W 1/8 finału los skojarzył PSG i Manchester United. W momencie poznania tej pary faworyt był jeden. Francuzi niszczyli kolejnych rywali, podczas gdy Anglicy mieli gigantyczne problemy. Jose Mourinho ewidentnie nie radził sobie z szatnią, a wielu piłkarzy nie chciało z nim współpracować. Po jego zwolnieniu i zatrudnieniu Ole Gunnara Solskjaera coś się zmieniło. "Czerwone Diabły" nagle zaczęły wygrywać i nagle coraz więcej fanów dawało im spore szanse w rywalizacji z nieco gasnącymi paryżanami.

 

Pierwsze spotkanie na Old Trafford zakończyło się jednak zwycięstwem PSG 2:0. Gole strzelili Presnel Kimpembe oraz Kylian Mbappe. Rewanż miał być tylko formalnością, różnica w kulturze gry była gigantyczna, lecz nie zawsze jakość piłkarska decyduje o końcowym wyniku. Wystarczyły proste błędy, by Manchester United szybko objął prowadzenie.

 

Do przerwy było 2:1, a w ostatniej minucie sędzia po analizie VAR przyznał rzut karny dla Anglików. Do piłki odszedł Marcus Rashford, zapewniając swojej drużynie awans do ćwierćfinału.

 

Choć to spotkanie odbyło się na początku marca, to piłkarze PSG ciągle do niego wracają. Jak choćby Thomas Meunier.

 

- To największy żart w historii futbolu. Postawiłbym nawet milion euro, że nie przegramy! Nie mieli nawet żadnych okazji, a i tak strzelili trzy gole. To było nawet bardziej szokujące niż porażka z Barceloną (1:6 po wcześniejszym zwycięstwie 4:0 - przyp.red.).

 

Co ciekawe, Belgiem interesuje się... właśnie Manchester United. Meunier twierdzi jednak, że jest szczęśliwy w Paryżu.