiedzieliście koszykarzom z Włocławka jak grać z Arką, tocząc w ćwierćfinale play off pięciomeczowy bój z najlepszym zespołem sezonu zasadniczego. Trener Anwilu Igor Milicic osobiście oglądał jedno z waszych spotkań w hali na Bemowie. I nie raz kręcił głową...

 

Trener Milicic obserwował mecze swoich kolejnych rywali, ale myślę, że oni mają swoją taktykę, swoje rozwiązania. Szli swoją drogą.

 

Jak kapitan Legii ocenia postawę zespołu w zakończonym sezonie?

 

Nie ma co ukrywać, że był dla nas bardzo udany. Przed jego rozpoczęciem niewiele osób widziało nas w ogóle w play off. To była prawdziwa zagadka. Ciężka praca i sposób budowy zespołu przez trenera Tane Spaseva okazały się strzałem w dziesiątkę. Docieraliśmy się z czasem jako grupa zawodników, wszystko fajnie funkcjonowało. Mieliśmy młody zespół, dobrze rozumieliśmy się nie tylko na boisku, ale i poza. Na sukces, jakim był awans do play off, złożyło się wiele czynników. Dodatkowym smaczkiem było wygranie dwóch spotkań w ćwierćfinale z Arką i doprowadzenie do piątego meczu w Gdyni.

 

Co pan powie o swojej roli - kapitana i rozgrywającego?

 

Cieszę się, że znalazłem się w zespole walczącym w play off, który toczył równy bój z faworytem. Dostawałem w tych rozgrywkach bardzo dużo minut na parkiecie i jestem zadowolony, że ja i zespół wywiązaliśmy się z zadań.

 

Dwie wygrane z Arką odnieśliście bez kontuzjowanych czołowych graczy Omara Prewitta i Mo Soluade.

 

Szkoda, że w takim momencie koledzy odnieśli kontuzje. Wiadomo, zdrowie jest najważniejsze, ale polscy koszykarze zespołu pokazali wówczas, że nie boją się powierzonej im roli i odpowiedzialności, że też potrafią. Trafiliśmy z formą na ćwierćfinał i pokazaliśmy swoje prawdziwe umiejętności.

 

Będąc trenerem zespołu, kogo zostawiłby pan w składzie na przyszły sezon? Jakich wzmocnień potrzebuje drużyna?

 

To naprawdę pytanie do trenera. Nie myślę jeszcze o zawodzie szkoleniowca i nie ośmieliłbym się przedstawiać swojej wizji składu.

 

Piłkarze Legii nie zdobyli mistrzostwa Polski, co jest porażką klubu. Koszykarze natomiast zagrali z sercem, awansowali do play off, gdzie postawili się faworytowi rozgrywek. Czy w związku z tym spodziewacie się jeszcze większej sympatii ze strony kibiców i przychylności władz klubu?

 

Jesteśmy jednym organizmem, jednym klubem i sympatia rozkłada się równo. Jasne, że piłka nożna jest sportem numer jeden w Polsce. Zawsze będzie na nią chodziło więcej kibiców. Piłkarze nie zdobyli mistrzostwa, ale są drugą drużyną w kraju. Rozpoczynanie sezonu z zadaniem "musicie zdobyć tytuł" oznacza sporą presję, wysoko postawioną poprzeczkę. W naszym przypadku była to inna bajka. Za rok będzie nowe rozdanie i kolejna szansa, żeby jedni i drudzy zrobili krok do przodu.

 

Jak pan sobie wyobraża przyszły sezon koszykarskiej Legii?

 

Ważną sprawą w budowaniu drużyny będzie budżet. Do końca nie znam jeszcze planów. Po prostu cieszę się, że zrobiliśmy duży postęp i fajny wynik, że w kraju zaczęło się więcej mówić o koszykarzach Legii. Nadal trzeba robić krok po kroku do przodu. Wiadomo, oczekiwania będą większe, cele wyższe. Zobaczymy.

 

Dziewięć lat temu był pan w kadrze juniorów przygotowującej się do mistrzostw świata do lat 17 w Hamburgu. Nie pojechał jednak na ten turniej, nie zdobył srebrnego medalu z drużyną trenera Jerzego Szambelana. Wielu chłopaków z tamtego zespołu gra teraz na niższym szczeblu, a tylko kilku zrobiło międzynarodową karierę. Pan pełni dziś ważną rolę w rozwijającym się zespole, jest czołowym rozgrywającym ekstraklasy. Marzy się panu jeszcze gra w reprezentacji?

 

To marzenie każdego sportowca. Nie nachodzą mnie jednak uporczywe myśli, że muszę grać jak najlepiej, żeby być w kadrze. Owszem, chciałbym jeszcze poprawić swoją grę, wejść na jeszcze wyższy poziom. Przygoda z kadrą młodzieżową była dla mnie cennym doświadczeniem. Od rocznika U-16, poprzez U-17, U-18, U-19, nie udawało mi się dostać do reprezentacyjnej "12", chociaż byłem w "14". Na zgrupowaniach przed mistrzostwami zawsze odpadałem jako ostatni. To dodawało mi tylko motywacji, że muszę trenować jeszcze ciężej, stawać się coraz lepszym graczem. Tamte niepowodzenia postawiły mnie w tym miejscu, w którym jestem teraz.

 

WYNIKI I TERMINARZ EBL