Niedawno razem spadli z Premier League. W sobotę będą rywalami w finale Ligi Mistrzów!

Piłka nożna

Jeszcze trzy lata temu prawdopodobnie nie wyobrażali sobie, że mogą wejść na tak wysoki szczyt klubowej piłki. Wraz z Newcastle United spadli z Premier League i choć mogli liczyć na ciekawe oferty, to jednak nie mogli przewidzieć zainteresowania czołowych zespołów. Los jednak chciał, że Moussa Sissoko oraz Georginio Wijnaldum znaleźli nowych pracodawców, a już w sobotę zagrają w finale Ligi Mistrzów.

11 maja 2016 roku Sunderland pokonał Everton 3:0. To był podwójnie cios zadany przez największego rywala, gdyż taki wynik oznaczał spadek Newcastle United z Premier League. Po sześciu latach właściciel Mike Ashley musiał przełknąć gorzką pigułkę, zapomnieć o niesamowitym sezonie 2011/2012, kiedy klub potrafił nawiązać walkę z najlepszymi w Anglii i skupić się na odbudowie drużyny. Ta wymagała przebudowy, gdyż wielu piłkarzy nie chciał tracić roku na niższym poziomie rozgrywkowym.

 

Wśród nich byli Moussa Sissoko oraz Georginio Wijnaldum. Ten drugi spędził na Sports Direct Arena tylko jeden sezon, ale szybko został pokochany przez fanów - choćby przez pamiętne cztery bramki przeciwko Norwich City. W Premier League strzelił 11 goli i był to jego drugi najlepszy wynik w karierze. Nieco mniej skuteczny był Sissoko, ale on też grał bliżej bramki przeciwnika. Jak się okazało ich rola wkrótce miała się zmienić.

 

Newcastle United zarobiło za tę dwójkę 55 milionów funtów. 30 milionów za Francuza wyłożył Tottenham, podczas gdy Liverpool zapłacił za Holendra 25 milionów. Więcej powodów do uśmiechu miał Wijnaldum. Trafił pod skrzydła Juergena Kloppa, gdzie szybko stał się ważną postacią drugiej linii. Często bywał niedoceniany, ale miejsca ze składu nie oddawał. Choć jego rola była znacznie bardziej defensywna niż w Newcastle, to po jakimś czasie zrozumiał, czego oczekuje od niego trener.

 

Sissoko też otrzymał inne zadanie. Mauricio Pochettino widział w nim piłkarza, który przede wszystkim utrudniałby życie przeciwnikom. Chciał wykorzystać wybiegnie Francuza, by zabiegać rywali w trakcie 90 minut. Chaotyczny Sissoko przeplatał dobre mecze ze słabymi, ale pod koniec tego sezonu, kiedy zawieszony był Heung-min Son, kiedy kontuzjowani byli Harry Kane, Harry Winks czy Erik Lamela, to właśnie on stał się kluczową postacią. Nadal będącą w cieniu, ale ciągle potrzebną.

 

Jego wejście na boisko w pierwszym meczu półfinałowym z Ajaksem Amsterdam przyniosło niezły efekt. Z nim w linii pomocy gra Tottenhamu wyglądała znacznie lepiej. Nie udało się co prawda odrobić straty jednej bramki, ale przed rewanżem wszystko było możliwe. Wszyscy wiem, jak to się skończyło. Anglicy wygrali 3:2 i niespodziewanie awansowali do finału. Na ustach wszystkich był oczywiście autor hat-tricka Lucas Moura czy też Dele Alli, który zaliczył dwie asysty. Cichym bohaterem był jednak Sissoko. Jego rajdy siały wielkie spustoszenie w szeregach obronnych Ajaksu. Francuz grał tak świetnie, że praktycznie nikt nie potrafił go powstrzymać...

 

Dzień wcześniej świat zaskoczył Wijnaldum. Zaczął rewanż z Barceloną na ławce rezerwowych, ale pojawił się na boisku w drugiej połowie. Efekt? Szybkie dwa gole. Nikt nie postawiłby, że to właśnie on będzie w stanie błyszczeć w takim spotkaniu. Pod nieobecność Mohameda Salaha oraz Roberto Firmino to właśnie Holender wziął odpowiedzialność za strzelanie na swoje barki. Mimo tego większość fanów zapamięta z tego spotkania mądry rzut rożny Trenta Alexandra-Arnolda, żywiołowe reakcje Juergena Kloppa czy też trafienia Divocka Origiego. Zwycięstwo 4:0 to także wielka zasługa Wijnalduma.

 

Wijnaldum i Sissoko, czyli bohaterowie, o których nikt wcześniej by nie pomyślał. Nie jest nawet powiedziane, że dzięki tak kapitalnym występom znajdą się w wyjściowych składach na finał. Jeśli jednak trenerzy im zaufają, to po obaj mogą odcisnąć piętno na najważniejszym meczu w sezonie.

 

Finał Ligi Mistrzów 2018/2019 między Liverpoolem a Tottenhamem już 1 czerwca w Madrycie. Transmisja w Polsacie Sport Premium 1.

 

WYNIKI I TERMINARZ LIGI MISTRZÓW

 

Oglądaj na żywo największe europejskie gwiazdy piłki nożnej i ekscytujące zmagania najlepszych europejskich drużyn – fazy pucharowe Ligi Mistrzów UEFA i Ligi Europy UEFA 2018/2019 na kanałach Polsat Sport Premium 1 i Polsat Sport Premium 2, w Cyfrowym PolsaciePlusie i IPLI. Prestiżowe rozgrywki dostępne są w telewizji, na komputerach, smartfonach i tabletach.

Jakub Baranowski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze