To niezwykła okoliczność, że fenomenalny sportowiec (3 czerwca 2019 roku ukończył 49 lat, piąty zawodnik SGP’2018), wspaniały mąż i kochający tata, wciąż stanowi inspirację dla młodzieży i niczym most Karola łączy pokolenia… Najsłynniejszy praski most zaczęto budować w XIV wieku, a ukończono w XV. Jest dłuższy od toru na Markecie, a więc i pobudza do refleksyjnego spojrzenia, w odróżnieniu od owalu na którym przed laty „latali” Lubos Tomicek, Lubomir Batelka, Bohumil Brhel, Jiri Stancl czy legendarny Petr Ondrasik… 516 metrów, a wspomnień wystarczy na pół wieku. Żużlowy tor w Pradze ma długość 353 metrów, a najszybciej dystans czterech okrążeń pokonał Brytyjczyk Tai Woffinden. 18 maja 2013 roku jegomość ze Scunthorpe przemierzył cztery okrążenia w zaledwie 62,33 sekundy. „Woffy” uwielbia ścigać się w stolicy Czech, ale tym razem zabraknie go w Pradze – Brevnov…

 

Samotna żaglówka Lamberta

 

7 czerwca 2019 roku Tai Woffinden doznał kontuzji podczas meczu ligowego w Lublinie (złamany kręg, łopatka, stłuczone płuca). Tai jest jedynym Brytyjczykiem, który wygrywał turniej o Grand Prix Czech (2013, 2014 i 2015). Paradoks Woffindena polega na tym, że piątek przed GP Czech miał wolny i po raz pierwszy mógłby wziąć udział w kwalifikacjach. Najbardziej zasobna w finanse liga na świecie tak sprytnie ustawiła kalendarz zmagań, że w poprzednie piątki poprzedzające GP w Warszawie i GP w słoweńskim Krsko, Tai Woffinden był zajęty. Skutkowało to absencją podczas treningu i „czasówki”, ale cóż było czynić? Fenicjanie wymyślili środek płatniczy, a Słowianie nauczyli się prawidła, że ten kto potrząsa sakiewką i trzosikiem, ten rządzi… Przed GP Czech polska ekstraliga zapada w zimowy sen, a więc wszyscy żużlowcy marzący o najcenniejszym tytule w tej branży – złotym medalu IMŚ Speedway GP obierają kurs na Most Karola. Na moście żużlowcy zapominają o metanolu, mogą zasłuchać się w nutach ulicznych muzykantów, wzruszyć się opowieścią o wieszcze Libuszy, która zrzucała kochanków (po uprzedniej konsumpcji ma się rozumieć) ze wzgórza na Wyszehradzie i popatrzeć w nurt Wełtawy, aby uspokoić skołatane nerwy. Sędzią trzeciej rundy mistrzowskiego cyklu Speedway GP będzie były spec od speedrowera – Anglik Craig Ackroyd, a jedynym brytyjskim żużlowcem, który stanie pod taśmą (pod nieobecność mistrza świata Taia Woffindena) będzie Robert Lambert. Lambert pragnie w tym sezonie zdobyć złoty medal IMŚ juniorów, bo wie, że to jego ostatnia szansa na to, aby tego kruszcu nie oglądać tylko na praskiej Złotej Uliczce alchemików… „Jestem przygotowany do ścigania na poziomie GP, ale brakuje mi jeszcze regularności” – odpowiada skromny Robert. „Jeżiś Maria!” – zakrzyknąłby Jiri Stancl, a wtórowałby mu Petr Ondrasik – przecież ten młody chłopak jest piekielnie regularny w cyklu GP!? Wszak w dwóch pierwszych turniejach Lambert zainkasował 15 punktów (8 oczek w Warszawie + 7 w Krsko), co zaowocowało awansem do półfinałów po dwakroć! Daj Boże każdemu debiutantowi i każdemu 21-latkowi takiego wejścia smoka do elitarnego cyklu. Robert żartuje, bo to pogodny młody człowiek, że nie przystoi mu ścigać się gorzej, wszak zastępuje Grega Hancocka… Poniekąd, prawda, Robercie z Norwich…

 

Jedno z dwóch zwycięstw Grega Hancocka w Pradze. Rok 2011 i triumf przed Jarosławem Hampelem i Tomaszem Gollobem (fot. PAP)

 

176 odcieni czerwieni i pan Kubićek

 

