„Od razu po wywalczeniu awansu do ekstraligi, czyli w 2013 roku, zajęliśmy piąte miejsce, następnie przypadła nam czwarta i trzecia lokata, a kolejne dwa sezony zakończyliśmy na drugim stopniu podium. Zatem do trzech razy sztuka. Najpierw notowaliśmy regularny progres, później przyszła stabilizacja i teraz ponownie chcemy zrobić krok do przodu, czyli zdobyć złoty medal” – przyznał dyrektor Ogniwa Bartosz Olszewski.

 

W dwóch ostatnich sezonach zawodnicy Ogniwa musieli uznać wyższość Master Pharm Budowlanych. W 2017 roku przegrali w finale 3:16, natomiast w zeszłym roku, także w Łodzi, ulegli w decydującym spotkaniu 16:38. W sobotę o 16.30 sopocianie zmierzą się z obrońcami tytułu na własnym stadionie.

 

„Atutem rywali jest z pewnością doświadczenie. Od 2003 roku, czyli od kiedy rozgrywany jest jeden mecz finałowy, łodzianie uczestniczyli w 14 z 16 takich konfrontacji, z których siedem, z czego trzy w ostatnich latach, zakończyło się ich sukcesem. Dla nas będzie to dopiero czwarte spotkanie o najwyższą stawkę. Wygraliśmy raz, w inauguracyjnej edycji, ale jesteśmy gotowi na powtórzenie sukcesu sprzed 16 lat. Kiedy mamy tego dokonać jeśli nie teraz, po dobrym sezonie i na własnym stadionie?” – stwierdził na konferencji prasowej w Sopocie trener Ogniwa Karol Czyż.

 

W tych rozrywkach sopocianie odnieśli komplet dziewięciu zwycięstw. 31 marca pokonali w Łodzi obrońców tytułu 24:14 (13:0). 14 punktów zdobył łącznik ataku Wojciech Piotrowicz, a po przyłożeniu zanotowali Mateusz Mrowca i Grzegorz Szczepański. - To było bez wątpienia jedno z najważniejszych spotkań w rundzie zasadniczej, które miało nas przybliżyć do walki o złoto i to na własnym stadionie. Nie można jednak porównywać tych meczów, bo finał rządzi się swoimi prawami. W sobotę zrobimy jednak wszystko, aby ponownie pokonać Budowlanych. Liczę także, że naszym 16. zawodnikiem okażą się kibice – skomentował Piotrowicz.

 

Zawodnicy Ogniwa przypominają, że znakiem firmowym łódzkiego zespołu jest młyn. - Musimy przeciwstawić się rywalom w tej formacji oraz w aucie, bo to może mieć w tym meczu decydujące znaczenie. Dlatego ostatnie treningi poświęciliśmy głównie na poprawie współdziałania ośmiu zawodników młyna. Jestem natomiast przekonany, że poradzimy sobie w ataku – dodał kapitan Ogniwa Piotr Zeszutek.

 

Trener sopocian zauważył, że kluczową rolę w finałowym spotkaniu mogą odegrać rezerwowi. - I to właśnie z pierwszej linii młyna. O ile na tej pozycji łodzianie mają świetnych podstawowych zawodników, filarów i młynarza, o tyle ich zmiennicy nie prezentują takiej klasy – ocenił.

 

W sobotnim meczu w ekipie gospodarzy zabraknie Romana Żuka i Konstantyna Bezwierchnyja, którzy przeszli operację kolana. - Dochodzą nas różne wieści z obozu rywali, ale nie zaprzątamy sobie nimi głowy. Do tego spotkania przygotowujemy się tak, jakby Budowlani mieli zagrać w najsilniejszym zestawieniu. Nawet jeśli kogoś u nich zabraknie, to jedną osobę na pewno można zastąpić – zaznaczył Czyż.

 

38-letni szkoleniowiec podkreślił, że zawodnicy muszą nastawić się w sobotę na spory wysiłek, związany nie tylko z rangą spotkania. - W godzinie meczu temperatura ma sięgać prawie 30 stopni Celsjusza. Sztuczna murawa przyjmuje ciepło i może być nagrzana jak piec. Warunki będą oczywiście takie same dla obu zespołów, ale my mamy tę przewagę, że trenujemy w takich realiach – podsumował.

 

W klasyfikacji medalowej Ogniwo plasuje się na trzeciej pozycji – za AZS AWF Warszawa i Lechią Gdańsk. Rugbiści tego klubu mają w dorobku dziewięć złotych, osiem srebrnych i trzy brązowe krążki.

 

Transmisja meczu finałowego ekstraligi rugby Ogniwo Sopot - Master Pharm Budowlani SA Łódź w sobotę w Polsacie Sport Fight. Początek od godziny 16:30.