Grzegorz Michalewski: Twój historyczny sezon w klubie zagranicznym właśnie się zakończył. Miałeś swój bardzo duży wkład w zdobycie dwudziestego w historii Dinama Zagrzeb mistrzostwa Chorwacji. Zdążyłeś już ochłonąć?

 

Damian Kądzior: Chyba jeszcze nie do końca. W poniedziałek razem z żoną i moim ojcem, który przyjechał nas odwiedzić w Zagrzebiu, wróciliśmy samochodem do Polski. Mieliśmy trochę rzeczy do zabrania z Chorwacji, więc ta czternastogodzinna podróż była doskonałą okazją do rozmowy podsumowującej kończący się sezon.

 

Wnioski z takiej analizy były raczej pozytywne?

 

Zdecydowanie. Jestem osobą, która zawsze sobie poprzeczkę zawiesza wysoko. Doceniam to, bo był to mój pierwszy sezon za granicą. Zresztą mój wyjazd był dużą niewiadomą, bo przecież Chorwacja nie jest popularnym kierunkiem wybieranym przez polskich piłkarzy. Całkiem niedawno grałem w I lidze i Ekstraklasie, a tu praktycznie z dnia na dzień dostaję szansę gry w końcówce obu meczów z Young Boys Berno o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Zagrałem co prawda po kilka minut w tych spotkaniach, ale to było dla mnie ogromne przeżycie. Zagrakło naprawdę niewiele abyśmy wywalczyli awans do tych elitarnych rozgrywek.

 

W Lidze Europy mając w grupie Anderlecht, Fenerbahce i Spartaka Trnavę zdołaliście awansować do fazy pucharowej, gdzie wyeliminowaliście uczestnika Ligi Mistrzów, czeską Viktorię Pilzno. Później zabrakło naprawdę niewiele abyście awansowali do ćwierćfinału. Walkę o grę w najlepszej ósemce przegraliście z Benfiką dopiero po dogrywce.

 

Dla klubu to był ogromny sukces, bo na tym poziomie w europejskich pucharach zagraliśmy po raz pierwszy od ponad pięćdziesięciu lat. Do Lizbony jechaliśmy aby awansować, ale finalnie okazaliśmy się gorsi od Benfiki. Może gdyby w pierwszym meczu w Zagrzebiu udało nam się strzelić drugiego gola, to spotkanie rewanżowe potoczyłby się inaczej. Ale to tylko takie gdybanie.

 

W krajowych rozgrywkach nie mieliście sobie równych. Dwudziesty mistrzowski tytuł zdołaliście wywalczyć praktycznie w połowie kwietnia.

 

To jest mój pierwszy tytuł w seniorach. Wcześniej w 2011 roku z Jagiellonią zdobyłem mistrzostwo Polski juniorów. Teraz to było dla mnie wyjątkowe wydarzenie. Dało się to odczuć w niedzielę po ostatnim meczu z Hajdukiem Split, gdy otrzymaliśmy medale i mogłem unieść puchar. Niesamowita radość i wspaniała atmosfera.

 

Kilka dni wcześniej przegraliście z Rijeką w finale Pucharu Chorwacji i tym samym nie udało wam się zakończyć sezonu w podwójnej koronie.

 

Po meczu trener Bjelica powiedział, że nasi rywale byli znakomicie przygotowani do tego spotkania. Zagrali kapitalnie i faktycznie wyglądali jakby walczyli co najmniej w finale mistrzostw świata. Mieliśmy swoje okazje, ale rywal zagrał naprawdę koncertowo. Może po zapewnieniu sobie mistrzowskiego tytułu, mając taką dużą przewagę w tabeli, w naszą postawę wkradło się lekkie rozprężenie. Na pewno szkoda tej porażki. 

 

Twój premierowy bilans w Dinamie zamknął się całkiem niezłymi statystykami. 28 meczów ligowych, w których strzeliłeś sześć goli, a przy kolejnych jedenastu asystowałeś. Do tego dwie bramki w krajowym pucharze oraz występy w eliminacjach Ligi Mistrzów i w rozgrywkach Ligi Europy.