Począwszy od 1997 roku najbardziej złotonośnym terenem było najbardziej wewnętrzne pole. Zawodnik startujący w czerwonym kasku wygrywał wyścig aż 176 razy! „Pozor, to to neni sranda! (Uwaga, to nie żarty!)” – rzekłby Stanislav Kubićek z Ceskych Budejovic. Kubićek to wielka legenda długiego toru, więc na Markecie by zbytnio nie poszalał… Jego ojciec i stryjaszek zbudowali własny motocykl w dwudziestoleciu międzywojennym (Stanislav urodził się 23 maja 1940 roku), a pracowali w przydomowym warsztacie. Młody Kubićek, gdy tylko poznał tajniki mechaniki, zapisał się do żużlowej sekcji. Był pojętnym uczniem, więc zaangażowano go w klubie w Ceskych Budejovicach. Jeździł w parze z Frantiśkiem Irmiśem… Służbę wojskową odbywał na lotnisku w Budejovicach, głównie dlatego, aby być pod ręką i na każde wezwanie klubu żużlowego. Zdejmował mundur, zakładał skórzany kombinezon i łamał się w łuku… Rozwijał się w tempie poematu symfonicznego „Ma vlast” Bedrzicha Smetany… Kubićek trafił do reprezentacji Czechosłowacji! W 1963 roku finał Drużynowych Mistrzostw Świata na żużlu odbywał się w Wiedniu. Czechosłowacy wystawili silną kadrę: Antonin Kasper starszi (10 punktów), Stanislav Kubićek (7 punktów – 7 bodu), Miroslav Smid (5 punktów) i Lubos Tomićek (5 oczek). 27 punktów i wielka radość w czechosłowackim zespole: srebrny medal! Lepsi byli jedynie Szwedzi (37 punktów z młodym Ove Fundinem w składzie). Brązowe medale (tylko!) wywalczyli żużlowcy Wielkiej Brytanii (25 punktów z Barrym Briggsem i Peterem Cravenem w składzie!), a czwarte miejsce zajęli Polacy (najskuteczniejszy – zgromadził 4 punkty, był świętej pamięci Henryk Żyto – tata Piotra Żyto, aktualnego trenera PGG ROW Rybnik).

 

 

Stanislav Kubićek był człowiekiem renesansu. Jeździł na lodzie, na klasycznym żużlu i na długich torach. W finałach Mistrzostw Europy na lodzie dwukrotnie plasował się w czołówce: był ósmy w 1964 i 1965 roku. Wiecznie głodny wrażeń Kubićek liznął długiego toru. Przez wiele lat był rekordzistą toru w sławnym uzdrowisku: Marianske Lazne. Tor był szalenie długi: 1100 metrów… Po dwakroć Stanislav Kubićek zdołał awansować do finału mistrzostw świata w longtrack’u, dacie wiarę? W 1974 i 1976 roku ścigał się z największymi asami długich torów. Ba, finał indywidualnych mistrzostw świata na długim torze w 1976 roku odbył się 12 września w Marianske Lazne, a złotym medalistą został fenomenalny Nowozelandczyk Ivan Mauger… 

 

Kubićek nie byłby sobą, gdyby nie błysnął w najstarszym indywidualnym turnieju na świecie: Zlatej Prilbie mesta Pardubic. W 1965 roku Złoty Kask zdobył reprezentant Związku Radzieckiego – Farit Szajnurow, a Stanislav Kubićek zajął drugie miejsce w tych prestiżowych zawodach. Na najniższym stopniu podium stanął Antonin Kasper starszi…

 

Antonin Kasper mladszi zajął piąte miejsce na praskiej Markecie w 1999 roku. Wówczas turniej GP Czech wygrał Tomasz Gollob. Czesi przeżywali radość kiedy Lukas Dryml plasował się na ósmym miejscu w 2002 roku. Wówczas królem Pragi był Jason Crump. 15 czerwca Lukas Dryml przybędzie na Marketę w roli widza…

 

Crump to niewątpliwie król Pragi. Tutaj na pierwszym miejscu (2004 rok) obok Jarosława Hampela i Tony'ego Rickardssona (fot. PAP)

 

Tomas Topinka był szósty w GP Czech w 2003 roku (znów wygrał Crump). Dziś Topinka jest trenerem w praskim klubie żużlowym, a podczas GP przygotowuje tor… W 2012 roku siódmy był Josef Franc, a w 2017 roku na podium zagościł Vaclav Milik (tata ścigał się przed laty w Sparcie Wrocław, a jego syn kontynuuje rodzinne tradycje i też zakochał się w stolicy Dolnego Śląska).

 

Pavel Ondrasik, były żużlowiec, syn Petra, zaciera ręce, bo sprzedał wszystkie miejsca siedzące. Został naparstek biletów na miejsca stojące… Praha, miasto magiczne, przyciąga kibiców żużla…

 

Australijczyk Jason Doyle dwukrotnie triumfował w GP Czech. W 2016 roku startował z numerem 11. Wyjątkowo wrednym, bo aż dwa razy Doyley „puszczał klamkę” z czwartego, najmniej korzystnego pola na Markecie… W 2017 roku Jason jeździł z numerem 13. Skorzystał dwukrotnie z wewnętrznego pola…

 

151 razy wyścigi podczas GP Czech wygrywali zawodnicy startujący z pola B (kask niebieski). Trzecie pole nie obrodziło soczystymi owocami, gdyż tylko 104 razy wygrywał zawodnik w kasku białym. Czwarte pole, najmniej produktywne, bo zaledwie 86 razy wygrywał żużlowiec w żółtym kasku…

 

 

 

Piękna pogoda, dziedzictwo kulturowe, znakomita spuścizna literacka i muzyczna (Hrabal, Haszek, Kundera, Skvorecky, Gott, Vondraćkova, Irglova, Jakślova, Bila, Psi Vojaci), a ponadto uroczo położony stadion żużlowy. I tylko wypada żałować, że Greg Hancock, który stawał najczęściej na podium SGP (69 razy), ścigał się przez 24 sezony w mistrzowskim cyklu, wygrał 455 (!!!) wyścigów w ramach Speedway GP, będzie oglądał zawody z perspektywy Kalifornii. Greg, zdrówka dla małżonki i synów życzy cała żużlowa brać znad Wełtawy! Wierzymy, że jeszcze zasiądziesz na bike’a i uściśniesz dłoń Romana Matouska…