Ta walka miała być początkiem wielkiego podboju Ameryki przez Joshuę. Mistrz olimpijski z Londynu, posiadacz trzech pasów (WBA, IBF, WBO) w wadze ciężkiej tylko jedną zawodową walkę, z Josephem Parkerem, wygrał na punkty. W pozostałych 21 nokautował rywali. W Madison Square Garden miał się zmierzyć z Jarrellem Millerem, ale Amerykanin z Brooklynu został złapany na dopingu i w zastępstwie wybrano 29 letniego, mierzącego 188 cm Ruiza Jr ( 33-1, 22 KO). Nie brakowało głosów, że to mismatch, że Joshua znokautuje go najpóźniej do trzeciej rundy. Kandydat na mistrza miał przecież tylko pięć tygodni na przygotowania, a czempion ponoć zrobił wszystko, by zachwycić Nowy Jork i Amerykę.

 

Kiedy w trzeciej rundzie Ruiz Jr padł na deski wydawało się, że to początek końca, choć Joshua nie wyglądał w tej walce najlepiej. – Był po prostu byle jaki, choć ta kombinacja która skosił Ruiza była naprawdę ładna - powie o promotor Anglika Eddie Hearn.
Ale wielkie emocje dopiero się rozpoczynały, kandydat na mistrza oddał urzędującemu czempionowi z nawiązką jeszcze w tym samym starciu dwukrotnie rzucając go na matę. W siódmym starciu Joshua padał jeszcze dwa razy i sędzia zatrzymał pojedynek.


– To, że on pierwszy posłał mnie na deski, tylko mnie wzmocniło. Czułem, że mogę go pokonać. I pokonałem, spełniłem marzenie dzieciństwa- mówił Ruiz Jr po sensacyjnie wygranej walce.

 

Joshua serdecznie go obejmował, gratulował zwycięstwa i dodał tylko, że wróci. Hearn mówi o rewanżu w listopadzie lub grudniu na Wyspach Brytyjskich. Kontrakt i zawarta w nim klauzula o rewanżu daje taką możliwość, ale nie można wykluczyć innych wariantów. Biorąc pod uwagę z kim związany jest Ruiz Jr (Al. Haymon) można sobie wyobrazić chociażby unifikacyjny pojedynek z Wilderem, któremu też najbliżej do Haymona.


Tym bardziej, że Joshua będzie potrzebował trochę czasu, by wrócić do stanu równowagi po tej klęsce. Bo co do tego, że jest to szok nie tylko dla niego, ale dla całego bokserskiego świata, chyba nie ma wątpliwości. Wygrana Andy Ruiza Jr jest jak trzęsienie ziemi, wiele planów po tym co wydarzyło się w MSG stanęło na głowie.


Andy Ruiz Jr jest pierwszym pięściarzem meksykańskiego pochodzenia, który zdobył mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Przed nim próbowali tego dokonać Manuel Ramos (w 1968 roku przegrał z Joe Frazierem), trzykrotnie Chris Arreola (porażki z Witalijem Kliczką, Bermane Stiverne’em i Deontayem Wilderem), dwukrotnie Molina (z Wilderem i Joshuą) no i Ruiz Jr, który trzy lata temu nieznacznie (dwa do remisu) uległ Josephowi Parkerowi na jego terenie. Ale jego drugie podejście okazało się skuteczne, choć chyba tylko szaleńcy dawali mu szanse na sukces. Bukmacherzy też nie mieli wątpliwości, zdecydowanym faworytem był Joshua. Za jednego dolara postawionego na Ruiza Jr płacili 33!!!


Boks jednak na każdym szczeblu uczy pokory, i tak było również w tym przypadku.

 

Teraz Andy Ruiz Jr będzie musiał zmierzyć się z sukcesem, bo przecież zupełnie nieoczekiwanie poleciał w Kosmos, a Joshua z porażką na którą z pewnością nie był przygotowany. W ringu, po walce wyglądał na pobitego grzecznego chłopca, który gratuluje swojemu pogromcy, na konferencję nie przyszedł, ale to dopiero początek trudnych dla niego sytuacji. Jeśli sobie z tym poradzi i wróci wygrywając, to będzie wielki.