 

Faktycznie jak na pierwszy sezon poza Polską i debiut w europejskich pucharach to było to lepiej niż przyzwoicie. W Dinamie mieliśmy sześciu skrzydłowych, więc konkurencja do gry w podstawowym składzie była naprawdę duża. Uważam, że tych asyst miałem o kilka więcej, ale kilku według mnie niesłusznie mi nie zaliczono. Do samego końca walczyłem z Bośniakiem Zoranem Kvrziciem z Rijeki o tytuł najlepszego asystenta całej ligi. Ostatecznie obaj zakończyliśmy sezon z jedenastoma kluczowymi podaniami i wspólnie zostaliśmy zwycięzcami tej klasyfikacji.

 

To wynik, który Cię satysfakcjonuje?

 

Niewielki niedosyt pozostał, ale nie ma co narzekać. Zdecydowanie lepiej punktowałem jesienią, bo wtedy też grałem trochę więcej. Na wiosnę tych występów było trochę mniej, bo miałem uszkodzenie drugiego stopnia wiązadeł strzałkowych. Na szczęście po tym urazie nie ma już śladu.

 

Które mecze z tego sezonu utkwiły Ci szczególnie w pamięci?

 

Na pewno gol strzelony w meczu z Hajdukiem Split, który wygraliśmy 1:0. Cała otoczka i atmosfera jaka towarzyszyła temu starciu zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Na pewno w pamięci utkwił mi ostatni mój mecz ligowy w Dinamie, gdy w przedostatniej kolejce pokonaliśmy na wyjeździe Inter Zapresić, a ja strzelił dwa gole. Poza tym oba mecze 1/8 finału z Benfiką. Zarówno ten rozegrany u nas na Maksimirze jak i na słynnym Estadio da Luz miały swój klimat i dramaturgię.

 

Jakie stawiasz przed sobą cele na przyszły sezon. Pojawiły się jakieś nowe oferty czy definitywnie zostajesz w Zagrzebiu?

 

Mam jeszcze dwa lata ważny kontrakt z Dinamem, więc w kwestii zmiany klubu raczej nic się nie zmieni. W przyszłym sezonie chciałbym ugruntować swoją pozycję w klubie. Liczę, że zaprezentuję się przynajmniej tak samo dobrze, jak w tym debiutanckim sezonie, ale oczywiście wierzę, że stać mnie na jeszcze lepszą grę. Chcę się rozwijać i wiem, że można trochę do poprawić.

 

Awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów jest dla was realny?

 

Fajnie byłoby zagrać w tych rozgrywkach. Teraz zabrakło naprawdę niewiele. Przed meczami w ostatniej rundy eliminacyjnej z Young Boys Berno usłyszeliśmy hymn Ligi Mistrzów. Nie siedziałem przed telewizorem, tylko byłem tam na miejscu przy ławce rezerwowych. Ten utwór naprawdę ma w sobie jakąś magię. Teraz eliminacje rozpoczynamy od drugiej rundy. Dużo będzie zależało od wyników losowania.

 

Selekcjoner Jerzy Brzęczek powołał Cię na dwa najbliższe mecze eliminacyjne z Macedonią Północną i Izraelem. Wierzysz, że zagrasz w tych spotkaniach?

 

To nie jest pytanie do mnie, ale do trenera. Dla mnie gra w kadrze jest największym wyróżnieniem i cieszę się, że znowu przyjadę na zgrupowanie.

 

Co takiego możesz dać reprezentacji, że trener Brzęczek powinien postawić na Ciebie?

 

Mam za sobą udany sezon. Zdobyłem mistrzostwo Chorwacji i zostałem najlepszym asystentem ligi. Jestem piłkarzem ofensywnym, który potrafi zarówno strzelić gola jak i dokładnie podać. Mam świetnie ułożoną lewą nogę i moją mocną bronią są znakomicie wykonywane stałe fragmenty gry. O tym kto zagra, to już decydować będzie selekcjoner. Ja ze swojej strony mogę obiecać, że dam z siebie wszystko, aby zapracować na to, żeby wystąpić w obu najbliższych meczach eliminacyjnych.

 

Jakie masz plany wakacyjne?

 

Teraz po sezonie czasu na odpoczynek nie mam zbyt dużo, bo w czwartek rozpoczynamy zgrupowanie reprezentacji. Do tego czasu chciałbym nadrobić zaległości i spotkać się z najbliższymi. Po powrocie z kadry razem z żoną i ze znajomymi lecimy na urlop do Grecji. Przygotowania do nowego sezonu oficjalnie rozpoczynamy 19 czerwca, ale trener Bjelica dał tydzień dodatkowego wolnego tym zawodnikom, którzy zostali powołani na mecze reprezentacyjne.